HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Trendy
HR
Ciekawe miejsca
Ciekawe miejsca•Książki

133. Ten wpis jest za darmo

16 marca 2012 Michał Zaborek 2 komentarze

W roku 2007 Radiohead wydał płytę In Rainbows. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że album można było ściągnąć z internetu. Za darmo lub przekazując opcjonalny datek „co łaska”. W pierwszym dniu dystrybucji, In Rainbows ściągnęło ponad milion osób. Około 40% z nich zdecydowało się przekazać zespołowi donację. Średnio wynosiła ona 2 dolary. Album sprzedał się najlepiej ze wszystkich płyt zespołu. Muzycy zarobili na ściąganych z sieci plikach więcej, niż na poprzednim albumie we wszystkich jego wersjach.

Ten spektakularny przykład pokazuje dwie istotne rzeczy: na wielu rynkach pojawia się cena „za darmo” oraz przy tak zdefiniowanej cenie – nadal można zarobić – przy odpowiedniej kreatywności. Dotyczy to nie tylko branży muzycznej, ale również filmowej, czy wydawniczej. I jeśli głębiej się zastanowić – praktycznie wszystkiego, co oparte jest na nośnikach cyfrowych, które można dostarczyć (i często skonsumować) przez internet czy komputer / tablet / telefon. Rodzi to nowe możliwości, nowe wyzwania oraz nową ekonomię, która rządzi się swoimi, odmiennymi od znanych nam dotychczas prawami. I właśnie o tym traktuje książka redaktora naczelnego amerykańskiej wersji WIRED, Chrisa Andersona, pod tytułem „Za darmo. Przyszłość najbardziej radykalnych z cen„.

Analizując fenomen darmowych treści, warto popatrzeć na to, co stało się z licznymi stronami, oferującymi płatny dostęp do wiedzy, blogów, porad, newsletterów, itd. Po kilku latach prób, widocznych głównie w latach 90, wydaje się, że ten model funkcjonowania, poza super-specjalistycznymi serwisami, poległ. Mamy za to wysyp i dostęp do wielu wartościowych miejsc, oferujących wartość w cenie „zero”. Między (bardzo wieloma) innymi:

  • gazety, takie jak np. New York Times, otworzyły swoje archiwa i poza dzisiejszym wydaniem, możesz przeglądać to, co gazeta publikowała wcześniej;
  • każdy artykuł brytyjskiego WIRED, z wydania starszego niż najnowszy numer magazynu, możesz czytać w całości w sieci, za darmo;
  • analogicznie jest z doskonałą gazetą Fast Company oraz z wieloma innymi tytułami;
  • ten blog jest za darmo (naprawdę, nie próbuję Ci nic sprzedać ;)), podobnie jak kilkanaście milionów innych blogów;
  • najlepsze uczelnie rozdają dostęp do nagrań swoich wykładowców; możesz na przykład obejrzeć wykłady profesora Richarda A. Mullera z Berkeley pt. fizyka dla przyszłych prezydentów;
  • wielokrotnie tutaj pisaliśmy już o tym, co jest ciekawego i darmowego – np. TED, Do Lectures, baza wiedzy uczelni MIT;
  • itd. etc.

 

„Za darmo” bardzo istotnie zmienia rozkład sił i zasady funkcjonowania rynku gier. Od kilku miesięcy gram w League of Legends. To doskonała gra sieciowa, w której dwie drużyny (3, lub 5 osobowe) walczą o dominację na mapie, na której toczy się rozgrywka. Gra jest darmowa; gra w nią już kilkanaście milionów internautów, więcej niż w słynny World of Warcraft. Na czym zarabiają twórcy? W dużym skrócie: na punktach, kupowanych za realne pieniądze, za które potem kupujesz (między innymi) nowe postacie do gry. Możesz je zdobyć, jako nagrodę za rozegrane rozgrywki (punkty doświadczenia), ale jeśli nie chcesz czekać – płacisz realne pieniądze i masz dostęp do punktów szybciej. Rozwiązanie jest fair, bo za punkty kupowane za pieniądze nie uzyskasz żadnej przewagi nad innymi graczami (a zatem jeśli masz więcej kasy, nie będziesz wcale lepszy). LoL jest jednym z hitów na rynku gier i konkuruje z tytułami sprzedawanymi w tradycyjnym modelu, gdzie płacisz kilkadziesiąt lub więcej złotych za pudełko, lub kod do ściągnięcia gry. Jest także sukcesem finansowym, przychody wydawcy – firmy Riot, w roku 2010 sięgnęły 25 mln USD. League of Legends stało się inspiracją dla wielu innych gier i producentów oprogramowania, wskazując kierunek rozwoju produktów – właśnie w tzw. modelu Freemium.

Blogosfera, serwisy typu Wikipedia, napędzane są korzyściami niemonetarnymi – takimi jak reputacja, rozpoznawalność, możliwość wypowiedzenia się. Koszt ściągnięcia treści / produktów z internetu jest bliski zeru. Masz dostęp do nieograniczonych zasobów, a gdy czegoś jest w nadmiarze – mamy tendencję do ignorowania tego i oczekiwania bardzo niskiej, albo darmowej ceny. Nie oczekujemy opłat za świeże powietrze.

Różnica pomiędzy ceną zero, a ceną minimalną jest kosmiczna. To dwa różne rynki, bo kluczem staje się namówienie Ciebie i mnie do tego, aby zapłacić cokolwiek. Czy cena będzie wynosiła 50 gr, 50, czy 500 PLN jest już potem sprawą drugorzędną. Najtrudniejszy jest pierwszy krok – jeśli wokół wszystko jest prawie za darmo, jesteś gotowa zapłacić tylko za rzeczy unikatowe, dobrze zrobione i wyjątkowe. Co ciekawe – inaczej patrzymy na produkty, które zawsze były za darmo, a inaczej na takie, które kiedyś były płatne – a teraz są za darmo. Te drugie przez pierwszy okres postrzegane są jako dobra niskiej jakości, podejrzane (kiedyś kosztowało, a dzisiaj już nie…? ups. podejrzane…!).

Jedna z możliwych strategii, wykorzystująca cenę „za darmo” brzmi tak: weź to, czym się zajmujesz, zrób coś dobrego, a następnie rozpowszechnij w internecie tak bardzo, jak jest to możliwe. Dotrzyj ze swoim produktem tam, gdzie się da. To zmiana myślenia o ekonomii – rynek nie jest wtedy tylko miejscem gdzie spotyka się sprzedający z kupującym, ale także – miejscem gdzie występuje wielu graczy a do rzeczywistej, monetarnej wymiany, dochodzić może tylko pomiędzy nielicznymi.

Cena „za darmo” wpływa na dostęp do wiedzy, co jest również istotne z punktu widzenia rozwiązań HR-owych – zarówno od strony firm-klientów, jak i dostawców. Coraz więcej treści jest na wyciągnięcie ręki, bez opłat – zatem spadają ceny usług opierających się na tej wiedzy (np. podstawowych szkoleń z komunikacji, prezentacji, efektywności indywidualnej). Szkolenia dofinansowane z EFS spowodowały po pierwsze spadek ich znaczenia po stronie klientów, a po drugie – dużą presję na ceny, nawet już po zakończeniu dofinansowania (wiele szkoleń dostępnych było za darmo, lub prawie-za-darmo).

Podaż dostępnych treści zwiększyła się niebotycznie, podczas gdy popyt jest jakby stały. I Ty i ja – mamy nadal 24 godziny dziennie. Opcji do skonsumowania jest bez liku. Czasu tylko, jakby mało.
Darmowa cena pozostaje atrakcyjna niezależnie od rynku, ale zrobienie pieniędzy na tym, to kwestia kreatywności, zasięgu, pomysłu i ciągłych eksperymentów. Za darmo wywraca rynki do góry nogami, jak pisze Chris Anderson. Ważne, aby w odpowiednim momencie znaleźć się po właściwej stronie. 

p.s.
Książka Chrisa Andersona „Za darmo – przyszłość najbardziej radykalnej z cen” w wersji angielskiej jest do ściągnięcia… a jakże, za darmo. Link do pliku .zip tutaj. To dobra książka, polecam.

Udostępnij:
HR

132. Don’t worry. Be happy.

26 lutego 2012 Michał Zaborek 4 komentarze

Shawn Achor, autor bestsellera „The Happiness Advantage: The Seven Principles of Positive Psychology that Fuel Success and Performance at Work” opowiada w wystąpieniu poniżej o roli szczęścia w życiu i w pracy:

To intuicyjne: tylko 25% sukcesu w pracy wynika bezpośrednio z twardego IQ. Całe trzy czwarte zależy od poziomu Twojego optymizmu, wsparcia społecznego oraz od umiejętności postrzegania trudnych (stresujących) sytuacji jako wyzwanie, zamiast zagrożenia. Pozwala to po pierwsze zredukować sam stres, a po drugie lepiej poradzić sobie z trudnościami. W końcu, jak powiedział mi kiedyś jeden z menedżerów, z którym przeprowadzałem wywiad: „praca to nieustanne rozwiązywanie problemów, każdego dnia”. Zatem jeśli problem = stres, to masz problem.

Gdy przeanalizujesz otoczenie dowolnej osoby (czyli np. to ile zarabia, gdzie mieszka, gdzie je obiad, etc.), to możesz przewidzieć jak bardzo jest ona szczęśliwa. Z trafnością… mniej więcej 10%. Spodziewać się można by czegoś zgoła odmiennego. Jednak poczucie szczęścia w 90 procentach płynie z tego w jaki sposób odbierasz świat dookoła, a nie z tego jaki ten świat jest (poza oczywiście ekstremalnymi przypadkami typu wojny, katastrofy, które na szczęście od dłuższego czasu w większości nas nie dotyczą). Badania wskazują, że każdy z nas ma charakterystyczny dla siebie poziom szczęścia, który poza drobnymi odchyłami, towarzyszy nam przez większość część czasu, niezależnie od zmian w otoczeniu. Grupa milionerów – zwycięzców loterii wcale nie jest bardziej szczęśliwa, niż inni, którzy nie wygrali. (Więcej o badaniach na temat szczęścia w tym artykule). Jednocześnie, odczucia (w tym szczęście) są zaraźliwe. A czynnik, który najbardziej wpływa na poczucie szczęścia nie jest chyba zaskoczeniem: to bliskość znajomych oraz rodziny i interakcje z nimi. (Szukanie szczęścia w pracy nie koniecznie daje zatem najlepsze efekty, chyba, że przy okazji założymy rodzinę z kimś poznanym w firmie ;)).

Chodźmy dalej. Tradycyjny przepis „na szczęście” wygląda tak:

Ma to odbicie w sposobie wychowywania dzieci, w myśleniu o sobie, w sposobie zarządzania i motywowania pracowników. Tymczasem zdobywanie „sukcesu” powoduje nieuchronne pojawianie się nowych celów. I szczęście jest ponownie poza horyzontem. Jednak realnie działający przepis na szczęście może składać się z tych samych składników, ale podanych w odwrotnej kolejności. Czyli: najpierw podnieś swój poziom szczęścia, a w wyniku tego Twój mózg będzie lepiej funkcjonował, będziesz bardziej kreatywna, wydajna, będziesz miała więcej energii i będziesz bardziej zaangażowana w pracy. Poczucie zadowolenia z życia można wytrenować, podobnie jak mięśnie. Zainteresowanych praktyczną stroną wpływu na własne poczucie zadowolenia z życia odsyłam do świetnej książki Gretchen Rubin – Projekt Szczęście (The Happiness Project).

Kluczem (do poczucia szczęścia) jest poszukiwanie rzeczy i zjawisk, które są pozytywne. Biorąc pod uwagę naszą narodową tendencję do narzekania oraz standardowy zestaw wiadomości sprzedawanych przez media (wojny, tragedie, patologie, porażki), nie jest to łatwe.

Shawn Achor proponuje ćwiczenie zmieniające sposób myślenia, w którym przez 21 dni zapisujesz 3 rzeczy za które jesteś wdzięczny (ludziom, sobie, światu, itd.). Pozwala ono przestawiać umysł na myślenie pozytywne i na lepsze pozytywne nastrojenie się do otoczenia, co podnosi samopoczucie, energię i zaangażowanie do pracy. Na początku jest trudno, ale efekty widać już po kilku dniach. Zresztą nie trzeba zapisywać, wystarczy zacząć je identyfikować i nazywać.

Szczęście lokuje się bardzo blisko do tematu, który wymieniany jest jako jedno z największych aktualnych wyzwań organizacji i działów HR: zaangażowania w pracę. Mam też wrażenie, że tak, jak mamy wewnętrzny w miarę stały poziom odczuwania szczęścia, tak i zaangażowanie jest w miarę stałe. Choć z drugiej strony… w przypadku motywacji i zaangażowania, równie wiele zależy od kultury organizacyjnej firmy, od stylu przywództwa, a przede wszystkim od bezpośredniego przełożonego. Ludzie przychodzą do firm, a odchodzą od swoich szefów.

Szczęście, tak jak zaangażowanie, mimo swojej ulotności jest dość proste do rozpoznania – wiesz kiedy jesteś szczęśliwa i zaangażowana. Nie potrzebujesz wypełniać ankiety aby to sprawdzić. W większych firmach popularne są badania satysfakcji, czy zaangażowania. Wyniki mogą być zaskoczeniem, ale zwykle nie ma niespodzianek. Wystarczy pobyć chwilę w danej organizacji, zobaczyć jak traktuje się klienta, porozmawiać z ludźmi. I popatrzeć w ich oczy. Jeśli jest błysk – o czym opowiada poniżej dyrygent, Benjamin Zander, jest zaangażowanie.

Jeśli podobał Ci się filmik na górze wpisu, obejrzyj też ten. To jedno z najlepszych wystąpień jakie widziałem kiedykolwiek. O szczęściu, zaangażowaniu, pasji i błysku w oku. Enjoy.

 

Udostępnij:
Efektywność indywidualna

131. Kilka użytecznych aplikacji

13 lutego 2012 Michał Zaborek 2 komentarze

Zmiany mają to do siebie, że czasem dzieją się jednak niepostrzeżenie. Parę dni temu zorientowałem się, że używam aktualnie praktycznie codziennie kilku programów, których parę lat temu nie znałem / nie używałem / (bo ich nie było).

Łączy je to, że mają za zadanie ułatwić życie i? podnieść efektywność. Te dwa ostatnie słowa są tak wyświechtane, że aż boję się je napisać. No trudno. Napisałem.

Dropbox, czyli następca pen drive. Logując się za darmo dostajemy 2 GB miejsca na wirtualnym dysku. Katalog Dropbox masz w on-line (w chmurze) oraz na lokalnym dysku każdego komputera na którym zainstalujesz program. Dropbox przydaje się szczególnie wtedy, gdy działasz na kilku komputerach jednocześnie. Pozwala to uniknąć męczącego przenoszenia plików pomiędzy nimi. Albo? gdy nad plikami pracuje kilka osób. Dropbox tworzy katalog w Dokumentach (lub innym wskazanym miejscu), który możesz udostępniać innym osobom, poprzez wpisanie ich adresów e-mail. Rozwiązanie jest proste i genialne. I bardzo ułatwia życie ? nie tylko przy pracy w kilka osób, ale też jest to antidotum na awarię komputera ? najważniejsze pliki możesz mieć na wirtualnym dysku i mieć do nich dostęp z dowolnego miejsc, które ma podłączenie do internetu. Początkową wielkość 2 GB możesz powiększyć poprzez wykup dodatkowego miejsca (9,99USD miesięcznie za 50 GB), albo poprzez zaproszenie do Dropboxa znajomych. Za każdą nową osobę, która zainstaluje sobie program na swoim komputerze (np. po udostępnieniu jej jakiegoś katalogu) otrzymujesz 250 MB dodatkowego miejsca. Po kilku miesiącach używania tego programu nie wyobrażam sobie już życia bez niego ;).

Password Safe – dobry, prosty menedżer do zapamiętywania haseł. Nie wiem jak Ty, ale ja w pewnym momencie zacząłem gubić się w gąszczu kolejnych stron wymagających ode mnie loginów, haseł, czy kodów klienta. Password Safe pozawala na tworzenie grup haseł (np. sklepy internetowe, serwisy, hasła związane z pracą, etc.), na przejście do strony www i automatyczne wstukanie pary login / hasło. Do tego nieoceniona jest opcja generowania nowych haseł, długich, zawiłych, ze znakami dziwnymi i literami. Niemożliwych do zapamiętania, ale i jednocześnie trudnych do podrobienia. Jedyne wyzwanie ? to zapamiętanie hasła do otwarcia Password Safe ;-).

Reat it later. Antidotum na ?nie teraz?.  Zdarzyło Ci się dostać ciekawy link lub wejść na bardzo interesujacą stronę? i nie mieć aktualnie czasu / chęci na przeczytanie całości w danej chwili? Read it later pozwala jednym prostym kliknięciem przenieść tekst z danej strony na Twoje konto, tak abyś mogła przeczytać daną zawartość w innym, dogodnym momencie. A także dogodnym miejscu ? jako że w ramach aplikacji logujesz się do konta, które funkcjonuje w sieci, niezależnie od tego skąd na nie wchodzisz. W praktyce, najczęściej klikam strony do zapisania na komputerze, a czytam na telefonie ? gdy mam wolną (teoretycznie bezproduktywną) chwilę. Read it later jest dostępny na wiele platform, nawet na Kindla. Dzięki doskonałej wtyczce do Firefoxa, dodawanie tekstów do przeczytania później zajmuje chwilę. I co ważne ? artykuły czytane na Read it later mają postać czystego tekstu, bez dodatkowych elementów stron www, co sprawia, że czyta się szybko, koncentrując na treści, bez niepotrzebnych rozpraszaczy.

Evernote, czyli notatki. Usługa pozwala na przechowywanie notatek, zdjęć i plików ? na koncie online, w chmurze. Dostęp ? podobnie jak w poprzednich opisywanych aplikacjach ? z dowolnej platformy, a także z poziomu instalowanego programu, off-line. Doskonały sposób na pisanie tekstów, zapisywanie swoich myśli, notatek, ciekawych stron, itd. Poza tym, z nieoczywistych zastosowań ? przy każdym wyjeździe zagranicznym zapisuję tu rezerwacje hoteli, samolotów, ubezpieczeń i xero paszportu. Papierowe wersje są pierwszą opcją, ale? ?w razie jakby co? ? mam wszystko w Evernote.

Wunderlist – zadania w chmurze. Przez lata próbowałem różnych aplikacji wspomagających zapisywanie zadań. Mowa o tych poza-pracowych, bo tu dla mnie bezkonkurencyjny jest MS Outlook. Dopiero Wunderlist okazał się opcją wykorzystywaną w praktyce dłużej niż przez kilka dni, czy okazjonalnie. To niezwykle prosta aplikacja, którą instalujesz na wszystkich urządzeniach (tablet, telefon, komputer), która zapisuje i synchronizuje Twoje zadnia. Jako że wyrzucenie choinki w lutym potrafi mi zająć całe tygodnie, podobnie jak wymiana niedziałających żarówek w kuchni? to Wunderlist jest świetnym naganiaczem-przypominaczem o tym co średnio-ważne, a nie-pilne. Jak dla mnie, sprawdza się znakomicie.

Sleep cycle. Na koniec coś, co spina to klamrą, którą dla każdego dnia jest? sen. Sleep cycle to program na iPhona, którego przeznaczeniem jest obudzenie Cię w odpowiedniej fazie snu. Takiej, w której nie jesteś wyrwany z otchłani głębokich marzeń sennych. Program analizuje Twoje ruchy w łóżku i budzi Cię w najlepszej chwili, w zadanym przedziale czasowym. Co najdziwniejsze? to naprawdę działa. Warto włączyć telefon na tryb-samolot, aby nie napromieniowywać sobie nadmiernie głowy ? założeniem jest, że telefon kładziesz pod poduszką lub obok niej. Poza polepszeniem snu poprzez odpowiednie przebudzenie, Sleep cycle pokazuje proste statystyki, które wspomagają np. postawienie sobie celu aby wysypiać się lepiej (spać więcej).

Co łączy wszystkie te programy, poza ostatnim? Są za darmo. Sleep cycle kosztuje 99 centów. Co jeszcze jest wspólne? W większości funkcjonują w chmurze. Są proste. Intuicyjne. Działają (oczywiście dla mnie).

Teraz jak patrzę na powyższe, to zastanawiam się czy nie stajemy się powoli hybrydami z maszynami. Przynajmniej na poziomie codziennym, operacyjnym. Do cyborgów coraz bliżej… ;-)

Jeśli znasz jakieś sprawdzone programy / aplikacje ? zapraszam do podzielenia się.

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Innowacyjność•Książki•Marketing•Prezentacje•Psychologia•Trendy

130. Marketing narracyjny czyli opowiadanie historii

23 stycznia 2012 Paweł Wydymus 3 komentarze

Czy spotkaliście się kiedyś z terminem ?marketing narracyjny?? Do mnie po raz pierwszy termin ten dotarł ponad rok temu. Nawet zaopatrzyłem się w ciekawie zapowiadającą się książkę o konstruowaniu opowieści. Nawał pracy i nauki sprawił jednak, że zakup ten przeleżał na półce nietknięty, a ja niedawno dostałem w prezencie polskie, świeże jeszcze wydawnictwo w tym samym temacie.
Eryk Mistewicz jest największym polskim propagatorem idei marketingu narracyjnego. A cóż to takiego? Najprościej mówiąc – sposób dotarcia do odbiorcy (i jego przekonania) do komunikatu przekazywanego przez nadawcę. Odbiorcą może być każdy: dla polityków będą to wyborcy, dla reklamodawców – potencjalni klienci, dla menedżera w firmie – podwładni albo przełożeni, itd. A sam sposób polega na? opowiadaniu historii. Historii dobrze przemyślanych i przygotowanych, właśnie po to by dotrzeć do odbiorcy i skłonić go do pożądanych przemyśleń lub działań. Autor dowodzi, że ten sposób przekazywania informacji i przekonywania innych jest od wieków wbudowany w ludzką naturę – a przez to najbardziej efektywny. Działa dlatego, że mózg znacznie lepiej zapamiętuje fakty, jeśli są połączone spoiwem w postaci opowieści.

Oto kilka luźno powiązanych rzeczy, które wyróżniły mi się podczas lektury ?Marketingu narracyjnego?:

  • natłok tradycyjnie postrzeganych komunikatów jest tak duży, że straciły one już swoją moc
  • sposób na dotarcie to nie przekaz suchych informacji, lecz raczej historii, opowieści (do mistrzostwa opanowane przez Apple)
  • nie sprzedajemy produktów, lecz emocje (np. promocja koncernów samochodowych poprzez wyścigi i rajdy, a innych poprzez opowieści o bezpieczeństwie rodziny, jeśli kupimy ich auto)
  • warto posiadać swoją ?narracyjną wizytówkę? (coś, z czym chcemy by skojarzyła nas każda osoba która o nas usłyszy)
  • prostota i zrozumiałość przekazu zwycięża pseudonaukowe, skomplikowane mowy – nawet w polityce. Autor przywołuje także reguły, które znamy z książki ?Zen prezentacji?.
  • czy twoja firma ma historię, którą ?dzielą? jej pracownicy, klienci?
  • 5 elementów dobrej narracji: pasja, możliwość utożsamienia się odbiorcy z bohaterem opowieści, istnienie czarnego charakteru, decydująca chwila (niczym moment ostatecznego starcia dobra ze złem) i wreszcie zwycięstwo.

Sam Eryk Mistewicz jest zawodowo związany z polityką. Zaowocowało to ciekawym – nawet dla takich politycznych laików jak ja – rozdziałem opisującym na autentycznych przykładach (z Polski, USA, Francji a nawet Japonii) znaczenie poważnego podejścia do narracji. Oprócz „dużej” polityki jest też parę słów o niewykorzystanych szansach promowania kraju i polskich miast. Dlatego też mam nadzieję, że jak najwięcej osób odpowiadających za promocję Polski i polskich miast książkę tę przeczyta i skłoni je do reflekcji. A może i do działania – jest tam nawet trochę pomysłów od razu do wykorzystania.

Duży plus dla autora za włączenie do książki dużej ilości materiałów dodatkowych (zwykle filmów na YouTube) poprzez system kodów trójwymiarowych. Z takich właśnie dodatków pochodzi poniższy film o tym, jak zmienia się rzeczywistość sposobu dotarcia do odbiorcy w świecie producentów dóbr konsumenckich i reklamy.

Udostępnij:
Badania•Książki•Wywiady

129. Chaos, Jim Collins i wyprawa na Biegun Południowy.

16 stycznia 2012 Michał Zaborek Jeden komentarz

Żyjemy w świecie szybkiej zmiany, czasy są niespokojne, a przyszłość nieznana. Prawda? Zwłaszcza w porównaniu ze starymi dobrymi czasami. Teraźniejszość od tych czasów odróżnia to, że żyjemy właśnie tu i teraz i nie wiadomo co dalej. A przeszłość? Jest przecież przewidywalna, wystarczy zajrzeć na karty historii i widać ?co i jak?. Albo sięgnąć pamięcią do tego jak było kiedyś.

Tyle że pamięć jest zawodna i zniekształca, a czasy niespokojne były zawsze. Zmiany ? przez ostatnie ponad 100 lat było ich co nie miara i chyba powiedziałbym, że znacznie spokojniej jest teraz, niż np. w 1912. Slogan ?żyjemy w czasach szybkiej zmiany? znajdziesz w książkach biznesowych również z roku 1950, 1980. I dowolnego innego potem. Powtarzanie go na okrągło jest chyba brakiem pomysłu na to jak zacząć – bo zwykle pojawia się on na początku książki / artykułu / szkolenia / wystąpienia (niepotrzebne skreślić).

Mimo wszystko? kryzys, niepewność rynków finansowych, wahania giełd i długi publiczne? jest bardziej ciekawie niż parę lat temu przynajmniej. Właśnie przez pryzmat ostatnich lat, relatywnie większej niepewności rynkowej, mój ulubiony pisarz biznesowy, Jim Collins, opisał firmy, które poradziły sobie z kryzysem / zmianami / niepewnością lepiej niż inne. Jego nowa książka nazywa się ?Great by choice: uncertainty, chaos and luck ? why some thrive despite them all? i niesie ze sobą kilka niezwykłych historii i jak zwykle u Collinsa ? konceptów, które zapadają w pamięć na długo.

Collins uważany jest za jednego z najważniejszych pisarzy i guru biznesu, między innymi, z uwagi na fakt, że swoje teorie opiera nie o strumień świadomości i własnych przekonań, ale o bardzo dobrze przygotowane i przeprowadzone badania, zakrojone na szeroką skalę. W najnowszej pozycji z listy 20 400 firm, które znalazły się w początkowej orbicie zainteresowania zespołu badawczego, pozostało 7, które przeszły przez sito selekcji, opartej o 9 zestawów kryteriów. Badania i przygotowania do książki trwały 9 lat. Imponujące. Firmy, które pozostały, potrafiły oprzeć się zawieruchom, które panowały w ich sektorach i mimo iż konkurenci padali jak muchy, albo ledwo sobie radzili, siódemka opisywanych firm rozkwitała i radziła sobie świetnie. Collins nazwał je firmami ?X10?, od pokonywania dziesięciokrotnie wskaźników średniej efektywności i sukcesu mierzonego ceną akcji, dla swojego sektora ? patrz rysunek poniżej.


Co zatem je wyróżnia? Po pierwsze ? przyjmują chaos za stan oczywisty i mimo niego kreują swoją własną rzeczywistość, swój własny rynek i kulturę organizacyjną. Po drugie (choć nie ostatnie ? to tylko część układanki) ? mają bardzo specyficzny rodzaj przywódców, którzy? no właśnie. Nie są wcale bardziej kreatywni niż inni. Nie są bardziej charyzmatyczni (z mitem nieomylnego lidera przywódcy Collins rozprawił się w swoich poprzednich książkach, pisząc o przywództwie piątego poziomu). Nie są też bardziej odważni, nastawieni na wielkie włochate, ambitne cele. Takie wyniki badań stoją też do pewnego stopnia w sprzeczności z tezą BHAGów (Big Hairy Audacious Goal), które spopularyzował? Collins oraz Porras w innej doskonałej książce ? Wizjonerskie organizacje.

Dobre przywództwo, które sprawdziło się w przeszłości najlepiej, wśród badanych liderów firm, wyróżnia: fanatyczna dyscyplina, kreatywność, rozumiana jako wykorzystywanie pojawiających się na bieżąco szans, samokontrola, zwłaszcza w sytuacjach gdy sytuacja na rynku spod kontroli się wymyka oraz na koniec: efektywna paranoja (productive paranoia), czyli kanalizowanie strachu i niepewności w nadmierne przygotowania, a potem uspokojenie umysłu na etapie działania.

Fanatyczna dyscyplina wiąże się ze stałym rozwojem i unikaniem nadmiernych skoków, po których firma może przypominać kolosa na glinianych nogach i jest znacznie słabsza i podatna na problemy. Doskonały jest przykład, który obrazuje różnice pomiędzy dyscypliną, a bezsensownym wykorzystywaniem okazji ?na hurra?, bez myślenia długofalowego. Pochodzi on z roku 1911 i wyścigu do zdobycia Bieguna Południowego ? pomiędzy Roberterm Scottem i Roaldem Amundsenem. Obaj wyruszyli w odstępie kilku dni, byli w podobnym wieku i mieli podobne doświadczenie. Jeden (Amundsen) doszedł do celu i wrócił ? drugi? (Stott), też doszedł, ale po tym pierwszym, a wrócić się nie udało. Kluczowa różnica pomiędzy obiema wyprawami polegała na odległości, którą pokonywały każdego dnia. Amundsen postawił na regularność ? 20 mil dziennie, niezależnie od pogody. Scott i spółka ? wykorzystywali dobre dni do nadrabiania odległości. Kosztowało ich to jednak dużo siły i utratę energii, która była potrzebna w gorsze dni, gdy pogoda była bardzo nieprzyjazna. W czasie gdy Scott odpoczywał w namiocie po nadmiernym wysiłku, Amundsen szedł do przodu po 20 mil. Niezależnie od pogody. Ten wyścig żółwia z zającem wygrał żółw (Amundsen). Swoją konsekwencją i uporem. I nie eksploatowaniem się nadmiernie, w dni dobrej pogody.

Jim Collins przenosi koncepcję przesuwania się o 20 mil dziennie do przodu do świata biznesu i tego w jaki sposób opisane przez niego najlepsze firmy się rozwijają i działają na rynku. Powoli ? ale do przodu. Bez gwałtownych ruchów, śmiałych akwizycji, spektakularnych pomysłów na gigantyczny wzrost. To kombinacja parcia do przodu w złych czasach, ale także ? powstrzymywania się od hurra-optymistycznych projektów, w czasach dobrej koniunktury. Myślę, że ta sama filozofia może być równie dobra dla ludzi, jak i firm. Weźmy taką naukę języka obcego (przykład tak klasyczny jak to, że czasy są niespokojne i wszystko się zmienia). Cóż z tego, że w niedzielę nauczysz się 30 nowych słówek, jeśli przez kolejne 10 dni nie zrobisz nic. Lepsze efekty daje nawet 5 dziennie. Ale stale. I do przodu ;)

Według Todda Sattersena oraz Jacka Coverta, książka Great by Choice jest najlepszą książką biznesową w roku 2011. Doskonałe zestawienie najlepszych tytułów ostatnich 5 lat z portalu Scribd, autorstwa obu panów ? tutaj.

Obszerny artykuł o książce Collinsa oraz o wyścigu Amundsena i Scotta, znajdziesz tutaj.

Na YouTube dostępny jest jeszcze obszerniejszy wywiad z autorem ? jego pierwsza część ? poniżej; (części kolejne tutaj: druga, trzecia oraz czwarta).

;

Udostępnij:
Page 25 of 52« First...1020«24252627»304050...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności