HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Archive
Ciekawe miejsca•Kariera

145. Ben Casnocha i Cal Newport

13 listopada 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

Ben Casnocha napisał dwie świetne książki, które opisywałem na blogu: My Start-up Life oraz The Start-up of you. Poza książkami jest autorem doskonałego bloga, którego dodaję do linków. Ben pisze dość rzadko (choć akurat w ostatnich dwóch miesiącach częściej), za to konkretnie, na temat, dzieląc się tym co ciekawego znalazł, co interesującego robi, mieszając to ze swoimi przemyśleniami. Adres strony: http://casnocha.com/blog. Przykład dobrego postu: podejmowanie się rzeczy, co do których prawdopodobnie poniesiesz porażkę. I rezultat opisywanego tam wyzwania – dwutygodniowej sesji medytacji. Naprawdę ciekawe, opisywane kursy medytacji dostępne są też w Polsce.

Właśnie za sprawą bloga Bena trafiłem na stronę Cala Newporta, pracownika naukowego uniwersytetu Georgetown. Newport jest autorem kilku książek na temat efektywnego studiowania oraz autorem bloga Study Hacks. Blog jest znakomity. Pierwotnie poświęcony był efektywnym strategiom nauki i szeroko rozumianego „bycia studentem” w USA. Z czasem przekształcił się w rozważania na temat pracy i efektywności człowieka.

Wiem, blogów o efektywności w pracy jest na pęczki. I wszystkie kręcą się wokół tych samych porad, multiplikowanych i kopiowanych na dziesiątki sposobów: pokochaj to, co robisz, rób sobie przerwy, najważniejszą rzecz zrób rano, jedz dużo owoców… Jednak Study Hacks wybija się tu in plus o kilka poziomów. Świetny język, niebanalne i oryginalne przemyślenia. Oraz nietuzinkowe pomysły na to co można zrobić z własną pracą i efektywnością. Sam autor pisze o sobie tak:

„I’m a 30-year-old computer scientist interested in why some people lead successful, enjoyable, meaningful lives, while so many others do not. Being a geek, I’m not satisfied with simplistic slogans (e.g., „follow your passion!”) or conventional wisdom (e.g., student success requires stress). Instead, I dive deeper, looking to decode underlying patterns of success, in all their nuanced glory.”

Chodzi zatem o poszukiwanie odpowiedzi na to dlaczego niektórym się udaje żyć bardziej pełne życie, niż innym. Bez zadowalania się potocznymi bzdurnymi niekiedy sloganami, typu „podążaj za swoją pasją”. I raczej bez ocen, bo daleki jestem od podążania za myśleniem, że robienie 10 rzeczy jednocześnie dobrze jest lepsze od siedzenia pod blokiem z piwem. Niech każdy robi to, co chce o ile jest mu (i innym wokół) z tym dobrze.

Wracając do Study Hacks – najbardziej popularne posty znajdziesz tutaj: http://calnewport.com/blog/about/

Przykład czegoś interesującego? Plan.txt jako sposób na ogarnięcie rzeczywistości. O co chodzi? O stworzenie sobie na pulpicie komputera planu na najbliższy tydzień w prostym, krótkim pliku tekstowym, bez sztywnych reguł co do zasad planowania. Plan.txt. Post poza samym pomysłem, jest egzemplifikacją wyżej wymienionych zalet. Zaczyna się od porównania przyjemnej i zabawnej części produktywności (kupno kalendarza, zrobienie planu, ustawienia aplikacji wspomagających odhaczanie zadań, etc) z tą mniej ciekawą częścią. A tą mniej ciekawą rzeczą jest… po prostu robienie tego, co sobie zaplanujemy. W zalewie przeszkadzaczy, w wieku dekoncentracji, wypisanie sobie w poniedziałek rano tego, co chcesz zrobić najważniejszego w tym tygodniu może być zaskakująco skuteczne. W końcu, kto z nas nie ma zadań, które wiszą nam nad głową, mimo iż tygodnie sobie powoli mijają…

Aktualnie Newport wydał nową książkę, pt. So good that they can’t ignore you. Na blogu Bena Casnochy możesz znaleźć główne tezy książki – dość odległe od tego, co oferują standardowe poradniki na temat kariery i samorozwoju. Świeże i ciekawe.

 

Ben Casnocha napisał dwie świetne książki, które opisywałem na blogu: My Start-up Life oraz The Start-up of you. Poza książkami jest autorem doskonałego bloga, którego dodaję do linków. Ben pisze dość rzadko (choć akurat w ostatnich dwóch miesiącach częściej), za to konkretnie, na temat, dzieląc się tym co ciekawego znalazł, co interesującego robi, mieszając to ze swoimi przemyśleniami. Adres strony: http://casnocha.com/blog. Przykład dobrego postu – podejmowanie się rzeczy, co do których prawdopodobnie poniesiesz porażkę. I rezultat opisywanego wyzwania – dwutygodniowej sesji medytacji. Naprawdę ciekawe, opisywane kursy medytacji dostępne są też w Polsce.

 

Bloga Bena mocno polecam. Właśnie za jego sprawą trafiłem na stronę Cala Newporta, pracownika naukowego uniwersytetu Georgetown. Newport jest autorem kilku książek na temat efektywnego studiowania oraz autorem bloga Study Hacks. Blog jest znakomity. Pierwotnie poświęcony był efektywnym strategiom nauki i szeroko rozumianego „bycia studentem” w USA. Z czasem przekształcił się w rozważania na temat pracy i efektywności człowieka.

 

Wiem, blogów o efektywności w pracy jest na pęczki. I wszystkie kręcą się wokół tych samych porad, multiplikowanych i kopiowanych na dziesiątki sposobów: pokochaj to, co robisz, rób sobie przerwy, najważniejszą rzecz zrób rano, jedz dużo owoców… Jednak Study Hacks wybija się tu in plus o kilka poziomów. Świetny język, niebanalne i oryginalne przemyślenia. Oraz nietuzinkowe pomysły na to co można zrobić aby było inaczej / lepiej. Sam autor pisze o sobie tak:

„I’m a 30-year-old computer scientist interested in why some people lead successful, enjoyable, meaningful lives, while so many others do not. Being a geek, I’m not satisfied with simplistic slogans (e.g., „follow your passion!”) or conventional wisdom (e.g., student success requires stress). Instead, I dive deeper, looking to decode underlying patterns of success, in all their nuanced glory.”

Chodzi zatem o poszukiwanie odpowiedzi na to dlaczego niektórym się udaje żyć bardziej pełne życie, niż innym. Bez zadowalania się potocznymi bzdurnymi niekiedy sloganami, typu „podążaj za swoją pasją”. I raczej bez ocen, bo daleki jestem od podążania za myśleniem, że robienie 10 rzeczy jednocześnie dobrze jest lepsze od siedzenia pod blokiem z piwem. Niech każdy robi co chce o mu (i innym wokół) z tym dobrze.

 

Wracając do Study Hacks – najbardziej popularne posty znajdziesz tutaj: http://calnewport.com/blog/about/

 

Przykład czegoś interesującego? Plan.txt jako sposób na ogarnięcie rzeczywistości. O co chodzi? O cykliczne tworzenie sobie na pulpicie komputera planu na najbliższy tydzien w prostym, krótkim pliku tekstowym, bez sztywnych reguł co do zasad planowania. Plan.txt. Post poza samym pomysłem jest egzemplifikacją wyżej wymienionych zalet. Zaczyna się od porównania przyjemnej i zabawnej części produktywności (kupno kalendarza, zrobienie planu, ustawienia aplikacji wspomagających odhaczanie zadan, etc) z tą mniej ciekawą częścią. A jest nią… po prostu robienie rzeczy. W zalewie przeszkadzaczy, wieku dekoncentracji, wypisanie sobie w poniedziałek rano tego, co chcesz zrobić najważniejszego w tym tygodniu może być zaskakująco skuteczne. W koncu, kto z nas nie ma zadan, ktore wiszą nam nad głową, mimo iż tygodnie sobie powoli mijają…

 

Aktualnie Newport wydał nową książkę, pt. „So good that they can’t ignore you”. Tutaj możesz znaleźć główne tezy – dość odległe od tego, co oferują standardowe poradniki na temat kariery i samorozwoju. Świeże i ciekawe.

 

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Inne

144. Ironman2 – addendum

5 listopada 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

W temacie poprzedniego wpisu – doskonały wywiad z Marcinem Koniecznym o starcie w MŚ w Ironmanie na Hawajach w październiku 2012. Dużo szczegółów startowych, zdjęć. Bardzo dobra rozmowa. Polecam gorąco.

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Inne

143. Ironman 2

24 października 2012 Michał Zaborek 2 komentarze

Tym razem będzie o efektywności osobistej, stawianiu i realizowaniu celów. Zapraszam do przeczytania wywiadu z Marcinem Koniecznym, moim przyjacielem, Ironmanem. Marcin wystąpił ponad tydzień temu na Mistrzostwach Świata w triathlonie, w Kona na Hawajach. (Więcej tutaj: http://ironman.com). W swojej kategorii wiekowej (40-45 lat), zajął bardzo dobre, 19 miejsce.

 

Michał: Co zmieniło się od naszej rozmowy z września 2009? Wspominałeś wtedy o Hawajach, jako o marzeniu, tymczasem teraz masz ten start już za sobą.

Marcin Konieczny: Zakończył się pewien etap w moim sportowym życiu. Etap, który jest bardzo ważny, niedostępny dla wszystkich, odrobinę ekskluzywny. Po pierwsze ze względu na fundusze potrzebne do wystartowania w Kona. Po drugie, pokazujący, że trzeba mieć odrobinę talentu – wielu moich kolegów jest świadomych, że nie mają szans na kwalifikacje do Mistrzostw Świata. Po trzecie, jest związany z przełomem, który nazywa się osiągnięciem wieku dojrzałego, czyli 40 lat. Nie chcę wchodzić w dyskusje czy to mało czy dużo – dla mnie a w sam raz… ;) W każdym razie połączenie tych elementów fajnie się zgrywa. Od początku swojej triathlonowej przygody czułem, że mi się to uda. Stąd celem jest mistrzostwo świata a uczestnictwo w MŚ jest tylko etapem na drodze do tego celu.

Czy przygotowujesz się teraz inaczej? Co się zmieniło?

Jeśli chodzi o generalne podejście do treningu, to zmieniło się bardzo wiele. Przede wszystkim pojawił się trener, który dba o moje przygotowania. Pewnie sam bym przygotował się równie skutecznie (w końcu aktualna życiówka w Ironmanie jest sprzed okresu trenerskiego), ale za to nie muszę marnować czasu na myślenie o tym, co powinienem robić w następującym tygodniu. Nie martwię się już tym więcej, tylko realizuję plan przygotowany przez osobę, którą znam, której ufam, z którą mam świetne doświadczenia współpracy. Koncentruję się więc na trenowaniu. Tym bardziej, że jeśli chodzi o ilość czasu netto spędzanego na treningach, to jest ona zatrważająca. W okresie BPS (bezpośrednie przygotowanie startowe) jest to 25-30 godzin tygodniowo. Doliczając do tego pracę szkoleniową, tzw. „relacje rodzinne?, to trzeba dobrze to wszystko organizować. Dodatkowo pojawia się jednostka nietreningowa, ale bez niej nie byłoby ani trenowania ani wyników – regeneracja. Na szczęście może odbywać się ona równolegle do życia rodzinnego. Twierdzę, że rok 2012, dla mnie rok bez kontuzji, nie miałby miejsca bez tego elementu treningu. Podsumowując ? teraz wygląda to wszystko trochę bardziej profesjonalnie.

W jaki sposób dostać się na Mistrzostwa Świata? Jak Tobie to się udało?

Sposoby generalnie są dwa. Pierwszy to kwalifikacja sportowa ? czyli jedziesz na oficjalne zawody Ironman i awansujesz, jeśli uzyskujesz odpowiedni wynik. W mojej kategorii wiekowej w zawodach, w których startowałem było 15 wolnych miejsc dających awans ? za pierwsze 15 pozycji. Oczywiście czasami zdarza się, że osoba przed tobą nie odbierze swojego miejsca, więc nawet będąc 20 masz szansę pojechać. Ja miałem taką szanse po IM Klagenfurt w 2010, gdzie wolnych slotów było 7 a ja byłem 11-ty. Wiedziałem, że nie wszyscy przede mną będą chcieli jechać, ale mnie taka kwalifikacja nie interesowała. Jak jechać na MŚ to zasłużenie, a nie dlatego, ze ktoś inny rezygnuje. Drugi sposób, to wierność marce ? jeśli wystartujesz w 10 zawodach Ironman, to za wytrwałość dostajesz slota na Hawaje w roku, w którym jest twój dziesiąty IM. Poza tymi podstawowymi są jeszcze dwie możliwości, ale one już nic z bezpośrednią rywalizacją nie mają wspólnego. Można zostać wylosowanym, czyli składasz aplikację (tak, jak po zieloną kartę) i jeśli cię wylosują, to jedziesz. Ostatni to tzw. Corporate slots. Czyli płacisz grubą kasę za możliwość występu i nikogo nie interesuje czy trenujesz czy nie ? płacisz i jedziesz.

Co Cię zaskoczyło w Kona? Jakie to są zawody?

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że legenda tych zawodów ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Miejsce, poziom trudności, atmosfera, poziom rywalizacji – to elementy, które powodują, że to jest mekka triathlonu. Zaskakuje też wszechobecność tych zawodów. Widzisz to już lecąc na Hawaje, spotykając w samolocie innych zawodników, którzy są ubrani np. w stroje sportowe, koszulki startowe. Na miejscu logo Ironman jest wszechobecne. Sklepy, restauracje, imprezy, stoiska z pamiątkami, zniżki dla startujących ? wszystko ologowane. Mimo ogromu imprezy i ilości w niej startujących zawodników, wszystko jest profesjonalnie przygotowane. Ja, jako zawodnik, nie doświadczyłem czekania na cokolwiek. Wszystko było na czas, na miejsce, bez czekania i frustracji. Mimo iż brałem już wcześniej udział w oficjalnych zawodach Ironman, to na Hawajach zaskakuje TŁUM. Tłum zawodników, tłum kibiców, tłum wystawców. I to wszystko na małej powierzchni ? mniej więcej ? Ursynowa, a właściwie nawet trzech przecznic ulicy KEN. ;)

Świetną rzeczą jest też parada narodów, coś a?la przemarsz ekip na olimpiadzie. Z Polski w tym roku było 6 zawodników.

Zająłeś 19 miejsce na świecie w swojej kategorii. Dla mnie brzmi to kosmicznie ? również biorąc pod uwagę, że pracujesz na pełen etat, prowadzisz szkolenia, sporo jeździsz po Polsce. Jak oceniasz ten wynik?

Im dalej jestem od tych zawodów, tym bardziej uznaję ten wynik za słaby. Słyszę wprawdzie, ze wszystkich stron, że wśród milionów osób, które mogłyby stanąć 13.10 do zawodów jest tylko 18, z którymi przegrałem, ale patrząc na to z perspektywy liczb rzeczywistych, to zarówno miejsce jak i czas są słabe. I nie jest to bynajmniej krygowanie się. Przed zawodami chciałem być w pierwszej dwudziestce. I w tym znaczeniu cel jest osiągnięty. Tylko czy nie był zbyt mało ambitny? Jednocześnie wiem, że tego dnia, przy tej formie nie dałbym rady nic więcej. To co się działo szczególnie na trasie biegowej ? skurcze, duży odcisk na stopie – powoduje, że ukończenie ich uznaję za swój osobisty sukces. Nie podejrzewałem siebie o taką wytrwałość i ilość ambicji w organizmie. Jednak jeszcze raz – moja ambicją jest być najlepszym – w kontekście tego celu 19 miejsce to kiepski rezultat. Praca na etat, szkolenia – to tylko wymówki, którymi, jeśli zacznę się posługiwać (chociaż trzeba to docenić – bo czasami jest ciężko), to w tym momencie powinienem przestać trenować. Jasną sprawą jest dla mnie, że jest już bardzo mało zawodów, gdzie będę wygrywał (stawał na pudle) w kategorii open. Dlatego ekscytuje mnie rywalizacja w grupach wiekowych. Ale wszyscy gdzieś pracujemy, każdy ma na głowie rodzinę i każdy, kto startuje żeby wygrywać wykonuje taką samą robotę. A startowanie dla ukończenia – to nie dla mnie.

O czym myślałeś na mecie, a jak o całym starcie myślisz dzisiaj, po kilku dniach?

Na mecie trudno się nie wkręcić w tę euforię, która rozpoczyna się juz na kilka dni przed startem. Euforię o tyle fajną, że pomieszaną ze strachem. Byłem naprawdę przerażony na 3 dni przed rozpoczęciem zawodów. Presja, jaką podświadomie sam na sobie wywierasz, bardzo trudne warunki pogodowe, podświadoma rywalizacja, a nawet samo przyglądanie się i porównywanie do innych zawodników (chudzi, lepszy sprzęt, bardziej przygotowani etc.) powodują, że ostatnie metry, to tak jakby ktoś otworzył w środku butelkę z szampanem. A zatem, przebiegając linię mety krzyczysz ? ukończyłem! Miałem kryzysy, miałem schodzić z trasy, ale nie dałem się i ukończyłem. Jestem świetny. Dopiero jak opada ci euforia, patrzysz na to z perspektywy i myślisz to co napisałem powyżej. Analizuję co mogłem zrobić lepiej, gdzie mocniej przycisnąć, jak inaczej się przygotować. Zawsze coś można zrobić lepiej.

Czy gdy pierwszy raz pomyślałeś ?wystartuję w zawodach Ironman?, to przeszło Ci przez myśl, żeby dojść do poziomu Mistrzostw Świata?

Pewnie jak pierwszy raz startowałem w triathlonie, to nie miałem pojęcia, ze coś takiego jak Kona istnieje. Ale potem, gdy tylko naczytałem się o MŚ, to raczej o tym marzyłem, a nie stawiałem sobie tego za cel. Teraz, patrząc na to z perspektywy tych kilku miesięcy, (już po nieudanych kwalifikacjach w Walii, gdzie miałem defekt roweru – złapałem gumę, a nie miałem zapasu, wiedziałem, że awans to tylko kwestia czasu). Wiem, że poziom MŚ to wypadkowa kilku rzeczy: celu, determinacji, dużej ilości pracy i konsekwencji oraz odrobiny talentu. To od strony zawodnika. Jeśli chodzi zaś o otoczenie, to dochodzi do tego tolerancja i wsparcie rodziny oraz sprzyjająca praca. Jeśli są spełnione te czynniki, to wiele osób może taki cel osiągnąć.

Co dalej? Jakie plany?

Teraz do końca października kompletny luz. I to pełny. Nie oznacza to braku treningów, bo trzeba wyhamowywać rozsądnie. Organizm przygotowany do wysiłku musi wygaszać się stopniowo, tak więc luźne treningi (3-4 w tygodniu). Tydzień po starcie, to wielkie żarcie. Wszystko, czego sobie odmawiałem przez cały rok, pochłaniam teraz w ilościach hurtowych. Od 1 listopada zaczynam dietę oczyszczającą, a od grudnia stopniowo będę się wdrażał w trening przygotowujący do sezonu 2013. Ten z kolei chciałbym poświęcić na życiówkę w maratonie oraz (chociaż muszę to jeszcze omówić z trenerem) start w Borównie na długim dystansie (taka powtórka z rozrywki z roku 2008).

Kiedy wracasz na Hawaje?

Wracam w 45 roku życia. Wtedy będę najmłodszym rocznikiem grupy wiekowej 45-49. A potem wracam 2022. Wtedy mam zamiar walczyć o złoty medal w swojej kategorii wiekowej.

Dzięki za rozmowę.

Dzięki

Udostępnij:
Inne

142. Obsługa klienta i dobre pytania na randkę

25 września 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

Nie znam się na obsłudze klienta. Tzn. wiem kiedy jestem dobrze obsługiwany, ale nie jestem ekspertem w tym temacie. Z obsługą klienta jest trochę tak, jak z dobrym przyjęciem, albo randką. Teoretycznie jesteś w stanie wymienić wszystkie niezbędne składniki, ale ich występowanie nie gwarantuje jeszcze, że będzie świetnie. Czasem jest niby wszystko, ale? czegoś jednak brak. Tak, jak przysłowiowej atmosfery, podczas imprezy na Księżycu.

Dwa dni temu naszło mnie na sushi, gdy przechodziłem obok, a w lokalu było akurat wolne miejsce. Kupiłem zatem tygodnik, aby przeczytać o rewolucji seksualnej 2.0 i nieco ledwo żywy po całym dniu, usiadłem. I czekałem. Tzn. czytałem. Ale nie o randkach (czyli byłem naprawdę zmęczony) ? bo zanim znalazłem ten artykuł, to przeczytałem ciekawy, choć mocno ogólny tekst o Zarze, która ma się świetnie, rozwija się i rośnie. Zara w obliczu kryzysu postawiła na prostsze modele ubrań, obniżkę cen oraz na doskonałą obsługę klienta w swoich ponad 6 000 sklepach. Celem jest to, aby każdy, kto wchodzi do sklepu, wyszedł z jakimś zakupem i poczuciem dobrej obsługi. Przeczytałem cały artykuł. Przyszło wreszcie menu – przy kolejnym przejściu kelnerki obok mojego stolika udało mi się nawiązać kontakt wzrokowy i dać znać, że czegoś potrzebuję.

Poziom reakcji definiowany jest zwykle przez poziom oczekiwań. Jeśli czekasz w ZUSie, albo przychodni państwowej służby zdrowia, to prawdopodobnie nie jesteś bardzo zdziwiony tym faktem i nie podnosi Ci się (przynajmniej na początku) za bardzo ciśnienie. Jeśli jednak czekasz 5 minut np. na stacji benzynowej, czy poczcie, to już nie musi być tak spokojnie. To, jak reagujemy na sytuację jest wprost pochodną naszych oczekiwań z jakimi do niej podchodzimy ? często nawet nieświadomie.

Po tym jak dostałem menu i dokonałem zamówienia (kolejne 10 minut w oczekiwaniu na kolejną wizytę kelnerki), usłyszałem jak pan przy stoliku obok pyta ile będzie czekał na zamówione jedzenie. Dopytałem i ja. Minimum 35 minut. Czyli łącznie ? dobrze ponad godzina od wejścia do restauracji.
Nie miałem siły na 35 minut czekania, ani na jakiekolwiek uwagi na temat jakości serwisu. Trudno, duży ruch, zdarza się, rozumiem. Zjadłem dwie kanapki w domu. Też dobre. Ostatnio widziałem na internecie durny nagłówek, że jakaś niby-gwiazda nie jada już sushi co tydzień. Zatem ja też nie jadam. O mnie nikt nie napisze, więc sam się tym dzielę ;).

Kluczowym elementem dobrej randki (imprezy, szkolenia, jakiejkolwiek obsługi klienta) jest nawiązanie relacji. Zbudowanie tzw. rapport.  Tak, aby nawiązać nić porozumienia z drugą stroną, oferując uwagę i adekwatną reakcję. Rapport sprawia, że wszystko idzie bardziej gładko i nawet w sytuacji, gdy coś dzieje się nie tak, jak powinno, rekompensuje nam to w jakimś stopniu trudności. Przy okazji randek, relacji, obsługi klienta.

Tworzenia więzi i nawiązywania nici porozumienia można się nauczyć. Podstawą są dobre chęci. Ale nie tylko. W przypadku nieznajomych, okazuje się, że ważne jest to, o czym porozmawiają. Psycholog Arthur Aron, z uniwersytetu Toronto, badał zachowania ludzi, którzy spędzali ze sobą krótki okres czasu. Wyniki badań przedstawił w samym końcu XX w. publikując artykuł The Experimental Generation of Interpresonal Closeness, opisujący eksperyment, sprawdzający, czy w warunkach laboratoryjnych da się stworzyć szybko więzi i bliskie przyjaźnie. Pomiędzy nieznajomymi, w kilka, kilkadziesiąt minut. Eksperyment polegał na tym, że dwie grupy badanych odpowiadały na listę pytań, robiąc to w parach i przy okazji rozmawiając. Grupa pierwsza odpowiadała na standardowe, proste pytania, które są zwykle częścią tzw. small talk. Grupa druga mierzyła się z listą pytań bardziej ambitnych, niebanalnych, głębokich.  Po wykonaniu zadania, sprawdzano, na ile ci nieznajomi wymieniali się kontaktami i ewentualnie spotykali się. Okazało się, że grupa z bardziej ambitnymi tematami pytań, w znacznie większym stopniu wymieniała się telefonami, a nawet spotykała się potem. Kilka pytań z tej grupy jest poniżej. Przy okazji, to dobra ściąga, do pomysłów na rozmowę, nie tylko z nieznajomym:

  • Gdybyś mogła zjeść obiad z dowolną osobą na świecie ? kto by to był?
  • Czy chciałabyś być sławna?
  • Przed rozmową telefoniczną ? czy zastanawiasz się co powiesz? Dlaczego?
  • Kiedy ostatnio śpiewałaś sobie? A komuś innemu?
  • Gdybyś mogła obudzić się jutro z jedną nową umiejętnością ? co by to było?
  • Za co ? w swoim życiu ? czujesz się najbardziej wdzięczna?
  • Gdybyś mogła zmienić coś w swoim wychowaniu, co by to było?
  • Czy masz przeczucie na temat tego jak umrzesz?
  • Gdybyś wiedziała, że za rok umrzesz, czy zmieniłabyś coś w swoim sposobie życia dzisiaj? Jeśli tak ? dlaczego?
  • Jak bliska i ciepła jest Twoja rodzina? Czy czujesz, że Twoje dzieciństwo było bardziej szczęśliwe niż dzieciństwa innych ludzi?
  • Co ? jeśli cokolwiek takiego istnieje ? jest na tyle poważnym tematem, że nie powinno być przedmiotem żartów?
  • Twój dom się pali. Po uratowaniu najbliższych i zwierzaków, masz czas na uratowanie jednej rzeczy. Co by to było? Dlaczego?

Wracając do obsługi klienta, na początku poprzedniego tygodnia dwa dni spędziłem na warsztacie wyjazdowym, w całkiem niezłym hotelu. Pierwszego dnia, późnym wieczorem nie było ciepłej wody. Umyłem się w podskokach ? bo bardzo inteligentnie otworzyłem kurek wody na maksimum, stojąc pod prysznicem, więc i tak byłem już cały mokry. Następnego dnia rano ciepłej wody nadal nie było. Nie było też już wyjścia ? wyprysznicowałem się porządnie. Nadal w zimnej wodzie. Zdarza się. Idąc na śniadanie poinformowałem panią z recepcji o tym, że nie było i nie ma ciepłej wody. Co usłyszałem w odpowiedzi?

?Ciepła woda już jest?.

Koniec. Kropka. Aha.

Stawiam tezę, że w naszym pięknym kraju istnieje jeszcze gigantyczna rezerwa biznesowa, która kryje się pod parasolem z nazwą ?obsługa klienta?. Doświadcza tego każdy z nas, czasem reagując, a najczęściej mówiąc ?trudno?. Dotyczy ona niemalże każdej dziedziny życia, produktów i realizacji usług. Od firm państwowych z zaszłościami, po nowoczesne korporacje.

Konkluzja? Świat jest pełen miejsc do poprawy. 90% użytkowników internetu nie wie, że skrót Ctrl+F odnajduje szukaną frazę na stronie. Może 90% ludzi pracujących u nas w obsłudze klienta nie słyszało o rapport, o budowaniu relacji, kontakcie wzrokowym i dobrych manierach?

Udostępnij:
Ciekawe miejsca

140. Wakacyjne porządki i kilka blogów

13 sierpnia 2012 Michał Zaborek Brak komentarzy

Ten wpis sponsoruje słowo „uporządkować”.

W wakacje mam trochę więcej czasu, w związku z tym… trudno mi się zmobilizować do pisania czegoś nowego i kreatywnego. Wychodzi na to, że znacznie lepiej idzie mi praca nad blogiem, gdy tego czasu mam zupełnie mało. Udaje mi się za to ostatnio to, co nigdy nie było moją dobrą stroną, a mianowicie tak zwane „robienie porządków”. Dotyczy to mojego biurka, dokumentów, starych artykułów, umów, dokumentacji projektowych sprzed lat… mój kosz kilka razy w tygodniu robi się pełny.

Ten lekko dziki zapał dotknął też i bloga, w związku z tym, okazuje się, że:

a) Większość polskich linków, które miałem na blogu okazało się odnośnikami do stron martwych. Niestety, blogowanie na dłuższą metę nie jest zajęciem łatwym i jeśli poddają się takie tuzy jak David Meister, to nie dziwi, że podobne zjawisko pojawiło się wśród moich rodzimych blogowych „znajomych”. Nie jest tu wyjątkiem od reguły Marek Hyla, z którym rozmawiałem ostatnio; jest jednocześnie dobrym przykładem tego, jak zamykając bloga, można atrakcyjnie i inteligentnie zagospodarować zbudowany w czasie pisania kapitał. Zagospodarować i uporządkować.

b) Blogi angielskie trzymają się lepiej, ale niewiele lepiej. Wypadł wspomniany David Meister, guru od zarządzania firmami usług profesjonalnych. Odpadł także blog http://renegadehr.net/ – jego autor przeniósł się do marketingu. Znika także z odnośników SAMBA, projekt uczniów Setha Godina – jak rozumiem z wpisów (i ich braku) – projekt się zakończył, zakończyło się zatem pisanie. Z uwagi na bardzo niską aktywność, usunąłem bloga Off Course-On Target.

Z blogów anglojęzycznych rekomenduję przy okazji Indexed, czyli odkodowywanie świata przy pomocy prostych grafów. Takich, jak ten poniżej, który polecam wszystkim zapalonym menedżerom projektów ;)

c) Dodałem kilka nowych odnośników. Oto one:

  • Praktyka trenera – blog prowadzony przez Sławomira Łaisa. Wpisy nieczęste, ale regularne i praktyczne.
  • Elliott Masie – guru od rozwoju ludzi przy pomocy technologii i nie tylko.
  • Marginal revolution – świetny blog ekonomiczny i około-ekonomiczny dwóch profesorów Tylera Cowena oraz Alexa Tabarroka
  • Freakonomics – strona prowadzona przez Stevena D. Levitta (profesor ekonomii) i Stephena J. Dubnera (dziennikarz, autor). Jeśli czytałaś książkę o tym samym tytule, to ich blog jest równie dobry.

Weryfikując odnośniki do innych blogów przeczytałem bardzo fajny wpis, który przytacza badania na temat poziomu zadowolenia z medali olimpijskich. Okazuje się, że (na poziomie ogólnym, dużej grupy badanych), poziom szczęścia z medalu brązowego… jest większy od medalu srebrnego. Oczywiście, najbardziej zadowoleni są ci, którzy wygrali (złoty medal).

Odpowiedzialne za odczuwane szczęście jest znane wielu z nas myślenie „co by było gdyby”. Srebrny medalista odwołuje się do pierwszego miejsca. I rozmyśla nad tym, co byłoby, gdyby jednak był pierwszy. Takie same procesy myślowe towarzyszą trzecim. Ten sam jest kierunek, za to zwrot przeciwny. Brązowi medaliści porównują się z czwartymi miejscami. Od dawno wiadomo, że poziom szczęścia nie zależy od tego, jakim samochodem jeździsz, tylko od tego, jakim samochodem jeździsz w porównaniu ze swoimi znajomymi / sąsiadami. Zatem drugi na Igrzyskach, w porównaniu z pierwszym wypada gorzej, niż trzeci z czwartym. Jak pisze Bob Sutton na swoim blogu, srebrny medalista jest pierwszym przegranym a brązowy – pierwszym wygranym. I ot, poziom szczęścia wyższy na trzecim miejscu.

I przy okazji. Narzekaliśmy na Euro (no dobra, ja nie narzekałem…), ale wygląda na to, że występ naszych reprezentantów na Igrzyskach w znakomitej większości sponsorowało słowo „niestety”. I tym optymistycznym akcentem… udanych wakacji w sierpniu. Ciąg dalszy mojego blogowania we wrześniu.

Udostępnij:
Page 18 of 38« First...10«17181920»30...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności