HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Trendy
HR
Ciekawe miejsca
E-learning•HR•Innowacyjność

163. E-szkolenie to nie hotel na godziny…

10 września 2013 Marek Hyla 7 komentarzy

Nieszczęściem niemal każdej innowacji jest przenoszenie na nią cech tego, co znane i stosowane od lat. Wczesne kino odnoszono do rzeczywistych zdarzeń. Wczesne auta przyrównywało się do bryczek (tyle, że bardziej hałaśliwych i smrodzących – bo nawet niekoniecznie szybszych). Wczesne telefony komórkowe – do telefonów stacjonarnych (tyle, że cięższych, ale za to możliwych do noszenia ze sobą). Dopiero z czasem innowacja zaczyna kreować własny punkt odniesienia – budować rzeczywistą zmianę działania i myślenia. Popatrzcie jak zmienił świat pojazd – już nie bryczka z silnikiem, ale pojazd właśnie (komunikacja miejska, pojazdy bojowe, maszyny budowlane – to tylko kilka przykładów). Zwróćcie uwagę jak telefon komórkowy zmienił naszą rzeczywistość wychodząc w międzyczasie z walizki i chowając się do naszej kieszeni…

To samo nieszczęście dotknęło e-szkolenia (kursy e-learningowe, szkolenia e-learningowe – jak kto woli).

Czy wiecie jak kupuje się e-szkolenia? Na godziny… 100% zapytań ofertowych definiuje przedmiot zakupu albo jako produkt, który ma trwać X godzin, albo który ma zawierać Y ekranów.

Czy ma to jakieś uzasadnienie? Żadnego sensownego – z wyjątkiem tego, że branża HR jest przyzwyczajona do przelicznika „dni szkoleniowych” kupując usługi rozwoju pracowników przy wykorzystaniu form stacjonarnych (warsztaty, seminaria, gry symulacyjne, etc.).

Dlaczego taki przelicznik zwłaszcza w przypadku e-szkoleń nie ma sensu? Jest na to szereg argumentów…

1. …bo e-szkolenia i szkolenia tradycyjne to dwa różniące się między sobą procesy

E-szkolenia (w przeciwieństwie do stacjonarnych procesów rozwojowych) są mechanizmem indywidualnego uczenia się. Jest to również proces asynchroniczny – tzn. taki, który każdy realizuje w dowolnym czasie. To co jedna osoba przyswoi w 30 minut drugiej zajmie 2 godziny, trzeciej zaś w ogóle ten materiał nie będzie potrzebny. Sztuką projektanta e-szkolenia jest zbudować go tak, aby każda z powyższych osób znalazła w nim to, czego szuka. Jak jednak (kupując e-szkolenie „na godziny”) sensownie rozliczyć taki proces?

2. … bo się da to zrobić inaczej, zgrabniej

W przypadku e-szkoleń (w przeciwieństwie do szkoleń stacjonarnych) można zgrabnie kupować rezultat. Oczywiście – najprościej jest kupić rezultat na 1 lub 2 poziomie Kirkpatricka. Potrafię wyobrazić sobie sytuację zakupu e-szkolenia w modelu success fee (oddajemy do dyspozycji kilkuset pracownikom e-szkolenie z zakresu np. nowej procedury korporacyjnej, a wynagrodzenie uzależniamy od rezultatów na 2 poziomie). Oczywiście, hipotetycznie da się też to zrobić w stosunku do szkoleń tradycyjnych, ale trudno mi jakoś wyobrazić sobie firmę szkoleniową, która zgodzi się zrealizować 50 grup dwudniowego szkolenia w takim modelu rozliczeń…

3. … bo paradygmat „godzin e-szkoleń” niepotrzebnie podnosi koszty e-szkoleń

Gdyby zapytać klienta chcącego kupić e-szkolenie jakie cele chce zrealizować w ramach zamawianego, dwugodzinnego produktu można często dojść do wniosku, że da się te cele zrealizować w znacznie krótszym czasie (np. jednej godziny). Ponieważ jednak sformalizowano postępowanie konkursowe wokół czasu trwania e-szkolenia – trzeba te dwie godziny opracować. Jest sprawą oczywistą, że koszt opracowania takiego e-szkolenia będzie około dwukrotnie wyższy. To jednak tylko czubek góry lodowej niepotrzebnych kosztów po stronie klienta. Drugim, często znacznie wyższym jest czas niepotrzebnej konsumpcji takiego e-szkolenia. Gdy wyobrazimy sobie, że tę jedną, nadmiarową godzinę będzie musiało przejść 300 menedżerów; gdy policzymy koszty ich czasu pracy; gdy dodamy do tego utracone korzyści wynikające z mniejszej produktywności, to zobaczymy, że taka dodatkowa godzina można kosztować odbiorcę wiele dziesiątek tysięcy złotych.

Starajmy się myśleć o e-szkoleniach w innowacyjny sposób. Łammy schematy działów zakupów (ja wiem, że łatwiej jest skwantyfikować zakup łatwomierzalnego produktu opisując liczbę ekranów i stanów ekranów na elemencie interaktywnym, ale czy naprawdę o to w pracy HRowca chodzi?). Skupmy się na tym, co do przestrzeni rozwoju ludzi wnosi wartość (rezultat, zmiana, nowa kompetencja), a nie na pozornych kwantyfikatorach produktu szkoleniowego.

Udostępnij:
HR•Trendy

162. ASTD State of the Industry Report 2012 ? kilka wniosków

3 września 2013 Marek Hyla Jeden komentarz

Mam przed sobą otwarty coroczny raport American Society for Training and development podsumowujący badanie będące diagnozą amerykańskiego rynku szkoleń. Od lat śledzę wyniki tych badań zwracając szczególną uwagę na sekcję szczególnie mnie interesującą opisującą metody realizacji szkoleń.

Można byłoby rzec ? ?gdzie Rzym, gdzie Krym??… Co nas tu, w Polsce, może obchodzić obraz amerykańskiego rynku szkoleń? Część wyników tych badań faktycznie słabo przekłada się na polskie realia ? są jednak takie aspekty, które warto monitorować. Jednym z nich jest właśnie rozkład sił w zakresie metod dostarczania szkoleń. Z doświadczenia wiem bowiem, że to, co dziś dzieje się rynku amerykańskim z dużym prawdopodobieństwem dziać się będzie u nas za lat kilka. Linie trendu, które widać tam będą zauważalne również i u nas ? jeśli ktoś przyłoży ręki by zrobić rzetelne badania oraz je na ich podstawie nakreślić…

Jakież więc trendy widać w raporcie w zakresie metod dostarczania szkoleń? Oto kilka najważniejszych, moim zdaniem wniosków.

  1. Maleje rola tradycyjnych szkoleń realizowanych w sali. Odsetek formalnych godzin szkoleniowych realizowanych w sali przez trenera spada. W całej grupie badawczej odsetek ten wyniósł niecałe 59% (w 2003 roku ? ponad 65%), a w grupie firm wyróżnionych najlepszymi wynikami w zakresie rozwoju ludzi (BEST Awards) już tylko trochę ponad 47% (w 2005 roku ? prawie 60%). Mój subiektywny komentarz: część szkoleń realizowana jest innymi metodami, a ta, która zostaje staje się coraz krótsza; następuje stopniowe optymalizowanie działań szkoleniowych przym pomocy nowoczesnych form rozwoju ludzi.
  2. Zmienia się rola trenera… Jest to skutkiem zwiększającego się dość mocno odsetka szkoleń  realizowanych przez trenera na drodze zdalnej. Raport określa odsetek formalnych godzin szkoleniowych realizowanych przez trenera w modelu on-line na ponad 9% (przy niecałych 4% w 2003 roku). Jednocześnie odsetek szkoleń realizowanych na odległość przez trenera innymi drogami (video, satelita, skype, etc.) wzrósł w tym okresie niemal dwukrotnie (do prawie 5%). Mój subiektywny komentarz: jeśli jesteś trenerem i chcesz utrzymać się na fali nie przegap momentu, w którym będzie wskazane pozyskanie nowych umiejętności w tym zakresie.
  3. … jednak trener pozostaje równie ważny. Zdumiewające jest jak stabilny na przestrzeni lat jest odsetek formalnych godzin szkoleniowych realizowanych przez trenera (łącznie ? na sali szkoleniowej oraz przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii na odległość). Odsetek ten jest niemal stały i wynosi między 70%, a 75% (od 2003 do 2011 oscyluje w tych granicach). Mój subiektywny komentarz: rola trenera wydaje się być niezagrożona; pytaniem pozostaje czym zajmować się będzie trener przyszłości i czy dzisiejszy mistrz w tej dziedzinie pozostanie nim za 5, 10 czy 15 lat gdyż…
  4. … rola technologii w procesach rozwojowych rośnie. Między rokiem 2003, a 2011 liczba formalnych godzin szkoleń realizowanych przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii wzrosła w całej grupie badanych firm z trochę ponad 24% do ponad 38%. W grupie firm najlepszych (Best Awards) odsetek ten dziś wynosi prawie 50% (z czego ponad 38% realizowanych jest on-line). Mój subiektywny komentarz: nie uciekniesz od technologii ? czy jesteś trenerem, czy menedżerem HR musisz budować swoje kompetencje w zakresie skutecznego wykorzystania nowoczesnych technologii w procesach rozwojowych.
  5. Samouczenie się nabiera na znaczeniu. Wprawdzie samouczenie się jest realizowane głównie w ramach nieformalnego rozwoju niemniej odsetek sformalizowanych szkoleń realizowanych w ten sposób i tak jest wysoki wynosząc ponad 20% (w grupie BEST Awards ? nawet ponad 30%). Odsetek jest bardzo mocno fluktuującym parametrem (np. w roku 2009 wynosił już ponad 26%). Tu trudno zaobserwować wyraźny i czytelny trend – z tabelek i wykresów widać jednak, że jest to ważny element działań rozwojowych organizacji. Mój subiektywny komentarz: funkcja HR musi umieć zarządzać samodzielnym rozwojem pracowników (wyznaczaniem celów, budowaniem oferty w tym zakresie, kreowaniem odpowiednich postaw, budowaniem motywacji i zaangażowania, etc.) aby w długiej perspektywie sprawnie realizować powierzane jej cele.
  6. Na mobile learning jeszcze chwilę poczekamy. Rozwój pracowników przy wykorzystaniu technologii mobilnych jest dopiero w powijakach. Odsetek formalnych godzin szkoleniowych realizowanych tą drogą nie przekroczył jeszcze 1,5%. Dopiero w 2010 roku ta metoda realizacji szkoleń została wyodrębniona w badaniu pod postacią własną kategorii… Odsetka tego nie poprawiają ani firmy najlepsze (BEST Awards), ani firmy Fortune Global 500. Mój subiektywny komentarz: mobile learning to na razie margines działań rozwojowych; nie oznacza to, oczywiście, że metoda ta nie ma racji bytu, niemniej raczej jest niszową, realizującą dobrze tylko wąskie zadania (np. baza wiedzy dla mobilnych sił sprzedaży).

Cztery pierwsze zarysowane wyżej trendy są widoczne od lat; od lat też je komunikuję przy różnych okazjach. Ostatnie dwie były dla mnie pewnym novum. Nie żebym ich nie czuł ? ale w raporcie znalazłem ich liczbowe potwierdzenie. Sądzę, że nowy raport (który powinien ukazać się w ciągu najbliższych kilku miesięcy) jest potwierdzi. Mam nadzieję, że pokaże ten jakieś inne, którymi będę się mógł z Wami podzielić…

Udostępnij:
Bez kategorii

161. Kolekcjonowanie wrażeń

20 sierpnia 2013 Marek Hyla Brak komentarzy

Jednym z wniosków z procesu coachingowego, w którym biorę udział jest uświadomienie sobie jak ważnym dla mnie, dla mojego rozwoju osobistego, dla moje kariery i dla mnie jako człowieka jest budowanie kontekstu informacyjnego. Podczas rozmowy z moją coach powstał nawet termin, który zdefiniował mnie w tym świetle. Zostałem ?kolekcjonerem wrażeń?…

Kontekst informacyjny mogę (i buduję) głównie poprzez 2 działania:

  1. konsumowanie mediów (czytanie, oglądanie filmów) oraz
  2. podróżowanie.

Oba były i są w moim życiu bardzo ważne i poświęcałem im dużo czasu.

Nigdy nie skupiałem swoich czytelniczych pasji na literaturze naukowej. Już bardziej popularno-naukowa stawała się łupem moich czytelniczych pasji (Rumaki Lizypa, Gdy słońce było bogiem, Fizyka rzeczy niemożliwych ? te wyskoczyły mi wlaśnie z szufladki w głowie…). Najwięcej jednak (tak przynajmniej retrospektywnie patrząc myślę) korzyści miałem z czytania zwykłej beletrystyki. To w niej właśnie łapałem kontekst. Pamiętam całą serię książek o Tomku Wilmowskim, skąd dowiadywałem się jak żyli Indianie, czy Aborygeni. Pamiętam moje wyobrażenia na temat życia na południu USA, jakie wyrobiłem sobie po lekturze Tomka Sawyera, albo wyobrażenia, jakie w sobie zbudowałem o Afryce po przeczytaniu ?W pustyni i w puszczy?. Zdumienie mojej żony wywołuje fakt, że lubię czytać… ?Chłopów?. Przeczytałem tę powieść już ładne kilka razy i za każdym z nich pozostaje w mojej głowie niezwykle plastyczny obraz wsi sprzed ponad 100 laty.

Równie ważne w aspekcie budowania kontekstu jest zaangażowane oglądanie filmów. Ponownie ? nie chodzi tylko i wyłącznie o filmy popularno-naukowe, ale filmy w ogóle. Gdy dwa lata temu wybierałem się na wizytę studyjną do Salamanki zupełnym przypadkiem oglądnąłem tydzień wcześniej film sensacyjny ?Vantage Point? (?8 części prawdy?), którego akcja toczyła się właśnie na rynku (jedna z najpiękniejszych na świecie Plaza Mayor) oraz okolicznych uliczkach Salamanki. Gdy dotarłem na miejsce czułem, że topografia centrum tego miasta jest mi bliska. Oglądając filmy możemy kolekcjonować wiele wrażeń, które pozwalają nam lepiej rozumieć i/lub znać wiele aspektów naszego codziennego życia. Warunkiem jest właśnie zaangażowane oglądanie filmów…

Zaangażowane oglądanie filmów to sięganie do dodatkowych źródeł związanych z przedstawianą treścią. Idea sięgania do alternatywnych przestrzeni informacyjnych ma już swoją nazwę (second screen) i, w kontekście filmów, mniej więcej polega na tym, aby podczas ich oglądania sięgać do sieci i ?dopytywać? o interesujące nas zagadnienia. Gdzie leży Salamanka? Jaka jest jej topografia (Google Maps albo Google Earth View)? Ilu ma mieszkańców? Jaka jest jej historia? Jaka rzeka przez nią płynie? Pytań takich można zadać wiele, a odpowiedź na każde z nich poszerza naszą wiedzę i buduje doskonalszy kontekst.

Również podróże budują kontekst… Ten kontekst jest jednak znacznie silniejszy, bo budowany nie na wyobrażeniu, lecz na doświadczeniu.

  • … jak smakują bliny?
  • … jak pachnie Afryka?
  • … jak drobny jest piasek na Saharze?
  • … jak mało jest Polski we Lwowie?
  • … jak zatłoczone są ulice japońskich miast?
  • … jak spokojni i zdystansowani są Skandynawowie?
  • … jak wielka jest sekwoja?
  • … jak trudno biega się na wysokości 2.500 metrów n.p.m.?
  • … jak ogromny jest Wielki Kanion?
  • … jak gorąca i rozległa jest Dolina Śmierci?
  • … jak monumentalne są katedry?
  • … jak bezpośredni i natarczywi są Arabowie?
  • …

Można czytać i oglądać – nie zrozumie się jednak kontekstu będącego odpowiedzią na powyższe pytania bez osobistego doświadczenia.

Również podróżując staram się robić to w sposób zaangażowany. Przygotowuję się, czytam przewodniki, odwiedzam Wikipedię, czy chociażby czytam tabliczki informacyjne. W ten sposób każde nowego doświadczenie buduje kolejne wyobrażenia poszerzając bardzo mocno kontekst, który chcę zbudować (Wyjazd do Barcelony -> Sagrada Familia -> Gaudi -> Casa Mila -> Architektura -> Innowacja -> …)

Tak jak i dzieciństwie wciąż lubię również podróżować w wyobraźni. Dawniej wędrowałem ?palcem po mapie? –  dziś wędruję po Google Maps. Wędrując planuję podróże. Są wśród nich zarówno te, na które się wybieram, jak i te, których nie mam w planach na najbliższą przyszłość. To bardziej sfera marzeń ? te jednak też mogą być rozwijające…

Myślę sobie, że każde wyobrażenie (budowane w oparciu o książkę, film, artykuł prasowy, mapę, etc.) i każde doświadczenie jest jednym z puzzli na ogromnym stole, na którym mój umysł próbuje ułożyć wielką układankę. Z uwagi na jej skalę bardzo wiele klocków leży samotnie ? albo jeszcze nie udało wyjąć się pudełka (nazwę je górnoletnie ?życiem?) klocka, który by do niego pasował, albo wśród już leżących na stole jeszcze nie znalazłem doń pasującego. Prawdziwą przyjemność sprawia mi jednak to, że coraz więcej puzzli łączy się w pary i grupy; że zaczynam dostrzegać między nimi relacje; że wyobrażenia przekuwają się w ciekawe doświadczenia, a te z kolei sprawiają, że słyszę kolejne ?klik? puzzla wskakującego na swoje miejsce.

A to ?klik? nie jest tylko i wyłącznie nową informacją zakodowaną w umyśle. To drobny przyczynek do konkretnej kompetencji: do umiejętności pracy w środowisku wielokulturowym, do innowacyjności, do umiejętności komunikowania się, do rozumienia złożonych struktur informacyjnych, do rozumienia świata, do wyzbycia się kseonofobii, itd.

Świadomość tego jest dla mnie bardzo dużym motywatorem by wrażenia kolekcjonować z jeszcze większą determinacją. Może sposób, w jaki uczę się poprzez kontekst jest takie bardzo moje? Chyba raczej tak nie jest ? myślę, że wiele osób buduje swoje kompetencje właśnie w ten sposób. Czy i Ty tak masz? I czy widzisz jak kolekcjonowanie wrażeń wpływa na Twój rozwój?

 

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Książki•Marketing

160. Cztery książki

13 sierpnia 2013 Marek Hyla 5 komentarzy

Ostatnio dużo czytam. Rzekłbym nawet ? że bardzo dużo… W książkach szukam wsparcia w podjęciu decyzji dotyczących kilku rozdroży na których właśnie stoję… No bo:

… jestem w trakcie procesu coachingowego, który zawsze kreuje szereg dylematów,

… jestem w trakcie prac nad strategią zespołu, za który jestem odpowiedzialny,

… jestem na etapie życia rodzinnego, który według wszelkich znaków na niebie i ziemi będzie dość dynamicznym w ciągu najbliższych kilku lat.

Tak się składa, że w ostatnim okresie miałem szczęście do dobrych książek. Dobrych z perspektywy ich praktyczności, inspiracyjności, ?magii słowa?.

Chcę dziś podzielić się z Wami tymi książkami. Przedstawić je w kilku zdaniach i zachęcić do sięgnięcia do nich.

Pierwsza z nich to ?Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera? napisana (a w zasadzie ? zebrana do kupy) przez dwóch autórow: Alexandra Osterwaldera oraz Yvesa Pigneur. Do pracy nad książką zaproszonych zostało prawie 500 praktyków z 45 krajów świata, którzy zaangażowani byli w prace nad budowaniem nowych produktów opartych na innowacyjnych modelach biznesowych. Książka jest bardzo praktyczna ? wytycza konkretną ścieżkę myślenia nad nowymi rozwiązaniami w kontekście zwiększenia szans na ich sukces biznesowy. Przedstawiona w niej metoda ?9 okien? jest ramą, która doskonale porządkuje myślenie. Jest też ?inna? pod względem formatu, struktury, języka (mocno wizualnego) ? bardzo ciekawie się z nią obcuje.

Książka dostępna jest w języku polskim. Można zapoznać się z jej szerszym opisem tutaj. Ocena w Amazon: 4,5 w skali 1-5.

Drugą książką jest ?The Art of the Start: The Time-Tested, Battle-Hardened Guide for Anyone Starting Anything”, której autorem jest Guy Kawasaki. To nazwisko znane przede wszystkim w branży IT (był jednym z ?ewangelistów? Apple?a) oraz w branży inwestorów w nowe technologie (obecnie zarządza funduszem typu venture capital). Książka traktuje o zakładaniu nowych biznesów; o przedsiębiorczości; o najlepszych praktykach związanych z szybkim i nastawionym na sukces uruchomieniem projektu. Publikacja urzekła mnie swoją siłą ? po jej przeczytaniu uruchomiło się we mnie mnóstwo pozytywnej i pozytywistycznej energii. Dzięki niej odpowiedziałem sobie na wiele nie zadanych, ale bardzo ważnych pytań zarówno dotyczących mojej biznesowej roli, jak i wszelkich moich pozabiznesowych inicjatyw i działań. Wszystko to podlane jest sporą dawką humoru, niecodziennych pomysłów (jak kupicie ? przeczytajcie np. skrzydełka obwoluty i popatrzcie do jej wnętrza) oraz praktycznych porad (Q&A po każdym rozdziale). Tę książkę czytałem po angielsku ? więc podaję też link do jej anglojęzycznych zasobów.

Więcej informacji znajdziecie tutaj. Ocena w Amazon: 4,4 w skali 1-5.

Trzecią książką jest ?Different: Escaping the Competitive Herd? napisana przez Youngme Moon. Autorka jest profesorem Harvarda specjalizującą się w innowacyjnych strategiach marketingowych. Pierwszą rzeczą, która mnie zainteresowała był wyrywek z recenzji, który umieszczony jest na okładce: ?A poetic paean to originality?. Gdy zacząłem czytać ? zrozumiałem, że mam do czynienia z książką niezwykłą. Nie dlatego, że mówi o ciekawych rzeczach, ale dlatego, że mówi o nich w inny, bardzo poetycki, ?dalekowschodni? sposób (co, z perspektywy dobrego zrozumienia tekstu bywa wyzwaniem). Książka dotyczy innowacyjnych podejść do działań marketingowych. Przedstawia kilka z nich opowiadając na wielu przykładach ich stosowania o ich siłach i słabościach. Z jednej strony czerpie z evergreenów (takich jak Cirque du Soleil, czy IKEA), z drugiej zaś wyciąga inne, mniej znane przypadki stosowania tych taktyk ze spektakularnym sukcesem.

Tutaj przeczytacie więcej o publikacji profesor Moon. Ocena w Amazon: 4,3 w skali 1-5.

Ostatnią książką, która wciąż zajmuje mi czas i umysł, jest pozycja ?Out of our Minds: Learning to be Creative? napisana przez Sir Kena Robinsona. Mam problem, aby napisać o czym jest. Prostą odpowiedzią byłoby, że jest o kreatywności i jej roli w naszym życiu. Ale ja odbieram ją jako książkę o człowieku. O tym co nas kształtuje jako ludzi; o naszej historii i naszej spuściźnie; o tym co ważne dla nas jako indywidua i dla nas jako społeczność. Publikacja jest nie tylko ciekawa, ale momentami i niezwykle zabawna. Dotyka wielu zagadnień: historii systemów edukacji, rozwoju technologii jako bodźca do zmiany, ekonomii, historii, specyfiki ludzkiego umysłu, inteligencji, motywacji, talentów, etc. Ciągle zastanawiam się, jak autorowi udaje się w tym mikście zagadnień trzymać kierunek (na tytułową kreatywność…).

Więcej informacji o książce znajdziecie tutaj. Ocena w Amazon: 4,3 w skali 1-5.

Wszystkie 4 książki polecam Waszej uwadze. Gdybym miał na bezludną wyspę zabrać jedną z nich to byłaby to ?The Art of The Start?. Ale tylko dlatego, że z tych czterech na bezludnej wyspie najbardziej przydałaby mi się jej pozytywna energia…

 

 

 

Udostępnij:
Edukacja

159. Executive MBA w Polsce. Subiektywnie o tym, czym się kierować przy wyborze studiów.

26 lipca 2013 Michał Zaborek Brak komentarzy

W listopadzie 2012 zacząłem studia Executive MBA na SGH. Dość długo, bo kilka lat zastanawiałem się, czy podjąć się tego wyzwania. W decyzji o tym że jednak aplikuję pomogła mi rozmowa z bliską mi osobą i zdanie, że w życiu żałuje się zwykle tego, czego się nie zrobiło, nie tego, co się zrobiło (nawet jeśli nie jest super-udane). Postanowiłem zatem w tempie błyskawicznym (bo w sierpniu 2012 kończyła się rekrutacja…a był właśnie sierpień 2012), że aplikuję.

O ile decyzję o aplikowaniu podjąłem błyskawicznie, o tyle zagadnieniem wyboru „które MBA” miałem przerobione dość dokładnie dużo wcześniej. Po pierwsze odpowiedziałem sobie na pytanie: czy MBA za granicą, czy w Polsce. Różnice są znaczące, zasadnicze, ale też ważne z punktu widzenia finansów oraz tego, gdzie pracujesz i gdzie siebie widzisz w przyszłości.

Dla menedżerów korporacji międzynarodowych dużo ciekawszą będzie opcja studiów na najlepszych uczelniach za granicą, najlepiej w USA, lub Londynie, ewentualnie w Hiszpanii czy Francji. Pisze o tym szeroko mój kolega, Łukasz Garbowski, który skończył Harvard w trybie dziennym. Więcej na stronie www.omba.pl. Strona jednak nie działa, mam nadzieję że chwilowo, bo była doskonałym źródłem wiedzy o MBA.

Jeśli realizujesz / planujesz swoją karierę w strukturach korporacji, to wartość dobrego MBA za granicą jest wielokrotnie wyższa, niż wartość naszego. Jeśli jednak nie (a ja nie planuję ani korporacji, ani struktur, przynajmniej na dzisiaj ;)), to warto rozważyć nasze kursy. Drugi czynnik jest prozaiczny: pieniądze. Mieszkając w tym samym mieście w którym jest kurs w Polsce (czyli: mieszkam w Warszawie / studiuję w Warszawie), różnica w kosztach pomiędzy zaocznymi studiami Executive MBA tutaj, a w Londynie / USA jest x 10. Czyli 10 razy tyle, zakładając nie-głodowe warunki zakwaterowanie / wyżywienia w Londynie / USA. To wartość przybliżona, ale bliska realnej – policzyłem to rok temu dość dokładnie i właśnie tyle mi wyszło, biorąc pod uwagę czesne, przeloty na każde zajęcia, hotel, jedzenie, podręczniki… O ile najlepsze studia u nas kosztują ok. 60 000 – 70 000 PLN, to pomnożenie tej kwoty przez dziesięć pokazuje skalę dylematu. Czy też wyzwania.

Jeśli Polska – to pytanie „który kurs MBA?”. Tu podzielam zdanie wspominanego Łukasza Garbowskiego, który twierdzi że jeśli MBA u nas, to tylko i wyłącznie jeden z tych topowych. A to oznacza wybór pomiedzy 2-3, w porywie 4 programami. Nie będę wchodził tu w szczegóły, bo po to aby wydać wymierną opinię, trzeba by zaliczyć wszystkie kursy, a to jest niemożliwe. Napiszę co wpłynęło na moją decyzję:

  1. Opinia znajomych, którzy ukończyli wcześniej dany kurs
  2. Rankingi
  3. Dni otwarte

Jeśli planujesz tego typu studia, to warto dobrze przemyśleć co wybrać. Jako, że inwestycja czasowa jest duża, nie warto pakować się w byle co. Mnie, o tym, że nie warto wybrać Politechniki Warszawskiej przekonały dni otwarte. Nie chcę się pastwić, ale po wieczornej wizycie na Politechnice i jej dniach otwartych wyszedłem dość przygnębiony. Potwierdziły to relacje studentów, którzy przerzucili się w trakcie studiów na SGH, które wybrałem.

Pozytywną motywacją były dla mnie opinie innych studentów, którzy ukończyli MBA w poprzednich edycjach. Koniecznie porozmawiaj z nimi. Jeśli nie znasz nikogo – pójdź na zajęcia i porozmawiaj. Zobacz jak wyglądają zajęcia. Naprawdę warto. Mam może dziwną definicję dobrego programu, ale dla mnie dobry to taki, gdzie na egzaminach z poszczególnych przedmiotów część studentów po prostu nie zdaje. Pokazuje to, że szkoła podchodzi poważnie do tematu i że trzeba się napocić. A, że napocić się trzeba, nieziemsko… o tym będzie w kolejnych wpisach o tym co daje MBA. Bo to w sumie pytanie najważniejsze. Nie który MBA, ale po co…

Kolejny ważny element w procesie decyzyjnym to język. IMHO nie ma sensu podejmowania studiów, które nie są po angielsku i które co najmniej w dużej części nie są prowadzone przez obcokrajowców. Oczywiście o ile czujesz się swobodnie w angielskim. Kaleczony angielski w wykonaniu naszych rodzimych profesorów czasem męczy. Tych z płynnym jest jednak całkiem sporo, ale zupełnie dodatkowy wymiar dają native speakerzy, którzy poza językiem dają odmienną (bo nie-naszą, zagraniczną) perspektywę na zagadnienia, których uczą.

Co do rankingów – to co roku najpopularniejszy w Polsce publikują Perspektywy. Aktualny jest tutaj. Szukając programów najlepszych, poza podium bym nie wyszedł.

Jest jeszcze jedno kryterium, które dla mnie było krytyczne, a może oczywiste nie jest. To rozkład zajęć, czyli kiedy będziesz chodziła na zajęcia. Bezsprzecznie wygrała tu SGH. Zajęcia są tu co tydzień (tydzień w tydzień od listopada do stycznia za półtora roku), z wyłączeniem świąt i 6-tygodniowej przerwy na wakacje. Układ jest prosty: piątek 13-17 oraz sobota 9-17. Co tydzień. To bardzo intensywne (ale MBA powinien być intensywny), ale ma to dla mnie taką zaletę, że wpada się w rytm, który nie jest  zakłócony przerwami i wyrwami w kalendarzu co jakiś czas. Nie wyobrażam sobie np. zajęć co kilkanaście dni, które trwają kilka dni. Nie pogodziłbym intensywnej pracy z zajęciami które co kilka tygodni wyrywają mnie na 4-5 dni. Zobacz jak pracujesz, zobacz na rozkład zajęć poszczególnych studiów. Jako, że ewentualnie piszesz się na coś, co trwa dobre ponad-12-miesięcy, to powinnaś znaleźć coś, co maksymalnie będzie odpowiadać Twoim preferencjom kalendarzowym oraz preferencjom Twojej pracy / pracodawcy.

Tyle, tytułem wstępu technicznego, dotyczącego wyboru studiów. O tym, co moim zdaniem daje MBA i co oznacza robienie tych studiów w praktyce – o tym wkrótce. Ewentualne pytania – piszcie, chętnie odpowiem.

Udostępnij:
Page 19 of 52« First...10«18192021»304050...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności