HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Trendy
HR
Ciekawe miejsca
Efektywność indywidualna•Inne

143. Ironman 2

24 października 2012 Michał Zaborek 2 komentarze

Tym razem będzie o efektywności osobistej, stawianiu i realizowaniu celów. Zapraszam do przeczytania wywiadu z Marcinem Koniecznym, moim przyjacielem, Ironmanem. Marcin wystąpił ponad tydzień temu na Mistrzostwach Świata w triathlonie, w Kona na Hawajach. (Więcej tutaj: http://ironman.com). W swojej kategorii wiekowej (40-45 lat), zajął bardzo dobre, 19 miejsce.

 

Michał: Co zmieniło się od naszej rozmowy z września 2009? Wspominałeś wtedy o Hawajach, jako o marzeniu, tymczasem teraz masz ten start już za sobą.

Marcin Konieczny: Zakończył się pewien etap w moim sportowym życiu. Etap, który jest bardzo ważny, niedostępny dla wszystkich, odrobinę ekskluzywny. Po pierwsze ze względu na fundusze potrzebne do wystartowania w Kona. Po drugie, pokazujący, że trzeba mieć odrobinę talentu – wielu moich kolegów jest świadomych, że nie mają szans na kwalifikacje do Mistrzostw Świata. Po trzecie, jest związany z przełomem, który nazywa się osiągnięciem wieku dojrzałego, czyli 40 lat. Nie chcę wchodzić w dyskusje czy to mało czy dużo – dla mnie a w sam raz… ;) W każdym razie połączenie tych elementów fajnie się zgrywa. Od początku swojej triathlonowej przygody czułem, że mi się to uda. Stąd celem jest mistrzostwo świata a uczestnictwo w MŚ jest tylko etapem na drodze do tego celu.

Czy przygotowujesz się teraz inaczej? Co się zmieniło?

Jeśli chodzi o generalne podejście do treningu, to zmieniło się bardzo wiele. Przede wszystkim pojawił się trener, który dba o moje przygotowania. Pewnie sam bym przygotował się równie skutecznie (w końcu aktualna życiówka w Ironmanie jest sprzed okresu trenerskiego), ale za to nie muszę marnować czasu na myślenie o tym, co powinienem robić w następującym tygodniu. Nie martwię się już tym więcej, tylko realizuję plan przygotowany przez osobę, którą znam, której ufam, z którą mam świetne doświadczenia współpracy. Koncentruję się więc na trenowaniu. Tym bardziej, że jeśli chodzi o ilość czasu netto spędzanego na treningach, to jest ona zatrważająca. W okresie BPS (bezpośrednie przygotowanie startowe) jest to 25-30 godzin tygodniowo. Doliczając do tego pracę szkoleniową, tzw. „relacje rodzinne?, to trzeba dobrze to wszystko organizować. Dodatkowo pojawia się jednostka nietreningowa, ale bez niej nie byłoby ani trenowania ani wyników – regeneracja. Na szczęście może odbywać się ona równolegle do życia rodzinnego. Twierdzę, że rok 2012, dla mnie rok bez kontuzji, nie miałby miejsca bez tego elementu treningu. Podsumowując ? teraz wygląda to wszystko trochę bardziej profesjonalnie.

W jaki sposób dostać się na Mistrzostwa Świata? Jak Tobie to się udało?

Sposoby generalnie są dwa. Pierwszy to kwalifikacja sportowa ? czyli jedziesz na oficjalne zawody Ironman i awansujesz, jeśli uzyskujesz odpowiedni wynik. W mojej kategorii wiekowej w zawodach, w których startowałem było 15 wolnych miejsc dających awans ? za pierwsze 15 pozycji. Oczywiście czasami zdarza się, że osoba przed tobą nie odbierze swojego miejsca, więc nawet będąc 20 masz szansę pojechać. Ja miałem taką szanse po IM Klagenfurt w 2010, gdzie wolnych slotów było 7 a ja byłem 11-ty. Wiedziałem, że nie wszyscy przede mną będą chcieli jechać, ale mnie taka kwalifikacja nie interesowała. Jak jechać na MŚ to zasłużenie, a nie dlatego, ze ktoś inny rezygnuje. Drugi sposób, to wierność marce ? jeśli wystartujesz w 10 zawodach Ironman, to za wytrwałość dostajesz slota na Hawaje w roku, w którym jest twój dziesiąty IM. Poza tymi podstawowymi są jeszcze dwie możliwości, ale one już nic z bezpośrednią rywalizacją nie mają wspólnego. Można zostać wylosowanym, czyli składasz aplikację (tak, jak po zieloną kartę) i jeśli cię wylosują, to jedziesz. Ostatni to tzw. Corporate slots. Czyli płacisz grubą kasę za możliwość występu i nikogo nie interesuje czy trenujesz czy nie ? płacisz i jedziesz.

Co Cię zaskoczyło w Kona? Jakie to są zawody?

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że legenda tych zawodów ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Miejsce, poziom trudności, atmosfera, poziom rywalizacji – to elementy, które powodują, że to jest mekka triathlonu. Zaskakuje też wszechobecność tych zawodów. Widzisz to już lecąc na Hawaje, spotykając w samolocie innych zawodników, którzy są ubrani np. w stroje sportowe, koszulki startowe. Na miejscu logo Ironman jest wszechobecne. Sklepy, restauracje, imprezy, stoiska z pamiątkami, zniżki dla startujących ? wszystko ologowane. Mimo ogromu imprezy i ilości w niej startujących zawodników, wszystko jest profesjonalnie przygotowane. Ja, jako zawodnik, nie doświadczyłem czekania na cokolwiek. Wszystko było na czas, na miejsce, bez czekania i frustracji. Mimo iż brałem już wcześniej udział w oficjalnych zawodach Ironman, to na Hawajach zaskakuje TŁUM. Tłum zawodników, tłum kibiców, tłum wystawców. I to wszystko na małej powierzchni ? mniej więcej ? Ursynowa, a właściwie nawet trzech przecznic ulicy KEN. ;)

Świetną rzeczą jest też parada narodów, coś a?la przemarsz ekip na olimpiadzie. Z Polski w tym roku było 6 zawodników.

Zająłeś 19 miejsce na świecie w swojej kategorii. Dla mnie brzmi to kosmicznie ? również biorąc pod uwagę, że pracujesz na pełen etat, prowadzisz szkolenia, sporo jeździsz po Polsce. Jak oceniasz ten wynik?

Im dalej jestem od tych zawodów, tym bardziej uznaję ten wynik za słaby. Słyszę wprawdzie, ze wszystkich stron, że wśród milionów osób, które mogłyby stanąć 13.10 do zawodów jest tylko 18, z którymi przegrałem, ale patrząc na to z perspektywy liczb rzeczywistych, to zarówno miejsce jak i czas są słabe. I nie jest to bynajmniej krygowanie się. Przed zawodami chciałem być w pierwszej dwudziestce. I w tym znaczeniu cel jest osiągnięty. Tylko czy nie był zbyt mało ambitny? Jednocześnie wiem, że tego dnia, przy tej formie nie dałbym rady nic więcej. To co się działo szczególnie na trasie biegowej ? skurcze, duży odcisk na stopie – powoduje, że ukończenie ich uznaję za swój osobisty sukces. Nie podejrzewałem siebie o taką wytrwałość i ilość ambicji w organizmie. Jednak jeszcze raz – moja ambicją jest być najlepszym – w kontekście tego celu 19 miejsce to kiepski rezultat. Praca na etat, szkolenia – to tylko wymówki, którymi, jeśli zacznę się posługiwać (chociaż trzeba to docenić – bo czasami jest ciężko), to w tym momencie powinienem przestać trenować. Jasną sprawą jest dla mnie, że jest już bardzo mało zawodów, gdzie będę wygrywał (stawał na pudle) w kategorii open. Dlatego ekscytuje mnie rywalizacja w grupach wiekowych. Ale wszyscy gdzieś pracujemy, każdy ma na głowie rodzinę i każdy, kto startuje żeby wygrywać wykonuje taką samą robotę. A startowanie dla ukończenia – to nie dla mnie.

O czym myślałeś na mecie, a jak o całym starcie myślisz dzisiaj, po kilku dniach?

Na mecie trudno się nie wkręcić w tę euforię, która rozpoczyna się juz na kilka dni przed startem. Euforię o tyle fajną, że pomieszaną ze strachem. Byłem naprawdę przerażony na 3 dni przed rozpoczęciem zawodów. Presja, jaką podświadomie sam na sobie wywierasz, bardzo trudne warunki pogodowe, podświadoma rywalizacja, a nawet samo przyglądanie się i porównywanie do innych zawodników (chudzi, lepszy sprzęt, bardziej przygotowani etc.) powodują, że ostatnie metry, to tak jakby ktoś otworzył w środku butelkę z szampanem. A zatem, przebiegając linię mety krzyczysz ? ukończyłem! Miałem kryzysy, miałem schodzić z trasy, ale nie dałem się i ukończyłem. Jestem świetny. Dopiero jak opada ci euforia, patrzysz na to z perspektywy i myślisz to co napisałem powyżej. Analizuję co mogłem zrobić lepiej, gdzie mocniej przycisnąć, jak inaczej się przygotować. Zawsze coś można zrobić lepiej.

Czy gdy pierwszy raz pomyślałeś ?wystartuję w zawodach Ironman?, to przeszło Ci przez myśl, żeby dojść do poziomu Mistrzostw Świata?

Pewnie jak pierwszy raz startowałem w triathlonie, to nie miałem pojęcia, ze coś takiego jak Kona istnieje. Ale potem, gdy tylko naczytałem się o MŚ, to raczej o tym marzyłem, a nie stawiałem sobie tego za cel. Teraz, patrząc na to z perspektywy tych kilku miesięcy, (już po nieudanych kwalifikacjach w Walii, gdzie miałem defekt roweru – złapałem gumę, a nie miałem zapasu, wiedziałem, że awans to tylko kwestia czasu). Wiem, że poziom MŚ to wypadkowa kilku rzeczy: celu, determinacji, dużej ilości pracy i konsekwencji oraz odrobiny talentu. To od strony zawodnika. Jeśli chodzi zaś o otoczenie, to dochodzi do tego tolerancja i wsparcie rodziny oraz sprzyjająca praca. Jeśli są spełnione te czynniki, to wiele osób może taki cel osiągnąć.

Co dalej? Jakie plany?

Teraz do końca października kompletny luz. I to pełny. Nie oznacza to braku treningów, bo trzeba wyhamowywać rozsądnie. Organizm przygotowany do wysiłku musi wygaszać się stopniowo, tak więc luźne treningi (3-4 w tygodniu). Tydzień po starcie, to wielkie żarcie. Wszystko, czego sobie odmawiałem przez cały rok, pochłaniam teraz w ilościach hurtowych. Od 1 listopada zaczynam dietę oczyszczającą, a od grudnia stopniowo będę się wdrażał w trening przygotowujący do sezonu 2013. Ten z kolei chciałbym poświęcić na życiówkę w maratonie oraz (chociaż muszę to jeszcze omówić z trenerem) start w Borównie na długim dystansie (taka powtórka z rozrywki z roku 2008).

Kiedy wracasz na Hawaje?

Wracam w 45 roku życia. Wtedy będę najmłodszym rocznikiem grupy wiekowej 45-49. A potem wracam 2022. Wtedy mam zamiar walczyć o złoty medal w swojej kategorii wiekowej.

Dzięki za rozmowę.

Dzięki

Udostępnij:
Inne

142. Obsługa klienta i dobre pytania na randkę

25 września 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

Nie znam się na obsłudze klienta. Tzn. wiem kiedy jestem dobrze obsługiwany, ale nie jestem ekspertem w tym temacie. Z obsługą klienta jest trochę tak, jak z dobrym przyjęciem, albo randką. Teoretycznie jesteś w stanie wymienić wszystkie niezbędne składniki, ale ich występowanie nie gwarantuje jeszcze, że będzie świetnie. Czasem jest niby wszystko, ale? czegoś jednak brak. Tak, jak przysłowiowej atmosfery, podczas imprezy na Księżycu.

Dwa dni temu naszło mnie na sushi, gdy przechodziłem obok, a w lokalu było akurat wolne miejsce. Kupiłem zatem tygodnik, aby przeczytać o rewolucji seksualnej 2.0 i nieco ledwo żywy po całym dniu, usiadłem. I czekałem. Tzn. czytałem. Ale nie o randkach (czyli byłem naprawdę zmęczony) ? bo zanim znalazłem ten artykuł, to przeczytałem ciekawy, choć mocno ogólny tekst o Zarze, która ma się świetnie, rozwija się i rośnie. Zara w obliczu kryzysu postawiła na prostsze modele ubrań, obniżkę cen oraz na doskonałą obsługę klienta w swoich ponad 6 000 sklepach. Celem jest to, aby każdy, kto wchodzi do sklepu, wyszedł z jakimś zakupem i poczuciem dobrej obsługi. Przeczytałem cały artykuł. Przyszło wreszcie menu – przy kolejnym przejściu kelnerki obok mojego stolika udało mi się nawiązać kontakt wzrokowy i dać znać, że czegoś potrzebuję.

Poziom reakcji definiowany jest zwykle przez poziom oczekiwań. Jeśli czekasz w ZUSie, albo przychodni państwowej służby zdrowia, to prawdopodobnie nie jesteś bardzo zdziwiony tym faktem i nie podnosi Ci się (przynajmniej na początku) za bardzo ciśnienie. Jeśli jednak czekasz 5 minut np. na stacji benzynowej, czy poczcie, to już nie musi być tak spokojnie. To, jak reagujemy na sytuację jest wprost pochodną naszych oczekiwań z jakimi do niej podchodzimy ? często nawet nieświadomie.

Po tym jak dostałem menu i dokonałem zamówienia (kolejne 10 minut w oczekiwaniu na kolejną wizytę kelnerki), usłyszałem jak pan przy stoliku obok pyta ile będzie czekał na zamówione jedzenie. Dopytałem i ja. Minimum 35 minut. Czyli łącznie ? dobrze ponad godzina od wejścia do restauracji.
Nie miałem siły na 35 minut czekania, ani na jakiekolwiek uwagi na temat jakości serwisu. Trudno, duży ruch, zdarza się, rozumiem. Zjadłem dwie kanapki w domu. Też dobre. Ostatnio widziałem na internecie durny nagłówek, że jakaś niby-gwiazda nie jada już sushi co tydzień. Zatem ja też nie jadam. O mnie nikt nie napisze, więc sam się tym dzielę ;).

Kluczowym elementem dobrej randki (imprezy, szkolenia, jakiejkolwiek obsługi klienta) jest nawiązanie relacji. Zbudowanie tzw. rapport.  Tak, aby nawiązać nić porozumienia z drugą stroną, oferując uwagę i adekwatną reakcję. Rapport sprawia, że wszystko idzie bardziej gładko i nawet w sytuacji, gdy coś dzieje się nie tak, jak powinno, rekompensuje nam to w jakimś stopniu trudności. Przy okazji randek, relacji, obsługi klienta.

Tworzenia więzi i nawiązywania nici porozumienia można się nauczyć. Podstawą są dobre chęci. Ale nie tylko. W przypadku nieznajomych, okazuje się, że ważne jest to, o czym porozmawiają. Psycholog Arthur Aron, z uniwersytetu Toronto, badał zachowania ludzi, którzy spędzali ze sobą krótki okres czasu. Wyniki badań przedstawił w samym końcu XX w. publikując artykuł The Experimental Generation of Interpresonal Closeness, opisujący eksperyment, sprawdzający, czy w warunkach laboratoryjnych da się stworzyć szybko więzi i bliskie przyjaźnie. Pomiędzy nieznajomymi, w kilka, kilkadziesiąt minut. Eksperyment polegał na tym, że dwie grupy badanych odpowiadały na listę pytań, robiąc to w parach i przy okazji rozmawiając. Grupa pierwsza odpowiadała na standardowe, proste pytania, które są zwykle częścią tzw. small talk. Grupa druga mierzyła się z listą pytań bardziej ambitnych, niebanalnych, głębokich.  Po wykonaniu zadania, sprawdzano, na ile ci nieznajomi wymieniali się kontaktami i ewentualnie spotykali się. Okazało się, że grupa z bardziej ambitnymi tematami pytań, w znacznie większym stopniu wymieniała się telefonami, a nawet spotykała się potem. Kilka pytań z tej grupy jest poniżej. Przy okazji, to dobra ściąga, do pomysłów na rozmowę, nie tylko z nieznajomym:

  • Gdybyś mogła zjeść obiad z dowolną osobą na świecie ? kto by to był?
  • Czy chciałabyś być sławna?
  • Przed rozmową telefoniczną ? czy zastanawiasz się co powiesz? Dlaczego?
  • Kiedy ostatnio śpiewałaś sobie? A komuś innemu?
  • Gdybyś mogła obudzić się jutro z jedną nową umiejętnością ? co by to było?
  • Za co ? w swoim życiu ? czujesz się najbardziej wdzięczna?
  • Gdybyś mogła zmienić coś w swoim wychowaniu, co by to było?
  • Czy masz przeczucie na temat tego jak umrzesz?
  • Gdybyś wiedziała, że za rok umrzesz, czy zmieniłabyś coś w swoim sposobie życia dzisiaj? Jeśli tak ? dlaczego?
  • Jak bliska i ciepła jest Twoja rodzina? Czy czujesz, że Twoje dzieciństwo było bardziej szczęśliwe niż dzieciństwa innych ludzi?
  • Co ? jeśli cokolwiek takiego istnieje ? jest na tyle poważnym tematem, że nie powinno być przedmiotem żartów?
  • Twój dom się pali. Po uratowaniu najbliższych i zwierzaków, masz czas na uratowanie jednej rzeczy. Co by to było? Dlaczego?

Wracając do obsługi klienta, na początku poprzedniego tygodnia dwa dni spędziłem na warsztacie wyjazdowym, w całkiem niezłym hotelu. Pierwszego dnia, późnym wieczorem nie było ciepłej wody. Umyłem się w podskokach ? bo bardzo inteligentnie otworzyłem kurek wody na maksimum, stojąc pod prysznicem, więc i tak byłem już cały mokry. Następnego dnia rano ciepłej wody nadal nie było. Nie było też już wyjścia ? wyprysznicowałem się porządnie. Nadal w zimnej wodzie. Zdarza się. Idąc na śniadanie poinformowałem panią z recepcji o tym, że nie było i nie ma ciepłej wody. Co usłyszałem w odpowiedzi?

?Ciepła woda już jest?.

Koniec. Kropka. Aha.

Stawiam tezę, że w naszym pięknym kraju istnieje jeszcze gigantyczna rezerwa biznesowa, która kryje się pod parasolem z nazwą ?obsługa klienta?. Doświadcza tego każdy z nas, czasem reagując, a najczęściej mówiąc ?trudno?. Dotyczy ona niemalże każdej dziedziny życia, produktów i realizacji usług. Od firm państwowych z zaszłościami, po nowoczesne korporacje.

Konkluzja? Świat jest pełen miejsc do poprawy. 90% użytkowników internetu nie wie, że skrót Ctrl+F odnajduje szukaną frazę na stronie. Może 90% ludzi pracujących u nas w obsłudze klienta nie słyszało o rapport, o budowaniu relacji, kontakcie wzrokowym i dobrych manierach?

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Książki•Prezentacje

141. Prezentowanie nago daje lepsze efekty

30 sierpnia 2012 Paweł Wydymus Jeden komentarz

Z racji tego, że jeszcze są wakacje i w mediach sezon ogórkowy, postanowiłem tytułem dopasować się do rozluźnionych obyczajów typowych raczej dla pism plotkarskich niż poważnych publikacji. Nie bez kozery jednak ta nagość i prezentowanie w jednej linii. Oba tematy łączą się w tytule książki „Naked presenter” (tytuł polskiego wydania – „Prezenter bez tajemnic”), którą napisał Garr Reynolds – ten sam co recenzowane już wcześniej „Prezentacje Zen”. Z książką męczyłem się przez kilka tygodni, ale nie tyle z powodu jej nieprzystępności, co raczej nawału innych obowiązków. Jej lektura jest warta rozważenia na samym początku przygody z prezentacjami, natomiast w praktyce jest tak, że często najpierw bierzemy się za doskonalenie umiejętności obsługi PowerPointa i doskonalenie czytelności slajdów, a dopiero później zastanawiamy, co właściwie zrobić by odnieść lepsze efekty prezentując te slajdy żywym ludziom.

A teraz czas na kilka luźnych myśli zebranych z książki. Ta forma recenzowania ma już swoją tradycję na naszym blogu, a tradycję warto przecież pielęgnować.

1. Celem prezentacji nie jest przekazanie informacji – to można osiągnąć kilkoma innymi, bardziej stosownymi metodami (np. pisząc książkę albo artykuł) – ale raczej przekonanie słuchaczy do czegoś, w co wierzymy. Jeśli tak podejdziemy do sprawy, dużo łatwiej podczas wystąpienia okazać prawdziwą pasję dla głoszonej sprawy. A tylko wtedy jest szansa na przekonanie odbiorcy. Na początku przygotowań do prezentacji trzeba więc starannie przemyśleć nasz prawdziwy cel wystąpienia. Przyznany odgórnie temat może być całkiem niewyróżniający się, np. „wyniki sprzedaży w I półroczu 2012”, tymczasem ta jedna myśl przewodnia, którą chcemy zarazić słuchaczy, może być zupełnie inna, np. „są duże powody do optymizmu, bo nowo wprowadzony produkt X sprzedaje się znacznie lepiej niż przewidywaliśmy”.

2. Tytułowa nagość to – mocno upraszczając – usunięcie barier, które mogą przeszkadzać w dialogu z odbiorcami. Mogą to być np. czytanie notatek, stanie na mównicy, brak kontaktu wzrokowego, używanie żargonu niezrozumiałego dla (części) odbiorców itp. Ta nagość ma pomóc w dobrym porozumieniu ze słuchaczami i otwarciu ich na argumentację prowadzącego spotkanie;

3. Prezentacja będzie znacznie bardziej efektywna, jeśli przekształcimy ją w rozmowę z publicznością, a nie tradycyjnie – jak występ, podczas którego jedna osoba mówi, a reszta słucha. Definicja rozmowy zakłada interakcję stron – czego zazwyczaj w prezentacjach brakuje, a co może bardzo pomóc. Przykłady interakcji: gry, dyskusje w podgrupach, głosowanie, ochotnicy na scenie, pytania do publiczności.

4. Podczas prezentacji nie ma obowiązku korzystania z pomocy technicznych (jak rzutnik i komputer)! Częściej niż jest to praktykowane warto pozostawić laptopa w torbie i przejść z publicznością przez temat w tradycyjny, analogowy sposób. Jeśli zdecydujemy się użyć elektroniki, to ważne, aby rzeczywiście wnosiła ona coś do naszego przekazu i pozostawała w tle, pierwszy plan rezerwując dla człowieka.

5. Nigdy specjalnie nie miałem czasu ani energii, by przećwiczyć prezentację. Zawsze wolałem do ostatniej chwili wyszukiwać nowe fakty, ciekawostki, czy dopracowywać slajdy. Zawsze miałem w związku z tym wyrzuty sumienia, a tu książka przychodzi mi w sukurs. Mianowicie autor twierdzi, że wszelkie próbne prezentacje mogą wpłynąć na to, że właściwe wystąpienie będzie zbyt sztuczne. Tymczasem znacznie ważniejsza dla odbiorców jest naturalność i spontaniczność. Wrażenie sztuczności (towarzyszące często perfekcyjnemu przygotowaniu) nie jest aż tak przekonywające jak naturalność i świeżość połączona z pasją.

6. W dzień prezentacji warto przybyć wcześniej na miejsce z kilku powodów.

  • Przede wszystkim względy logistyczne, tj. zadbanie o to, by w miejscu prezentacji wszystko było przygotowane pod nasze potrzeby. W moim przypadku przejawiło się to tak, że podczas dużego kongresu miałem zaplanowaną prezentację wczesnym popołudniem. Przyjechałem kilka wystąpień wcześniej i przysłuchując się kolejnym występującym doszedłem do wniosku, że nie chcę – tak jak oni – być uwiązanym do mównicy. Wobec tego poprosiłem o zorganizowanie dla mnie mikrofonu bezprzewodowego, żebym mógł dowolnie poruszać się po centralnej części sali. Udało się perfekcyjnie, dzięki czemu uzyskałem o wiele lepszą siłę przekazu niż pozostali mówcy tego dnia.
  • Drugi powód, by być wcześniej, to możliwość przebywania wśród ludzi, którzy niedługo będą stanowili nasze audytorium. To bezcenna szansa lepszego poznania słuchaczy, lepszego zrozumienia ich oczekiwań czy nawet podchwycenia jakichś ciekawych stwierdzeń, które mogłyby zostać użyte podczas samej prezentacji

7. It’s not about numbers, it’s about what numbers mean. Często przywiązujemy się do danych liczbowych, które w naszej opinii są arcyważne i przytaczamy je słuchaczom. Równie często zapominamy, by je na wylot prześwietlić – ale nie mówiąc skąd się wzięły czy jaka była badana próba – ale co z nich wynika. Zalecenie to brzmi bardzo prosto, ale niezwykle rzadko jest prawidłowo stosowane. Tak więc jeszcze raz, po polsku – mówienie o cyfrach nie wystarczy – ich interpretacja jest jeszcze ważniejsza.

Polecam też poniższe wideo z występu autora książki na konferencji TED.

Udostępnij:
Ciekawe miejsca

140. Wakacyjne porządki i kilka blogów

13 sierpnia 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

Ten wpis sponsoruje słowo „uporządkować”.

W wakacje mam trochę więcej czasu, w związku z tym… trudno mi się zmobilizować do pisania czegoś nowego i kreatywnego. Wychodzi na to, że znacznie lepiej idzie mi praca nad blogiem, gdy tego czasu mam zupełnie mało. Udaje mi się za to ostatnio to, co nigdy nie było moją dobrą stroną, a mianowicie tak zwane „robienie porządków”. Dotyczy to mojego biurka, dokumentów, starych artykułów, umów, dokumentacji projektowych sprzed lat… mój kosz kilka razy w tygodniu robi się pełny.

Ten lekko dziki zapał dotknął też i bloga, w związku z tym, okazuje się, że:

a) Większość polskich linków, które miałem na blogu okazało się odnośnikami do stron martwych. Niestety, blogowanie na dłuższą metę nie jest zajęciem łatwym i jeśli poddają się takie tuzy jak David Meister, to nie dziwi, że podobne zjawisko pojawiło się wśród moich rodzimych blogowych „znajomych”. Nie jest tu wyjątkiem od reguły Marek Hyla, z którym rozmawiałem ostatnio; jest jednocześnie dobrym przykładem tego, jak zamykając bloga, można atrakcyjnie i inteligentnie zagospodarować zbudowany w czasie pisania kapitał. Zagospodarować i uporządkować.

b) Blogi angielskie trzymają się lepiej, ale niewiele lepiej. Wypadł wspomniany David Meister, guru od zarządzania firmami usług profesjonalnych. Odpadł także blog http://renegadehr.net/ – jego autor przeniósł się do marketingu. Znika także z odnośników SAMBA, projekt uczniów Setha Godina – jak rozumiem z wpisów (i ich braku) – projekt się zakończył, zakończyło się zatem pisanie. Z uwagi na bardzo niską aktywność, usunąłem bloga Off Course-On Target.

Z blogów anglojęzycznych rekomenduję przy okazji Indexed, czyli odkodowywanie świata przy pomocy prostych grafów. Takich, jak ten poniżej, który polecam wszystkim zapalonym menedżerom projektów ;)

c) Dodałem kilka nowych odnośników. Oto one:

  • Praktyka trenera – blog prowadzony przez Sławomira Łaisa. Wpisy nieczęste, ale regularne i praktyczne.
  • Elliott Masie – guru od rozwoju ludzi przy pomocy technologii i nie tylko.
  • Marginal revolution – świetny blog ekonomiczny i około-ekonomiczny dwóch profesorów Tylera Cowena oraz Alexa Tabarroka
  • Freakonomics – strona prowadzona przez Stevena D. Levitta (profesor ekonomii) i Stephena J. Dubnera (dziennikarz, autor). Jeśli czytałaś książkę o tym samym tytule, to ich blog jest równie dobry.

Weryfikując odnośniki do innych blogów przeczytałem bardzo fajny wpis, który przytacza badania na temat poziomu zadowolenia z medali olimpijskich. Okazuje się, że (na poziomie ogólnym, dużej grupy badanych), poziom szczęścia z medalu brązowego… jest większy od medalu srebrnego. Oczywiście, najbardziej zadowoleni są ci, którzy wygrali (złoty medal).

Odpowiedzialne za odczuwane szczęście jest znane wielu z nas myślenie „co by było gdyby”. Srebrny medalista odwołuje się do pierwszego miejsca. I rozmyśla nad tym, co byłoby, gdyby jednak był pierwszy. Takie same procesy myślowe towarzyszą trzecim. Ten sam jest kierunek, za to zwrot przeciwny. Brązowi medaliści porównują się z czwartymi miejscami. Od dawno wiadomo, że poziom szczęścia nie zależy od tego, jakim samochodem jeździsz, tylko od tego, jakim samochodem jeździsz w porównaniu ze swoimi znajomymi / sąsiadami. Zatem drugi na Igrzyskach, w porównaniu z pierwszym wypada gorzej, niż trzeci z czwartym. Jak pisze Bob Sutton na swoim blogu, srebrny medalista jest pierwszym przegranym a brązowy – pierwszym wygranym. I ot, poziom szczęścia wyższy na trzecim miejscu.

I przy okazji. Narzekaliśmy na Euro (no dobra, ja nie narzekałem…), ale wygląda na to, że występ naszych reprezentantów na Igrzyskach w znakomitej większości sponsorowało słowo „niestety”. I tym optymistycznym akcentem… udanych wakacji w sierpniu. Ciąg dalszy mojego blogowania we wrześniu.

Udostępnij:
Wywiady

139. Wywiad z Markiem Hylą

9 lipca 2012 Michał Zaborek 2 komentarze

Zapraszam do przeczytania wywiadu z moim wieloletnim kolegą z pracy, Markiem Hylą. Marek jest uznanym ekspertem w dziedzinie e-learningu i rozwoju ludzi przy użyciu nowoczesnych form edukacyjnych, autorem kilku książek, między innymi popularnego i kilkakrotnie wznawianego ?Przewodnika po e-learningu?. Jest także twórcą doskonałego bloga ?Szkolenia XXI wieku?. Bloga? który właśnie niedawno został zamknięty. Dlaczego? O tym, ale także o wielu innych rzeczach związanych z blogowaniem i rozwojem, możesz przeczytać poniżej. Zapraszam.

Michał: Jak to się stało, że zacząłeś pisać bloga?

Marek: To trochę długa historia… Ale w skrócie… W 2003 roku podjąłem decyzję o tym, by zaangażować się w rozwój rynku e-learningu w Polsce. Nie, by działać jako dostawca na tym polu (to też…), ale właśnie aby, działać na rzecz jego rozwoju. Jedną z konsekwencji tej decyzji było wydanie w 2005 roku książki ?Przewodnik po e-learningu?, która wciąż jest w sprzedaży (właśnie szykowane jest 4 wydanie). W połowie 2008 roku dostałem propozycję od wydawcy, by napisać kolejną książkę poświęconą temu zagadnieniu. W zasadzie decyzja była podjęta, a umowa czekała na podpis. I w tym właśnie momencie doszedłem do wniosku, że znacznie lepszą metodą dalszego budowania rynku będzie zaangażowanie się w pisanie bloga. Lepszą ? bo nie zmuszającą mnie do zaprojektowania i napisania całej publikacji książkowej na raz; lepszą ? bo dającą szansę na żywy kontakt z rynkiem; lepszą ? bo pozwalającą na update informacji oraz włączenie się w nurt budowania hipermedialnej przestrzeni informacyjnej poświęconej temu zagadnieniu.

Co dawało Ci pisanie bloga?

Dość szybko straciłem wiarę w to, że blog postrzegany jest przez czytelników jako równie ?mocny? mechanizm jak książka. W słowo ?pisane i wydrukowane? (książka, czasopismo) zwykło się wierzyć. Blogi nie mają takiego potencjału. Jako przykład można wziąć liczbę odwołań (cytatów) w różnych artykułach i pracach do mojej książki w zestawieniu do liczby odwołań do bloga. Tych pierwszych nie było wiele (może w sumie z duże kilkadziesiąt), tych drugich było… zero (w każdym razie o żadnym nie wiem). Nie żebym się jakoś tym przejmował, ale daje to do myślenia…

Bloga traktowałem tak, jak na to wskazuje jego źródłosłów: ?web log?, czyli jako swego rodzaju dziennik mojej aktywności jako researchera, analityka, publicystę. Innymi słowy blog budował moją osobistą ?bazę wiedzy? pełną przemyśleń, podsumowań, analiz, tłumaczeń ciekawych źródeł i linków do ciekawych zasobów. Dzięki niemu często zdarzało mi się zaspokoić czyjeś (zdarzało się, że również Twoje…) potrzeby informacyjne po prostu ?zapuszczając? wyszukiwarkę na własnym blogu i wysyłając garść linków do postów traktujących o danym zagadnieniu.

Pisanie bloga dawało mi też satysfakcję docierania do ludzi zainteresowanych tematem nowoczesnych form rozwojowych. Można powiedzieć, że ?kolekcjonowałem dusze? ? z prawdziwą przyjemnością patrzyłem jak liczba osób, które zarejestrowały się na moim blogu rosła osiągając na koniec ponad 1200 czytelników.

Dlaczego zatem zdecydowałeś się na zaprzestanie pisania bloga?

Wpłynęło na to kilka powodów. Praprzyczyną była konstatacja, że zaczynam zjadać własny ogon. Pewnego razu pisałem podsumowanie jakiegoś ciekawego raportu i zobaczyłem, że do wszystkich opisywanych zagadnień podaję przynajmniej jeden link do… wcześniejszych postów na własnym blogu. Doszedłem do wniosku, że blog przestał mnie rozwijać. Z tej perspektywy stał się stratą czasu.

Drugim powodem był brak czasu właśnie. Końcówka roku wycisnęła ze mnie siódme poty i zaprzestałem pisania ? na chwilę. Z chwili zrobiła się większa i tak już zostało.

Trzecim było znalezienie ciekawej przestrzeni na zarówno dalszy rozwój osobisty, jak i znacznie lepsze zrealizowanie misji rozwoju rynku nowych form szkoleniowych. Współtworząc i angażując się w prace XY Learning Team znalazłem nową formułę, której ostatnio tak poszukiwałem.

Jak oceniasz blogi jako narzędzie edukacyjne?

Wbrew ogólnej wymowie mojej wypowiedzi ? bardzo wysoko. Na blogi trzeba patrzeć z dwóch perspektyw ? piszącego (bloggera) oraz czytającego. Zaangażowany blogger, chcąc pisać wartościowe posty MUSI się rozwijać ? czytać, analizować, syntetyzować, itd. Zaangażowania po stronie czytających może często nie widać (bardzo trudno rozwinąć dyskusję wokół postów ? 99% czytający to ?bierni? odbiorcy), ale w domenie inspiracji, otwarcia oczu na jakieś fakty, czy podpowiedzenia ciekawego źródła blogosfera działa cuda.

A jak oceniasz stan naszej (polskiej) tzw. ?blogosfery??

Ostatnio ? tak sobie. Mam wrażenie, że nastąpiło w tej przestrzeni ?zmęczenie materiału?. Jeszcze rok temu w kanale RSS podpiętym do ok. 10 blogów, które były dla mnie interesujące w ciągu tygodnia potrafiło pojawić się kilkanaście postów. Dziś czasami są to 2-3 wpisy.

Mam też poczucie, że wiele blogów albo nie ma mocnego pomysłu na siebie (nie wiem, czy można to nazwać strategią?), albo tę strategię stosuje z bardzo dużym przymrużeniem oka. Stąd na blogach pojawiają się często posty ?od czapy?. Sam zresztą tak robiłem ? mam poczucie, że to właśnie jest jedną z głównych przyczyn niskiej wiarygodności tej formy komunikowania się ze światem.

Podziwiam pomysł i konsekwencję w jego stosowaniu bloga Sławka Łaisa (www.PraktykaTrenera.pl). Posty pojawiają się rzadko, ale są zawsze ?na temat?, praktyczne i ciekawe z perspektywy korzyści biznesowych.

No właśnie ? jakie blogi czytasz?

Nie czytam wielu blogów. Te, które pozostają w sferze moich zainteresowań, to albo blogi ?branżowe? (poświęcone zagadnieniom związanym z nowych formami szkoleniowymi ? tu wymienić należy blog Bartka Polakowskiego, Piotra Peszki, Janusza Lenkiewicza, Marty Eichstead), albo blogi pisane przez moich znajomych i przyjaciół (HRmaznaczenie, Sławka Łaisa), które są równie ciekawe choć nie zawsze dotykające tematów będących moją pasją.

Inspiracji szukam raczej w innych przestrzeniach informacyjnych. Lubię prasę internetową (The Economist, Forbes, Training Magazine, Wall Street Journal, Fast Company, Wired ? to tylko część ikon, które mam na pasku przeglądarki). Lubię też trochę starsze formy ? takie np. jak newslettery (tu czytam Elliotta Masie) lub fora dyskusyjne (te poświęcone e-learningowi na GoldenLine odwiedzam stosunkowo często).

Staram się też na tyle często, na ile to możliwe jeździć na zagraniczne konferencje poświęcone nowym formom szkoleniowym.

Generalnie w branży, w której działam raczej inspiracji szukać trzeba za granicą (USA, UK).

Co można znaleźć na 396 stronach archiwum Twojego bloga?

Można znaleźć strumień mojej świadomości z okresu od października 2008 do października 2011. Gdy zacząłem porządkować posty i ubierać je w formę e-booka, to zauważyłem, że pisałem o bardzo wielu rzeczach. Można w tym materiale znaleźć więc zarówno poważne, analityczne teksty dla top-managerów HR, jak i relacje z wyjazdów wakacyjnych; zarówno obserwacje z codziennego życia biznesowego, jak i rodzinne doświadczenia na styku ojciec-dziecko; zarówno opisy narzędzi służących do efektywnej pracy z materią e-learningową, jak i relacje z konferencji.

W sumie to trochę ?szwarc, mydło i powidło? ? starałem się jednak, by każdy post w jakiś sposób odnosił się do zagadnienia jakim jest rozwój ludzi.

Jak patrzę na podsumowanie w formie e-booka, to myślę, że uporządkowanie postów i posegregowanie je w rozdziały bardzo dobrze wpłynęło na czytelność tej treści. Ktoś zainteresowany poważnymi tematami nie musi już szukać ich wśród wielu innych, mniej poważnych.

Co będziesz robił dalej w płaszczyźnie społecznej / blogowej / pro-publico bono?

Mam propozycję napisania nowej książki… :) Może więc zamiast bloga wejdę raz jeszcze do rzeki ?tradycyjnego pisarstwa??

A tak na serio ? działam na wielu polach. Zawsze jestem gotów powiedzieć coś ciekawego na dowolnej konferencji, na której można wywrzeć pozytywny wpływ na rozwój rynku nowych technologii szkoleniowych. I zawsze staram się, by moje wystąpienie nie miało charakteru marketingowego, ale by było po prostu obiektywne, opowiadało o ideach, a nie rozwiązaniach, które mamy w ofercie.

Działam w Komisji ds. E-learningu przy Polskiej Izbie Firm Szkoleniowych. Tu również podejmujemy kroki mające na celu edukowanie rynku ? nawet kosztem tego, że edukujemy naszą potencjalną konkurencję.

Rok temu współzałożyłem XY Learning Team ? ciało, którego celem jest angażowanie się w zrównoważony rozwój rynku szkoleniowego w Polsce. Jesteśmy właśnie na ukończeniu pisania raportu z pierwszego badania jakościowego barier, szans i zagrożeń korporacyjnego e-learningu w Polsce. Już za chwilę wyniki tych badań będą dostępne na witrynie www.xylearningperspectives.pl. W ramach XY Learning Team pracujemy również na innymi produktami ? między innymi Learning Battle Cards, które są próbą społecznościowego, grywalizacyjnego skatalogowania wszelkich form szkoleniowych dostępnych na rynku.

Gdzie w sieci można będzie Cię znaleźć?

Z blogosfery nie znikam ? moja aktywność będzie jednak znacznie ograniczona i mocnej osadzona w kontekście biznesowym. Wciąż posty mojego autorstwa będą pojawiać się na blogu naszej firmy (www.e-learning.pl).

Będę się również udzielał na witrynie XY Learning Team.

Podjąłem także decyzję o tym, by zwiększyć wykorzystanie Twittera – do niedawna na blogu starałem się tłumaczyć artykuły czy poddawać je analizie, od niedawna po prostu wskazuję ciekawe źródła robiąc retweety. Zapraszam wobec tego do podpięcia się pod moje konto (Marek_Hyla).

Dbam również mocno o swój profil na LinkedIn ? jeśli ktoś chce utrzymać ze mną kontakt, to jest to najwłaściwsze miejsce.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Udostępnij:
Page 23 of 52« First...1020«22232425»304050...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności