HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Inne
Inne

138. Kokokoko. Yes, we can.

6 czerwca 2012 Michał Zaborek 4 komentarze

HR jest często kojarzony z rozwojem. Rozwój, to nic innego, jak wychodzenie poza strefę komfortu. Robienie więcej, niż wydaje Ci się, że możesz zrobić, robienie rzeczy, które wydawały się niemożliwe. W przypadku Euro 2012 nie zrobiliśmy wszystkiego, ale na pewno więcej, niż udałoby się bez tego turnieju. Z perspektywy historii, nawet dla mnie, gdy mam 34 lata, to Euro w Polsce wydaje się nadal czymś z kart książek sci-fi (tak jak to, że mam bilety na mecz otwarcia, hihi ;)).

Wielu z nas wychowało się we wszechobecnym przekonaniu że się nie da, bo takie były czasy, jeszcze nie tak dawno wbrew pozorom. A jeśli nie czasy, to przekaz dookoła, w domu, w szkole, w mediach. Nie założyłbym się, że jesteśmy narodem z wysoką samooceną – zarówno na poziomie zbiorowości, jak i poszczególnych obywateli.

Pamiętam jak miałem 10 lat i mama wysłała mnie po 20 jajek do sklepu. Stałem 2 razy w długim ogonku, bo sprzedawali maksymalnie po 10 jednej osobie. Teraz wydaje się to nienormalne. Nikt wtedy nie myślał o Euro, nie mieliśmy nawet jednego normalnego stadionu. I wielu, naprawdę wielu innych (normalnych) rzeczy. Nie tylko wtedy, ale też nawet w roku 2000, jeśli ktoś powiedziałby mi, że zorganizujemy Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, to postukałbym się w czoło. To przecież niemożliwe. A jednak. Yes, we can. Dostrzegajmy pozytywy. A jak coś się nam nie podoba, próbujmy to zmienić. Można psioczyć na nasz hymn euro, a można go przerobić na taką perełkę jak poniżej. Enjoy.

p.s.
Jeszcze się nie zaczęło, a ja jestem cholernie dumny z tego że zaraz się zacznie – u nas. To naprawdę niesamowite.

p.s.2

Doskonały terminarz całego turnieju – wszystko w jednym miejscu, na jednym ekranie. Genialne.

Udostępnij:
Inne•Książki

121. Wspomnienia niedzielnego pisarza

20 września 2011 Michał Zaborek 7 komentarzy

W grudniu 2010 roku zakończyłem projekt pod nazwą ?Zespoły po polsku?. Sukces (mierzony wydaniem książki) nie był wcale oczywisty, ani na początku, ani też w trakcie, tym bardziej, że wraz z moimi kolegami-autorami, przygotowaniami i pisaniem zajmowaliśmy się poza godzinami pracy i bieżącym rytmem zadań. Poniżej znajdziesz kilka moich subiektywnych przemyśleń na temat pisania książki, z założeniem realizacji tego zadania, jako niedzielny autor, który na co dzień zajmuje się czym innym. Być może poniższe przemyślenia będą inspiracją, lub poradą dla kogoś, kto rozważa podobny pomysł.

Nie nastawiaj się na zysk. Podobnie jak z pisaniem bloga, pisanie książki jest przede wszystkim inwestycją czasową i niekiedy pieniężną z Twojej strony. Liczba pisarzy (blogów oraz książek), którzy potrafią się utrzymywać z tego zajęcia stanowi nikły promil wszystkich, którzy się za to biorą. To całkiem podobnie jak w korporacjach ? gdzie ten, kto dotarł na szczyt i zarabia kokosy jest przykładem dla innych, którzy do pewnego momentu wierzą, że mogą być to i oni. W odróżnieniu od korporacji, lepiej jeśli nie będziesz myśleć o wydaniu książki, jako o sposobie na dochody. Tantiemy dla autorów bez znanej marki są niewielkie. Zwykle z własnej kieszeni pokrywasz koszty wykresów, rysunków, pierwszej redakcji, czy poszukiwań konkretnych rzeczy w literaturze. Do tego dochodzi zakup książek dla siebie ? egzemplarze autorskie zwykle rozejdą się szybko, a grono Twoich znajomych i bliskich będzie nadal oczekiwało ?egzemplarza z dedykacją i autografem?. Sam kupiłem już ponad 30 sztuk, które potem (z dużą chęcią) rozdałem, zatem przy okazji autor bywa najlepszym klientem dla wydawnictwa.

Reasumując, gdy przełożysz czas spędzony na projekcie książki, ze śmiałością mogę powiedzieć, że to jedna z najmniej opłacalnych finansowo inwestycji jaką możesz zrobić. Tyle, że wcale nie o pieniądze tu chodzi.

Bądź gotowa na motywację negatywną. To takie stereotypowo polskie, ale też pewno ludzkie. Po pierwszym zachwycie otoczenia pod tytułem ?o jak fajnie, piszesz książkę?, w miarę upływu miesięcy zaczynasz reagować nerwowo na pytania o to ?jak idzie?. Jeśli idzie źle, albo czas pisania się wydłuża ? zaczynasz dostrzegać niedwuznaczne uśmiechy przy takim pytaniu. Oczywiście to może być początek paranoi, bo może tych uśmiechów wcale nie było. Ale nie musi, w końcu nie ma to jak poprawić sobie humor niepowodzeniem innych. Odrobinę przerysowuję, ale dla mnie po doświadczeniach z pierwszą książką (patrz poniżej), skutkiem było to, że o pracach nad drugą wiedziało poza znajomymi z pracy kilka osób. Dosłownie kilka, na pewno mniej niż pięć. Uchroniło mnie to od nadmiernej liczby pytań. I uśmiechów ;). A planowany czas pisania od razu pomnóż przez dwa, tak będzie bezpieczniej.

Porażki uczą. Książka ?Zespoły po polsku? była moją drugą. Pierwszą napisałem też zespołowo, pod koniec studiów. Nosiła roboczy (całkiem niezły) tytuł ?Postaw na siebie? i traktowała o przejściu ze świata studiów do świata rynku pracy. Była kiepska i w końcu jej nie wydaliśmy. Po dość mocnym doświadczeniu porażki jesteś narażona na myśli typu ?ja się do tego nie nadaję?, czy ?to nie dla mnie?. Dodaj do tego motywację negatywną otoczenia i jesteś na najlepszej drodze do tego, aby nie próbować ponownie. Tymczasem, znów stereotypowe, podejście amerykańskie w przypadku niepowodzenia wygląda inaczej: jesteś o krok bliżej do momentu, w którym Ci się uda. Porażka uczy. Naprawdę. Mnie nauczyła między innymi tego, jak pracować w zespole nad książką. A przede wszystkim nauczyła jak nie pracować. I po części o tym, poniżej.

W zespole trudniej. Razem pisać jest trudniej, bo całość ma być podpisana przez kilka osób, nie tylko przez Ciebie. Koncepcja i jej końcowy wynik jest zatem wypadkową przemyśleń kilku osób. Konsultacje, a przede wszystkim wzajemne recenzje pracy wymagają dojrzałości i dystansu. Dojrzałości, aby nie połamać sobie wzajemnie chęci do współpracy (i przy okazji siebie) oraz aby krytyka mogła być konstruktywna. Dystansu ? aby móc przyjmować uwagi innych. Warto też umówić się na stopień, do jakiego będziecie wzajemnie ingerować w napisane przez siebie teksty. Zbyt duża ingerencja sprawi, że tekst może być ?przezroczysty?, niekoniecznie wyrazisty i niekoniecznie dobry. Bazując na swoich skromnych doświadczeniach z dwóch projektów książkowych, głosuję na dość dużą swobodę wyrażania siebie i swoich pomysłów.

Istotna jest też wielkość grupy autorów. Zespół IMHO nie powinien być większy niż 3 osoby. Powyżej tej liczby… no cóż, nie podejmę się raczej pracy nad niczym, pierwszą książkę (tą niewydaną), pisaliśmy w piątkę i było nas za dużo. Ale to nie jest wcale jednoznaczne, bo w zespole tkwi też siła.

W zespole łatwiej. Łatwiej, bo możecie się wzajemnie motywować, generować pomysły i szturchać w ramię, gdy jedno z was będzie się ociągało z pracą. Dla mnie praca nad książką składała się głównie z przerw, z których najlepiej wyciągali mnie moi współautorzy. A ja ich. Kilka osób, to też kilka perspektyw, więcej pomysłów i doświadczeń. W przypadku książki takiej jak „Zespoły po polsku”, która w znacznej części opiera się na konkretnych przykładach biznesowych, doświadczenia, znajomość firm i ludzi procentuje dwukrotnie. Pisanie w kilka osób, to też doświadczenie społeczne, socjalne i nomen-omen, zespołowe. Większa radość. Oczywiście pod warunkiem, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Największą wartość dostajesz dla siebie. Najlepszym sposobem nauczenia się czegoś jest podobno próba nauczenia tego innych. Analogicznie jest z książką. Największym beneficjentem możesz być Ty. To przede wszystkim samorozwój, zgłębienie tematu, poznanie nowych ludzi, przekonanie siebie, że potrafisz, że to tak naprawdę nic wielkiego.

Najwięcej pracy jest na finiszu. Paradoksalnie, gdy zakończysz pisanie tekstu, droga do mety projektu jest jeszcze daleka. W naszym przypadku, dokonywaliśmy dwóch korekt redakcyjnych ? pierwszej zleconej przez nas, potem drugiej, którą zrealizowało wydawnictwo. Zwykle samych zmian gramatycznych i językowych jest bardzo dużo. Ja sam, co najmniej cztery razy czytałem całość tekstu w odstępie kilkunastu dni. Niezwykle ważne jest ostatnie czytanie ? przed oddaniem książki do druku. Mimo iż tekst widziało wcześniej już wielu… nadal odnalazłem kilkanaście drobnych błędów do poprawki. Ilość czasu poświęcona na domykanie książki przed jej drukiem jest nadspodziewanie długa.

Plusów jest więcej. Z perspektywy prawie roku, widzę znacznie więcej plusów realizacji tego pomysłu, niż minusów. Część z nich jest nieoczywista, przynajmniej dla mnie była niespodziankami. To między innymi tak ciekawe zjawiska jak: satysfakcja z recenzji znalezionych w sieci (np. takich), możliwość zrobienia prezentu-niespodzianki dla bliższych i dalszych znajomych (dla tych, którzy się otwarcie nie domagają swojego egzemplarza ;)), zaproszenia na wystąpienie z mniej i bardziej spodziewanych miejsc. No i dodatkowo, mina na twarzy tych, którym zrobisz dedykację na pierwszej stronie (taką twardą, drukowaną) ? bezcenne.

Mądra rada na koniec. Jako zatwardziały przeciwnik poradników napisałem chyba post będący poradnikiem. Ha, bywa. Idąc za ciosem, jeśli miałbym dać jedną wskazówkę dotyczącą pisania książki… oto ona: przeczytaj książkę Stephena Kinga ?Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika?. To fascynująco napisana historia o tym, jak możesz pomóc sam sobie, w tym trudnym, ale jednocześnie niezwykle interesującym zadaniu.

Powyższe akapity nie wyczerpują oczywiście zagadnienia pisania książki. Jeśli masz jakieś pytania ? pisz w komentarzach.

Udostępnij:
Inne•Marketing•Prezentacje

117. Czego możesz nauczyć się od Steve’a Jobsa

1 sierpnia 2011 Michał Zaborek 4 komentarze

Tutaj możesz przeczytać obszerny i bardzo-strawnie podzielony artykuł na temat lekcji biznesowych, jakie można czerpać od najbardziej-podziwianego-CEO-na-świecie z najbardziej-podziwianej-firmy-na-świecie. Czyli od Steve?a Jobsa z Apple.

Wybrane ciekawostki na temat tego jak działa Jobs i jego firma:

  • Apple wychodzi z założenia: ?Nie pytaj ludzi (klientów) co jest im potrzebne. I tak nie wiedzą.?
  • Umieść najważniejsze elementy biura w centrum, aby ludzie mogli spotykać się jak najczęściej. Zaprojektuj miejsce pracy w taki sposób, by wspomagało przypadkowe spotkania i interakcje. W siedzibie Apple Jobs przeniósł do centralnego punktu traye (skrzynki na dokumenty i pocztę) oraz pokoje spotkań i kantynę, tak aby pracownicy spotykali się i ?wpadali na siebie? jak najczęściej. Biuro ma znaczenie; z jednej strony, co raz więcej firm zaczyna to dostrzegać, z drugiej? sami wiecie jak jest. Wystarczy rozejrzeć się dokoła.
  • Jeśli produkt nie jest piękny ? nie twórz go.
  • Jobs sam odpowiada na część maili od klientów. Pokazując tym samym jak ważne są wartości w praktyce. Nie w mowie i piśmie, bo zmiany nie dokonuje się mailem od prezesa, ale działaniem i przykładem.
  • Jak sam wskazuje szef Apple, innowacja nie ma nic wspólnego z budżetem działu R&D, a jest raczej pochodną kultury firmy i tego jakich masz ludzi i jakim jesteś przywódcą. W chwili gdy Apple stworzyło pierwszego Maca, IBM wydawał co najmniej 100 razy tyle na ?badania i rozwój?.
  • Dobry jest fragment mówiący o tym, że po powrocie do firmy, w roku 1997, Jobs dokonał głębokich cięć w zatrudnieniu, zostawiając tylko niezbędnych ludzi. Jak głosi legenda ? jeśli spotkasz szefa Applea na korytarzu, bądź gotowy na odpowiedź ?Co konkretnie robisz w tej firmie??

Jednym z elementów sukcesu marketingowego Apple jest sposób prezentacji produktów i umiejętności prezentacyjne samego Jobsa. Trzy kluczowe wskazówki: przygotuj główne przesłanie nie dłuższe niż długość jednego Twitt’a (140 znaków); stwórz prezentację składającą się głównie ze zdjęć i gdzieniegdzie ze słów oraz trzymaj się ?reguły trzech?. Trzy kluczowe rzeczy, trzy przymiotniki, trzy główne przesłania. Nie więcej. Tak lepiej zapamiętujemy.

Absolutnie najlepsza lekcja, płynie z fragmentu napisanego przez przedsiębiorcę i pisarza, Guy?a Kawasaki. To trzy (a jakże) punkty, które na pierwszy rzut oka są anty-wskazówkami:

  1. Korelacja nie rodzi automatycznych skutków. Pisząc po ludzku: naśladowanie stylu bycia Jobsa (choćby jego maksymalnie nieformalnego wyglądu i zachowania) nie przełoży się na efekty biznesowe.  To, co widać na zewnątrz nie jest źródłem przewagi.
  2. Idąc dalej tym tropem: to, co firma robi po tym, gdy osiągnie sukces nie jest zwykle przyczyną tego sukcesu. Zatem naśladowanie Apple z poziomu tego, co widać z pozycji widza, klienta, fana, czytelnika artykułów o sukcesie tej firmy ? nie uczyni z Ciebie drugiego Jobsa a z Twojej firmy Apple 2 ;)
  3. Elementy układanki, które działają u Jobsa i w Apple nie będą prawdopodobnie działać dla Ciebie i Twojej organizacji. Nie da się skopiować. Można próbować tak robić, ale to nie będzie działało. Kultury nie da się przenieść ot tak. Można ją zmieniać, ale jest to bardzo powolny proces. Najlepiej, zamiast kopiowania, iść swoją drogą, tak jak np. Disney, a inspiracji szukać u innych, selektywnie i wybiórczo.

Cały wspominany tu artykuł The Steve Jobs  MBA jest też dobrą historią firmy i przykładem sukcesu wizji i uporu niezwykłego człowieka, który mimo mega-sukcesów i potężnych problemów ze zdrowiem, jest wciąż głodny rozwoju i nowych pomysłów. Oraz działania.

Jak mówi Steve Jobs, na zakończenie świetnego wystąpienia dla absolwentów uczelni Stanford w 2005 roku: Stay hungry. Stay foolish. Przemowę do studentów Stanforda możesz obejrzeć poniżej (zaczyna się po 7 minucie filmu). Jest o czymś innym niż powyższe wskazówki i ciekawostki, polecam ją zwłaszcza jeśli jesteś na rozdrożu kariery, albo zastanawiasz się, czy to, co robisz ma sens. Wystąpienie przed studentami jest również kolejnym przykładem doskonałych umiejętności opowiadania historii przez Jobsa. Enjoy.

 

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Inne

95. Coś na czas wolniejszy

31 grudnia 2010 Michał Zaborek 2 komentarze

Po pierwsze: wywiad na temat sukcesu i rozwoju osobistego z Miłoszem Brzezińskim, trenerem i coachem. Dobra i długa rozmowa z Dużego Formatu GW.

Po drugie, wywiad z Timem Ferrisem, autorem opisywanej tu jakiś czas temu książki o tym jak pracować mniej i mieć więcej. Tim napisał kontynuację, pod wszystko mówiącym tytułem: „The 4-Hour Body: An Uncommon Guide to Rapid Fat-Loss, Incredible Sex, and Becoming Superhuman„. Polecam zwłaszcza komentarze pod artykułem.

I wreszcie po trzecie, dla fanów i przeciwników postanowień noworocznych. Bardzo interesujący filmik o tym, jak mogą wyglądać postanowienia, które mają szanse na realizację. Gorąco polecam – film i zawarty w nim proces. Sam przeszedłem – zajęło mi to 15 minut i dało sporo satysfakcji. Do Siego Roku 2011!

Udostępnij:
HR•Inne

90. Samolot, hotel i spełnianie obietnic

21 listopada 2010 Michał Zaborek 2 komentarze

To będzie post o HR. Naprawdę.

Przyleciałem do Birmingham. Wczoraj. To dość nagły wyjazd związany z testowaniem nowego produktu szkoleniowego. Zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżam, sprawdzam co dzieje się na miejscu, z naciskiem na wydarzenia sportowe. Tym razem okazało się, że mogę przyjechać 2 dni wcześniej i dzięki temu obejrzeć mecz Birmingham FC z Chelsea. Doskonale.

Zatem przelot przez Amsterdam i jestem na miejscu. Teoretycznie. Przy logowaniu się do samolotu w Warszawie okazuje się że lotnisko w Birmigham zamknięte. Rozbił się prywatny samolot. Lot z Amsterdamu odwołany.  Przebukują mnie na 15.20. Jest tylko jeden problem. Mam bilet na mecz o 16…

Druga i trzecia próba przekonania pana z obsługi okazuje się skuteczna ? znajdujemy inne rozwiązanie ? lecę do Bristolu i stamtąd jakoś się dostanę do Birmingham. Czasu wystarczy, bo w Bristolu wyląduję ok. 10.30 czasu lokalnego ? sporo przestrzeni do 15.

Wylądowałem, bagaż też o dziwo jest (ostatnio przez Amsterdam zgubili). Pytam o autobus, którym chcę się dostać do miejsca docelowego. Niespodzianka. KLM, którym leciałem podstawił dla pasażerów takich jak ja taksówki. Wow. Zatem jadę do celu swojej podróży taksówką, mimo iż czekam na dodatkowych 2 pasażerów 30 minut, to i tak jestem cały w skowronkach. Przejazd oczywiście na koszt KLM.

Przy okazji tak długiej i dłuższej niż zakładałem podróży udaje mi się przeczytać kilka zaległych artykułów, materiałów i umieścić w skrzynce nadawczej 27 maili. W odbiorczej mam 15 i daje mi to niezwykłą satysfakcję. Mam małą obsesję na punkcie ilości maili w odbiorczej. Jeśli nie mieszczą się na jednej stronie ekranu (ok. 27-30 wiadomości), to mam poczucie że moje projekty wymykają mi się z rąk. Przeczytałem też całą masę zaległych wpisów na blogach ? między innymi jeden Bena Casnochy o tym, czego żałują ludzie na łożu śmierci. Niezły. Drugim najczęściej podnoszonym tematem jest ?I wish I didn?t work so hard?. Biorąc pod uwagę że całą drogę pracowałem, trochę mi on nie pasuje na koniec podróży. No ale trudno, na szczęście z pozostałymi 4 punktami nie jest tak źle.

Jestem w hotelu Ibis Bordesley, który mieści się nieopodal stadionu. Wyobraźcie sobie najgorszą obsługę klienta w hotelu, jaką kiedykolwiek dostaliście.  To nic w porównaniu z sytuacją, którą zastałem. Przez 15 minut nie mogłem się zalogować do hotelu (check-in), bo recepcja połączona była z barem, w którym było chyba ze 100 fanów lokalnej drużyny, którzy bez przerwy zamawiali piwo. 4 osoby obsługujące recepcję nie były zainteresowane klientami, którzy chcieli się dostać do swoich pokoi (ja i 2 Anglików). Odpowiedzi, które dostawaliśmy na nasze prośby były między innymi takie:

  • Zaraz podejdę
  • Wracam za 2 minuty
  • Ja teraz nie pracuję na recepcji
  • Ja pracuję w barze, nie mogę was zalogować

Na początku się śmialiśmy. Potem niedowierzaliśmy. A potem, po kilku prośbach, wszedłem za bar i chyba w moich oczach było pragnienie mordu, bo w końcu się udało ściągnąć jedną osobę, która zarejestrowała mój pobyt. Wrażenie lepsze, niż podczas podróży PKP.

Oglądając mecz zanotowałem w głowie najważniejsze różnice pomiędzy Premiership (liga angielska) a Ekstraklasą (liga polska). Oto one. W Premiership:

  1. nikt nie sprawdza co wnosisz na stadion, nie ma obmacywania przy wejściu – mogłem wnieść na stadion 5 kg granatów
  2. nie ma palenia papierosów
  3. brak jest zorganizowanego dopingu ? wielka strata
  4. jest mniejsze boisko i znacznie większe tempo gry – gra przypomina bardziej hokeja, niż to co znamy z naszych boisk
  5. stadiony wcale nie są o niebo lepsze (poza kilkoma, ten w Birmingham jest np. gorszy do oglądania widowiska, niż stadion w Kielcach)

Podstawowe podobieństwa:

  1. Sędzia ****
  2. Dookoła wrzeszczący w niebogłosy kibice

Po meczu jadłem w tym samym (prawie pustym) lokalu kolację. Zaserwował mi ją Polak tam pracujący, przyjemnie ze mną rozmawiając przy zamawianiu. Dowiedziałem się, które dania najlepiej zamówić, które z menu są świeże, a nie przywiezione w plastikowych pudełkach (3 pozycje na ok. 20). Dostałem ekstra warzywa i porcję bekonu do wybranego mega-hamburgera (nie jadłem nic od samego rana). Jakość obsługi ? rewelacyjna.

Mam z tego dnia trzy refleksje:

  1. Warto próbować znaleźć rozwiązanie, które nie jest pierwsze i które niekoniecznie jest najłatwiejsze dla osoby dla której efekt nie ma znaczenia (wcześniejszy lot, za to gdzie indziej)
  2. Brawa dla KLM ? standardowe w sumie zachowanie linii lotniczych, które nie jest wcześniej komunikowane, może okazać się dużą niespodzianką i przynieść wiele radości.
  3. Liczy się powtarzalność i spełnianie kreowanych obietnic. Co z tego, jeśli na całokształt odbioru obsługi mocno wpływa pierwsza, absurdalna sytuacja, gdy nie można wejść do hotelu? W obsłudze klienta, ale też w jakości świadczonych usług chodzi przede wszystkim o powtarzalność i spełnianie oczekiwań. Jeśli idę do z wizytą do urzędu (np. do ZUS) ? i muszę czekać, nie jestem zaskoczony. Jeśli wchodzę do hotelu Ibis ? i zostaję potraktowany niezgodnie ze swoimi oczekiwaniami (budowanymi przez markę hotelu, jego reklamy, przekazy marketingowe, etc.) ? to  kiepsko. Kto odpowiada w firmie za stworzenie obietnicy marki, która jest potem dostarczana klientom? Na pewno jednym z ważnych graczy jest HR i ich programy, zasady, działania, które mają skutek. Albo go nie mają. A zawsze – na końcu tworzą kulturę organizacyjną. Mówiłem że będzie o HR? I jest. ;)

p.s.

Chelsea przegrała 1-0. Co z tego, jeśli Arsenal któremu kibicuje nie wykorzystał szansy i stracił 3 punkty z Tottenhamem…

Udostępnij:
Page 5 of 7« First...«4567»

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności