HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Archive
Książki

181. Pieniądze, które dają szczęście

12 maja 2014 Michał Zaborek 3 komentarze
Przeczytałem książkę Happy Money, autorstwa E. Dunn oraz M. Nortona. Traktuje ona o tym, o czym nie uczymy się kompletnie w szkole i zwykle w domu. Heh, nie o HR. O pieniądzach. I o szczęściu.

Happy Money to opowieść o tym jak wydawać, aby zwiększyć poziom zadowolenia z życia. Nie jest to poradnik, choć całość podzielona jest na pięć głównych części, które odnoszą się do wniosków na temat tego „jak wydawać”. Konkluzje, oparte są na badaniach i to jest na pewno mocna strona tytułu – autorzy nie snują własnych halucyno-przemyśleń, ale wnioskują z dziesiątek poważnych prac naukowych.
happy money
Oto pięć kluczowych wniosków.

1. Kupuj doświadczenia
  • Nie ma dowodów świadczących o tym, że kupienie nowego i/lub większego domu daje więcej szczęścia. Co prawda mając nowe i lepsze lokum podnosi się satysfakcja z domu / mieszkania, ale poziom szczęścia, już nie. Podobnie jest z samochodami, nie ma korelacji pomiędzy wartością samochodu a odczuwaną przyjemnością jego prowadzenia.
  • Większy poziom odczuwanego szczęścia jest skorelowany z wydatkami na wypoczynek i przyjemności, niż na kupowanie rzeczy. Jest tak prawdopodobnie, bo doświadczenia łączą się z tym, że jesteśmy w kontakcie z innymi ludźmi. Rzeczy – już niekoniecznie. Rzeczy dają nam szczęście… dopóki nie okaże się, że jest nowa, lepsza wersja tego co mamy (nowy iPhone! ;-)).
  • Wydając konkretną sumę, masz szanse na większy wpływ na swoje zadowolenie, jeśli:
    • doświadczasz czegoś z innymi,
    • bierzesz udział w czymś, co można potem nazwać „historią” i o czym możesz opowiadać, jako ciekawe doświadczenie,
    • doświadczenie jest mocno związane z tym, za kogo się uważasz, albo kim chcesz być,
    • doświadczenie ma charakter jakiejś wyjątkowości, limitowanej możliwości doświadczania danej rzeczy (czyli jest go mało, nie jest powszechne, jak np. przejazd autobusem do pracy).
2. Zafunduj sobie coś przyjemnego
  • Ciekawą prawidłowością jest to, że jadąc na wakacje zdarza nam się zwiedzać jak szaleni dane miasto, tymczasem, nasze własne / to do którego mamy najbliżej jest zwykle nie-wyeksplorowane. To powtarzająca się prawidłowość, która dotyczy i mnie. Jest na to wytłumaczenie: kiedy coś jest dostępne w trybie ciągłym i nieprzerwanym, traci na swojej atrakcyjności. Zatem nie odwiedzamy atrakcji, które mamy pod nosem, a które mogą być takim samym źródłem szczęścia, jak te w odległych miejscach.
3. Kup sobie czas
  • Ludzie zamożni (średnio) nie spędzają czasu w sposób bardziej przyjemny, jako że (średnio) są bardziej napięci, zestresowani i spędzają więcej czasu na aktywnościach takich jak praca, dojazdy do pracy, męczące zakupy.
  • Niezależnie od tego, czy zadania, które wykonujemy są bardziej lub mniej lubiane, ludzie są najbardziej szczęśliwi, gdy są na nich skoncentrowani (tu prztyczek do multitaskingu oraz potwierdzenie tego, o czym mówi Mihály Csíkszentmihályi w swojej koncepcji FLOW).
  • 15 minutowy spacer na dworze poprawia samopoczucie znacznie lepiej, niż aktywność fizyczna w pomieszczeniu.
  • Ludzie doświadczają najlepszego humoru, gdy spędzają czas z rodziną i przyjaciółmi. Jedna z najbardziej szczęsno-gennych aktywności, to zabawa z dziećmi.
4. Zapłać teraz, zużyj potem
  • Więcej szczęścia przynosi zasada: zapłać teraz, skonsumuj później. To dokładnie odwrotnie niż funkcjonowanie większości z nas, kart kredytowych, kredytów, etc. Jesteśmy zachęcani do schematu kup teraz – zapłać potem. Tymczasem oczekiwanie na coś (przyjemnego), co ma nadejść jest źródłem bardzo dużej ilości szczęścia i zadowolenia, znacznie większym, niż coś, co dzieje się natychmiast (i jeszcze potem przykra część, czyli płacenie, jest odroczona w czasie).
5. Inwestuj w innych
  • Wydanie nawet niewielkich sum na innych, skutkuje lepszym samopoczuciem. Możesz zwiększyć poziom szczęścia, jeśli pomagasz komuś, kogo znasz, a jeśli dodatkowo wiąże się to z robieniem czegoś z ludźmi, których lubisz, to już jest bingo. Według badania Uniwersytetu North Carolina, ludzie, którzy zgadzają się ze stwierdzeniem „czuję, żę moja praca ma pozytywny wpływ na życie innych ludzi” są mniej narażeni na emocjonalne wypalenie w pracy.
Happy Money. 26 stron przypisów (!). Przed nimi 157 stron czytania w formie snucia opowieści, i jak wspomniałem, na szczęście, nie w formie poradnika. Szybkie, fajne, sexi.

Udostępnij:
Książki•Zespoły i praca zespołowa

179. Death by meeting. Patrick Lencioni.

10 marca 2014 Michał Zaborek 2 komentarze

Dawno, dawno temu, gdy zaczynałem pracę w banku, powiedziałem na jednym ze spotkań bardzo mądre zdanie, że albo się pracuje, albo się spotyka. Niestety, nie byłem jego autorem, bo wypowiedział je Peter Drucker, komentując w ten sposób tony bezsensownych, nudnych i słabych jakościowo spotkań, których pełna jest każda firma.

10 lat i tysiące spotkań później, już taki mądry nie jestem. Chodziło za mną jednak ostatnio inne prześmiewcze powiedzenie: najlepsze spotkanie to to, które zostało odwołane. Sięgnąłem zatem po książkę Patricka Lencioniego „Death by meeting”. Lencioni to utalentowany powieściopisarz biznesowy, jego książki składają się najpierw z barwnej historii dotyczącej tematu, a potem z krótkiego podsumowania teoretycznego. Wcześniej pisałem o najbardziej znanym jego tytule – 5 dysfunkcji pracy zespołowej.

Oto moje notatki i podsumowanie Death by meeting. Jedna uwaga – całość poniższych rozważań dotyczy zarządów i zespołów zarządzających. Przeniesienie baterii wskazówek na jakikolwiek inny zespół jest jak najbardziej możliwe, ale wymaga zdroworozsądkowego dopasowania do sytuacji i typu pracy. Książka jest też dostępna w języku polskim, pod tytułem „Efektywne spotkania biznesowe. Jak nie umrzeć z nudów na zebraniu”.

Death-By-Meeting

Autor pisze o spotkaniach, jako o swego rodzaju paradoksie. Z jednej strony są krytyczne, zwłaszcza dla zespołów zarządzających, z drugiej, bardzo często są nieefektywne i nikt ich nie lubi. Sugeruje fundamentalną zmianę podejścia do zebrań, tak, aby były ciekawe i efektywne. Jednoznacznie też pisze o tym, że w myśleniu o usprawnieniu spotkań należy oderwać się od nowinek technologicznych, gadżetów, maili, agend, power-pointów, ustalanych na sztywno reguł zabierania głosu, itd. Wskazuje, że kluczowe jest nastawienie i zaangażowanie ludzi, którzy prowadzą zebrania i są ich uczestnikami, a nie nowoczesne technologie.

W większości firm są tylko dwa istotne wyzwania, związane ze spotkaniami. Tylko dwa… ale za to jakie:

  • po pierwsze: spotkania są nudne.
  • po drugie, jeszcze ważniejsze: spotkania są nieefektywne.

Ad. 1. Spotkania są nudne, bo brakuje w nich dramaturgii oraz konfliktów. Zamiast tego, ludzie koncentrują się na unikaniu (czasem za wszelką cenę) konfliktów i na zakończeniu spotkania na czas (bo często w planie jest kolejne spotkanie ;-)).

Ad. 2. Spotkania są nieefektywne, bo zwykle jest tylko jeden rodzaj spotkania: spotkanie. W ten sam sposób traktowane są najróżniejszego rodzaju zagadnienia – od bieżących, średnioterminowych, istotnych, nieistotnych, po strategiczne.

Potrzeba zatem dramaturgii, konfliktu oraz zróżnicowania typów spotkań.

Zacznijmy od dramaturgii. Najważniejszy element spotkania, tak jak na filmie, to pierwsze 10 minut. To na początku ludzie decydują o tym, czy się zaangażują, czy włączą swoją energię, czy raczej przełączą mózg na „tryb samolot”. Dalej, po starcie, szukamy ukrytego konfliktu.  Celem jest uwolnienie tego, co myślą ludzie – ale nie po to, aby dojść do konsensusu (ten jest niebezpieczny często i bardzo często niemożliwy, bo nawet jeśli ludzie się na niego zgadzają, to w głębi ducha myślą co innego). Celem zatem nie jest zgniły kompromis, ale finalnie – po wysłuchaniu wszystkich stron, po dyskusji na argumenty, lider zespołu powinien podjąć decyzję – na bazie dostępnych informacji.

I teraz klucz: gdy decyzja została podjęta, cały zespół powinien ją popierać. Nawet jeśli ktoś myślał inaczej. I właśnie dlatego warto mówić w czasie dyskusji to, co się myśli, a nie to, co wypadałoby powiedzieć, czy czego spodziewają się inni. Jak łatwo zauważyć, kluczowa jest tu rola lidera prowadzącego spotkanie – to on powinien szukać konfliktów i wydobywać je na światło dzienne. Tymczasem najczęściej konfliktów albo brak, albo lider prowadzi tak spotkanie, aby udowodnić wszystkim, że ma rację i chce przeforsować swoje rozwiązanie.

Lencioni proponuje, aby zespoły zarządzające spotykały się na kilku rodzajach spotkań:

  1. Codzienne odprawy, z rana. Nie więcej niż 5 minut. Krótka runda na temat tego, co u kogo słychać, na stojąco, niezależnie od liczby obecnych danego dnia.
  2. Taktyczne spotkania tygodniowe. Czas trwania: do godziny. Bez agendy. Zaczynają się od rundki (maksymalnie minuta dla każdego) na temat tego, kto nad czym pracuje – np. 3 najważniejsze rzeczy, nad którymi dana osoba koncentruje się w tym tygodniu. Podczas tych spotkań nie powinniśmy dotykać tematów strategicznych, bo nie ma i tak na nie wystarczająco czasu oraz jest trudno przerzucać swoją uwagę / wejść w kontekst, pomiędzy zagadnienia krótkoterminowe i długoterminowe. Jeśli pojawiają się jakieś strategiczne tematy (a pojawią się na pewno) – to powinny one być odłożone na spotkania strategiczne. Po rundce minutowej, następuje krótkie podsumowanie kluczowych wskaźników biznesowych (np. jak idzie sprzedaż). Dopiero potem ustalamy agendę – dlatego, że będzie ona częściowo wynikać z dwóch pierwszych aktywności na spotkaniu.
  3. Miesięczne spotkania strategiczne. 1-3 tematy. Trzy max. Te spotkania mają agendę i wymagają przygotowania się przed. Tematy na nie wpadają ze spotkań taktycznych. To, co różni to spotkanie od pozostałych, to czas – nie jest ściśle określony, Lencioni sugeruje zarezerwowanie sobie na niego 4 godzin, tak aby spotkanie mogło trwać od 2 do 4 godzin, w miarę potrzeb. Z założenia, to tu podejmowane są najważniejsze dla firmy decyzje, a te wymagają czasu. Wyzwaniem może być mała liczba tematów na to spotkanie – wtedy np. wybieramy w dyskusji lub głosowaniu najważniejsze 1-2-3 tematy, a kolejne pozostawiamy na inny moment. Jeśli pojawia się coś ważnego, strategicznego, co wymaga szybkiego działania, to receptą powinno być spotkanie strategiczne ad hoc, niezależnie od terminów miesięcznych. Co ciekawe, Lencioni sugeruje spotkania strategiczne nie rzadziej niż raz w miesiącu, z tego co wiem, wiele firm ma tu zwyczaj spotykania się rzadziej, np. raz na kwartał czy pół roku – liczba spraw jest wtedy bardzo duża i przez wiele istotnych zagadnień pędzi się, aby zdążyć na czas (koniec spotkania). To właśnie na spotkaniach strategicznych kwestia konfliktu jest kluczowa – musi być.
  4. Kwartalne spotkania wyjazdowe. 1-2 dniowe. Poświęcone gruntownemu przeglądowi realizacji strategii, konkurencji, otoczeniu firmy, przeglądowi ludzi, morale, atmosferze, satysfakcji klienta, wzajemnemu feedbackowi w zespole, etc…Wyzwaniem jest tu to, aby tego typu spotkania nie były wypełnione agendą, prezentacjami, raportami, od świtu do nocy. Skutkuje to zmęczeniem i brakiem refleksji i spojrzenia na firmę z oddali. Niebezpieczeństwem tego typu wyjazdu, jest usytuowanie miejsca daleko od biura, do którego trzeba długo podróżować. Wszelkie egzotyczne miejsca są niewskazane, jako że odciągają uwagę od celów spotkania, i wszyscy czekają tylko, aby część oficjalna się skończyła i zaczęła część rozrywkowa.

Lencioni wskazuje też na to, aby uczestnikami spotkań był tylko i wyłącznie zespół zarządzający – bez nawet jednej dodatkowej osoby, która zaburza dynamikę i proces grupowy. Zatem goście (z firmy, spoza firmy, poza ewentualnymi facylitatorami spotkania), są niewskazani.

No i na koniec – sam Lencioni pisze, że patrząc na taki plan działań, związany ze spotkaniami, liczba zebrań może wydawać się szaleństwem. Powraca pytanie: kiedy pracować? Jednak według autora, jeśli zespół zarządzający spotyka się według takiego klucza, ten rytm spotkań i ich efektywność powoduje duże oszczędności czasu w pracy zespołu zarządzającego oraz w organizacji. Oszczędności są na dodatkowych spotkaniach w podgrupach, niepotrzebnej komunikacji, niekończących się mailach, wyjaśnianiach, interakcji jeden na jeden pomiędzy uczestnikami zespołu. Jakość spotkań wpływa także na efektywność organizacji – sprawność zarządzających przekłada się na sukces firmy. I oczywiście za ewentualne porażki można obarczać konkurencję, rynek, złych pracowników, klientów – tyle, że to mydlenie oczu. Za firmę odpowiada zarząd, nie otoczenie. A na pracę zarządu jakość spotkań zespołu wpływa ogromnie.

No i kto z Was ma tak poustawiane spotkania? ;-)

 

Udostępnij:
Ciekawe miejsca

177. Najlepsze artykuły z LinkedIn z roku 2013

8 lutego 2014 Michał Zaborek Brak komentarzy
No to jeszcze jeden noworoczny temat, po Susan Scott, chociaż niespodziewanie, już luty. Poniżej znajduje się prezentacja, w której znajdziesz najciekawsze artykuły z poprzedniego roku, z serwisu LinkedIn.

Klikając na slajdy, poszczególne artykuły otworzą się w nowym oknie.

O ile początek roku, to czas masowego wysypu różnego rodzaju podsumowań i trendów (przepowiedni) na przyszłość, to warto zwrócić uwagę na w/w zestawienie, ze względu na autorów. Piszą tam m. in. szefowa GE, Jack Welch, Bill Gates, Richard Branson. Zacny zestaw.

W linkach z poszczególnych slajdów znajdują się:
  • artykuł Billa Gatesa o tym, czego nauczył się od inwestora, Warrena Buffeta (między innymi tego, że nieważne jak bogaty jesteś, masz tyle samo czasu, co wszyscy inni, tj. 24 h / dobę ;-))
  • zestawienie ex szefa GE, Jacka Welcha, na temat najczęstszych błędów liderów.
  • świetny tekst Jeffa Weinera, szefa LinkedIn na temat poprawy efektywności spotkań. Na większą efektywność spotkań wpłynęły dwa triki: wyeliminowanie (zakaz) używania prezentacji oraz przesyłanie materiału, który jest zwykle pokazywany na początku spotkania, do przeczytania, 24 godziny przed spotkaniem. Proste. Trzeba tylko ten materiał przed spotkaniem przeczytać…
  • lista trzech najważniejszych książek do przeczytania, zdaniem Jeffa Bezosa z Amazon.com
  • post Richarda Bransona o tym, że dobra asystentka jest lepsza niż najlepszy smartfon.
Enjoy.
Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Humor

176. Susan Scott na Nowy Rok

10 stycznia 2014 Michał Zaborek Jeden komentarz

Susan Scott to autorka książek z serii „Fierce”, która jest współzałożycielem firmy Fierce, Inc. Seria książek składa się z dwóch tytułów: Fierce Conversations oraz Fierce Leadership. W przygotowaniu jest trzecia i ostatnia: Fierce Love. Na naszym rynku ukazała się własnie książka OdWażne rozmowy, która jest polskim tłumaczeniem bestsellera Fierce Conversations. Polecam, to bardzo ciekawe i niestandardowe podejście do tematu, o którym powiedziano już chyba wszystko.

Fierce Conversations to koncepcja komunikacji, ale inna niż znane z naszego rynku tematy parafrazy, komunikatu ja, czy innych, generycznych ćwiczeń językowych, które w praktyce zmieniają bardzo niewiele lub po prostu nic. Komunikacja jest tematem tak wyświechtanym, że aż trudno mi o niej cokolwiek sensownego napisać. Książkę czytałem po angielsku, koncepcję znam doskonale, bo na szkoleniu Fierce Conversations byłem trzy razy, przy okazji wprowadzania tego produktu na nasz rynek.

Aby liznąć inności tego podejścia możesz obejrzeć filmik z Susan Scott, o którym pisałem kiedyś, dla przypomnienia, poniżej.

 

Jako że jest czas rozpoczęcia nowego roku, to z wielu stron spoglądają na nas różnego rodzaju teksty na temat (bez)sensowności postanowień noworocznych. Spodobał mi się ten, humorystyczny:

new years resolution

(źródło: Art Jonak, Facebook)

Wspomniana Susan Scott napisała doskonały i krótki (a to dzisiaj przecież tak ważne, aby wszystko dało się szybko przeczytać / zrozumieć / poznać ;)) tekst na temat postanowień noworocznych. Znajdziesz go w newsletterze Fierce. Sugeruje on aby (oczywiście) nie robić bzdurnych postanowień noworocznych, a skupić się na jednej rzeczy. Tylko jednej… oraz aby ta rzecz miała szansę powodzenia, zrobić z niej hasło, do jednego z plików / miejsc w sieci, do którego często sięgamy. Różne pomysły na to, aby mieć jakiś cel przed oczami widziałem, ale ten jest jednym z lepszych.

Do Siego Roku.

Udostępnij:
Inne

170. Wyrywkowo o Chinach

7 grudnia 2013 Michał Zaborek 4 komentarze
Kilka tygodni temu przebywałem przez 2 tygodnie w Chinach. Zajmowałem się zwiedzaniem, szwendaniem się po 3 miastach (Szanghaj, Xuzhou, Pekin) oraz uczestniczeniem w 8-dniowym tzw. 'study tour’ w ramach moich studiów MBA. To była moja pierwsza wizyta w tym kraju. Nie był to w pełni urlop, jako, że zawierał szereg spotkań z ludźmi z biznesu, studentami i tzw. „normalnymi ludźmi”. Poniżej przedstawiam robocze i luźne zapiski z tego wyjazdu. Nie stanowią one pełnego obrazu (ani nawet ćwierć-pełnego) na temat Chin i jakiegokolwiek aspektu ich funkcjonowania. Są stop-klatkami, wymieszanymi z moją ich percepcją.

  • Chiny to kraj paradoksów. Jest ich pełno i gdy wydaje Ci się, że po kilku dniach rozumiesz co i jak, okazuje się, że niekoniecznie. Kultura jest zupełnie inna, widać to na każdym kroku, również kultura w biznesie jest bardzo daleka od naszej / europejskiej / amerykańskiej. Na pierwszy rzut oka może to wydać się ciekawe i interesujące, ale w praktyce oznacza duże trudności np. w prowadzeniu własnej działalności tam, na miejscu.
  • W związku z powyższym, (bardzo) trudno jest naszym firmom zawojować rynek Chiński. Nawet, jeśli są jakieś przykłady, to są one narażone np. na skopiowanie wszystkiego przez lokalną firmę Chińską i sprzedaż tego samego, ale taniej, przez kogoś innego. W związku z tym, najprostszy wymiar współpracy, to import z Chin do Polski. Czegokolwiek.
  • Jakakolwiek współpraca międzynarodowa powinna mieć sygnaturę poparcia rządowego. W pierwszej kolejności rządu Chin, ale bardzo dobrze widziane jest dla Chińczyków, jeśli jakieś działania zagranicznych firm wspiera lokalna ambasada, a na spotkaniach obecny jest przedstawiciel Twojej ambasady. Widziane jest to jako znak poparcia danego rządu i sprzyja szybszemu (nie oznacza, że szybkiemu) załatwieniu spraw.
  • A propos załatwiania spraw – nie można być niczego pewnym. Papierowa umowa jest oczywiście ogólną intencją działania i nie należy się nią zbytnio przejmować. Ważniejsze są bezpośrednie kontakty, budowanie relacji. Długie budowanie relacji. I cierpliwość. Nawet, gdy wszystko masz już załatwione, a towary, które chcesz eksportować do Chin są na miejscu, to coś może się wydarzyć. I wtedy trzeba być cierpliwym. Słowem klucz jest Guanxi – sieć relacji, wpływów i znajomości.
  • Dwa terminy, które bezwzględnie warto sobie przyswoić brzmią: „maybe” oraz „time will tell”. Jeśli chcesz robić biznes z Chińczykami i masz wizję, że pojedziesz tam i załatwisz coś podczas pierwszej wizyty, to najlepiej zostań w domu. Wszystko ma swój czas i potrzebuje czasu. Biznes robi się długo, cierpliwie, więzi nawiązuje się oczywiście podczas suto zakrapianych kolacji. I wszystko to trwa. Aczkolwiek prezydent Xi Jinping powiedział „drink less, eat less” i sprzedaż alkoholu spadła znacznie ostatnio.
  • W największych miastach funkcjonuje dość bogata infrastruktura, która wspiera firmy chcące robić interesy w Chinach. Firmy prawnicze i konsultingowe chętnie pomogą w załatwieniu niezbędnych formalności, polecą kogo trzeba, doradzą, etc. Jest ich sporo, a ludzie w nich mówią po angielsku, czego nie można powiedzieć o tzw. „zwykłych” pracownikach / menedżerach / właścicielach firm.
  • Jest to kraj zarządzany / rozwijany i rządzony przez inżynierów. W jednej z książek przeczytałem niedawno, że w USA na 1 inżyniera przypada 40 prawników. W Chinach, na 1 prawnika przypada 40 inżynierów. Kierunki techniczne są najpopularniejsze na studiach.
  • A propos studiów i młodych ludzi – największym marzeniem jest zwykle praca w sektorze rządowym. Niestety jest to związane z niezwykle dużym poziomem korupcji, zwłaszcza na szczeblach lokalnych. To istotny hamulec wzrostu, rozwoju i przejrzystości działania dla firm i zwykłych ludzi. Jednocześnie młodzi ludzie przyjmują zwyczaje i wzorce myślenia z zachodu (np. najpierw praca, potem może dziecko). Więcej o westernizacji, tutaj.
  • To, co przebija przez kontrasty, paradoksy i różnice kulturowe, to… kapitalizm. I to w twardym, pierwotnym, bardzo mocno przyziemnym słowa znaczeniu. Widać to od pojedynczych sprzedawców czegokolwiek, po większe stragany, restauracje, markety z jedzeniem, po fabryki. Kapitalizm, jak wszystko, ma swoje plusy i minusy i te też widać.
  • Jest bezpiecznie. Chińczycy w wielu miejscach podkreślają, że jako kraj, nigdy na nikogo nie napadli i mają w sobie brak agresji. O ile w pierwszej chwili dominuje poczucie tłoku, przepychania się, to po kilku dniach ten brak agresji jest dość mocno widoczny.
  • Tematem nr 1 dla nowego rządu i prezydenta, o którym mówi się non-stop, jest zanieczyszczenie środowiska. Aby zrozumieć o co chodzi, wystarczy pobyć trochę na miejscu. Smog jest wszędzie, przynajmniej tam gdzie ja byłem. I to smog, który w niektóre dni można prawie kroić nożem, jak gęstą mgłę. Najbardziej przygnębiająca była dla mnie podróż pociągiem z Szanghaju do Xuzhou. 700 km, 2,5 godziny jazdy w nieprzerwanym, niekończącym się smogu. Za oknem szaro-buro i słońce próbujące nieskutecznie przedrzeć się przez smog. Lecąc na miejsce przeczytałem, że w Pekinie diagnozuje się 8-letnie dzieci  z rakiem płuc. Podobno poza Chinami rak płuc u dzieci nie występuje… Skażenie środowiska to nie tylko smog, ale też krajobraz, woda. Temat jest niezwykle poważny. Co więcej, jest szansa, że w długim okresie Chiny poradzą sobie z tym gigantycznym problemem. Dlaczego? Patrz dwa punkty poniżej.
  • Tematem nr 2, równie ważnym jest starzenie się społeczeństwa. Dziesiątki lat polityki jednego potomka skutkuje nadchodzącymi poważnymi problemami społecznymi. Po pierwsze, jest ok. 20% więcej mężczyzn niż kobiet, wśród grupy wiekowej do 25 lat. Po drugie – miliony starszych ludzi (małżeństw) będzie musiało polegać na opiece jedynego dziecka. Oba te zjawiska są  mocno negatywne.
  • Z całości wizyty wyłania mi się obraz, w którym Chiny są zdolne do realizacji ogromnych projektów, których ukończenie wymaga czasu, nie jest łatwe, a zyski przychodzą z czasem. Najlepszym przykładem jest Wielki Mur. Tu oczywiście zyski przyszły dopiero po paru tysiącach lat.;). Co jakiś czas stawiają sobie (w tej chwili partia / rząd) giga-temat, który potem realizują. Widać to na przykładzie Olimpiady, sieci supernowoczesnych szybkich kolei (jadących z prędkością nieco ponad 300 km na godzinę), imponującego lotniska w Pekinie, mostów, takich jak np. Donghai Bridge czy Jiaozhou Bay Bridge (most o długości 42 km!). Kolejny przykład: do roku 2020 ma powstać 97 zupełnie nowych lotnisk. Aktualnym tematem jest… ochrona środowiska.
  • Powyższe nastawienie wcale nie dziwi – biorąc pod uwagę wspomnianych inżynierów oraz przede wszystkim wymiar kultury narodowej modelu Hofstede, LTO, czyli „long term orientation”. Kultura chińska charakteryzuje się ekstremalnie wysokim wynikiem LTO (118). Dla porównania, Polska ma wynik niski (32), czyli wolimy zjeść jedno ciastko dzisiaj, niż dostać trzy jutro.
  • Chiny to nadal jednak dziwna mieszanka kapitalizmu i czegoś innego. Wraz ze straganami i indywidualną przedsiębiorczością widać też np. miasta widma, w których stoją dziesiątki tysięcy pustych mieszkań w blokach. Dlaczego? Ano, bo w kraju potrzeba bardzo dużo nowych mieszkań. No to się buduje, zgodnie z planem. A że potem w danej okolicy poza mieszkaniami nie ma nic, a ludzie nie chcą się tam sprowadzać, a ceny są wysokie i napompowane? No cóż… co rusz słyszę tu i ówdzie o chińskiej bańce nieruchomości; teraz mogę powiedzieć, że widziałem ją na własne oczy.
  • Wydaje się, że wzrost ekonomiczny przyhamował. Nadal jest, ale nie jest to już kilkanaście procent rocznie. Imponujące jest, jeśli popatrzy się jak wiele setek milionów ludzi wyrwało się z biedy w ostatnich kilkudziesięciu latach. Można wpaść w zadumę, jak popatrzy się, ile jeszcze setek milionów Chińczyków w tej biedzie tkwi.
  • Dla zainteresowanych tematami wschodnimi, polecam blog Hong-Kong Dreaming mojej znajomej, Katarzyny Urbaniak, która przeprowadziła się jakiś czas do Hong-Kongu. Hongkong to nie są zwykłe Chiny, ale politycznie, to jedno państwo (choć aby się tam dostać potrzebny jest paszport – nawet dla Chińczyków).
  • Podsumowanie? Hmm… zakochałem się w Japonii, w której byłem tydzień wcześniej. No ale tam głównie zwiedzałem, a to już temat na jakiegoś innego bloga ;-).
  • Na koniec trochę liczb:
    • Ludność w tej chwili o tok 1 347 mln.
    • W 2012 średni PKB według parytetu siły nabywczej to 9 055 USD. Polska ma ok. 20 500 USD / osobę. USA: 51 704 USD / osobę.
    • W Chinach jest ponad milion milionerów. To ogromny rynek zbytu dla dóbr ekskluzywnych.
    • Klasa średnia to ok. 200 milionów ludzi. Dużo. Według przewidywań, w 2020 ta liczba sięgnie ok. 630 mln.
    • Szacuje się, że  wciągu ostatnich 30 lat z biedy wyrwało się ok. 600 mln ludzi. To naprawdę dużo. Jednak jeszcze więcej w tej biedzie pozostaje nadal – wieś chińska to często powrót kilkaset lat wstecz, bez maszyny do podróży w czasie – wystarczy zjechać z utartych szlaków turystycznych.
    • Turystyka kwitnie i rośnie. Rocznie Chiny odwiedza ok. 132 mln turystów (dane za 2012). Widzą najczęściej nowoczesny wycinek kraju. Przyjeżdżają najczęściej z Korei Płd., Japonii, Rosji.
Udostępnij:
Page 15 of 38« First...10«14151617»2030...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności