HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Efektywność indywidualna
Efektywność indywidualna•Wywiady

34. Wywiad z Ironmanem

10 września 2009 Michał Zaborek Jeden komentarz

Mam dla Was zwykłą, niezwykłą historię. Od czasu do czasu jeżdżę na szkolenia, które prowadzę. Czasem sam, czasem z kimś. Od czasu do czasu prowadzę je z Marcinem Koniecznym, który jest o tyle nietypowym trenerem, że na szkolenia przywoził rower. W bagażniku, z odkręconym kołem, tak, aby się zmieścił. Po co? Ano po to, aby po południu przejechać 100 km, po pracy. Po co? Ano po to, aby któregoś (określonego dnia, który najpierw był bardzo daleko w przyszłości, a potem powoli się zbliżał) wystartować w zawodach. Zawodach Iron Man. O tym, co to za wyścig, jak się do niego przygotowywać i które miejsce w tych zawodach zajął Marcin, gdy dzień zawodów wreszcie nadszedł ? przeczytajcie sami. Historia jest fascynująca.

Michał: Czym jest wyścig Iron Man?

Marcin Konieczny: Został wymyślony przez żołnierza marines, jako zawody dla prawdziwych mężczyzn. Tak to rozumiem. Jeżeli ktoś miałby narysować testosteron to miałby on znaczek IM z oficjalnego logo (www.ironman.com). Są to również zawody indywidualne. Tutaj wszystko zależy TYLKO od ciebie. Wyścig polega na przepłynięciu 3,8 km, 180 km jazdy na rowerze oraz maratonu, czyli 42,2 km. Wszystko jednym ciągiem, bez przerwy.

Czy to najcięższe tego typu zawody? Jest coś ?szczebel wyżej??

Wszystko zależy od definicji. Nie wiem, czy supermaraton Kalisia (100km) albo biegi 24 godzinne nie są cięższe, nie wiem. Ale to, co jest fascynujące w triathlonie to, że wymusza bycie dobrym nie tylko w jednej konkurencji, ale w trzech ? poniekąd kompletnie różnych. Na rowerze pracują zupełnie inne mięśnie niż podczas biegu, na pływaniu pracują przede wszystkim ręce. A potem te zmęczone ręce muszą odpocząć na rowerze (stąd np. kierownice triathlonowe – leżaki). Przyjmuje się jednak, że jest to top of the top.

Jak trafiłeś na trasę zawodów Iron Man?

Trafiłem na trasę, bo kilka lat temu, po rozpoczęciu pracy zawodowej zacząłem obrastać w tłuszcz. Miałem brzuch i zacząłem gnuśnieć. Ponieważ w latach szkolnych biegałem (byłem wicemistrzem Polski na 2000 metrów z przeszkodami), to wróciłem do biegania. Potrzebowałem jednak jakiegoś wyzwania. Zaraz zresztą po skończeniu kariery wystartowałem 2 razy w triathlonie, ale na rowerze górskim, płynąc żabką itd., więc nie był to w pełni ?profesjonalny start?. Przypomniałem sobie te zawody, ale wiedziałem (był to rok 2007) że IM to za wysokie progi dla mnie. W Olsztynie w 2007 hobbystycznie wystartowałem w dystansie sprinterskim i? przegrałem z kretesem. Wyprzedziły mnie nawet nastolatki. Dopiero to uświadomiło mi, ze na swoim doświadczeniu biegowym tego nie zrobię. Znalazłem fajne forum i grono ludzi, którzy szykują się do ironmana (www.im2010.pl) i tak poszukałem danych do treningów. Najpierw chciałem pojechać IM w 2008 ale moje planowanie jednak przegrało z zapałem. Chociaż plan i tak był spokojny: 2007 – przebiec maraton, 2008 – zrobić wynik przyzwoity w maratonie (poniżej 3h) – w międzyczasie oswajać się z kilometrami. W ciągu tych 3 lat właściwie ciągle biłem rekordy życiowe – pierwsze 2 km przepłynięte, 3 km przepłynięte ciągiem i to crawlem, pierwsze 100 km, pierwsze 200, 100 km + 10 km biegu itd. Decyzję o IM w 2009 podjąłem po maratonie warszawskim w 2008.

Dlaczego akurat takie zawody? Czemu np. nie sam maraton?

Chyba ciągnie mnie prestiż i pewna doza elitarności.

Jak wyglądały przygotowania?

W ciągu ostatniego roku na rowerze, w basenie / jeziorze i biegiem pokonałem ok 12.000 km. Z tego w czerwcu i lipcu 2009, czyli w tzw. BPS-sie (bezpośrednie przygotowanie startowe), było to odpowiednio 1.400 i 1.500 km. A na treningi wykorzystuję każdą chwilę. Najlepiej przed i po szkoleniu.

Co na etapie przygotowań było najważniejsze / najbardziej pomocne?

W przygotowania najważniejsze było wzięcie pod uwagę WSZYSTKICH czynników, które mają znaczenie. Poza ilością kilometrów w bieganiu, jeździe na rowerze, pływaniu, szalenie dużą rolę odgrywa np. odżywianie w trakcie (to podstawowa różnica pomiędzy np. maratonem a triathlonem). W maratonie wystarczy pić. W triathlonie picie nie wystarczy. Tak więc ćwiczyłem między innymi:

  • zmienianie dętki (w warsztacie rowerowym odpowiednio wytrenowany przez kolegę zszedłem do czasu 3’11”, zaczynając od ponad 10 minut).
  • rozbieranie się z pianki do pływania
  • próbowanie różnych odżywek
  • picie i jedzenie w trakcie treningów
  • przyzwyczajenie się do jechania na rowerze z kierownicą triathlonową
  • pływanie w jeziorze na orientację ? to o tyle ważne, że nie jest łatwo płynąć najkrótszą drogą do pięćdziesięciocentymetrowej bojki, która jest 1 km od ciebie w okularkach, które mogą parować pod słońce i przy fali.

Momenty zwątpienia ? były? Jeśli tak, to jakie i dlaczego?

Nie było. Założyłem sobie, ze pierwsze zawody ukończę w czasie treningowym – czyli zsumowałem czasy, jakie osiągałem na treningach (1h20 pływanie+ 6h rower+3h20′ bieg) + lekkie kryzysy + zmiany, co dało mi 12 godzin. Pomyślałem, że jeśli coś urwę, to będzie jeszcze lepiej. Miałem kryzys na 30 km maratonu – ale to zawsze jest i na tym polega posiadanie charakteru, żeby mu się nie dać. Kolejny kryzys, jaki miałem to kryzys mentalny na ostatnim kole. Powiedzieli mi wtedy, ze jestem drugi i że mam 2’40 straty do lidera. I tutaj decyzja, którą musiałem podjąć – walczyć czy nie. Bez bicia przyznaję, ze pierwszy odruch był zachowawczy – 2 miejsce, czas dobry – już wiedziałem, że złamię 10:30, ukończony IM – po co się zarżnąć.
Ale diabełek kusił. Jak jeszcze po nawrocie zaczynającym ostatnie koło ktoś krzyknął, że już tylko 2′ to nacisnąłem. Problem polegał na tym, ze nie wiedziałem kogo ścigam i kiedy mam wyłączyć szybki bieg i bronić 1 pozycji, ale na nawrocie ktoś pyta, czy to ty jesteś na 2? Więc odpowiadam – to ja. Więc sie zorientowałem, że to już. I wygrałem.

Na mecie dowiedziałem się, że ten, który był przede mną, to Jacek Gardner ? zeszłoroczny zwycięzca tego wyścigu, za sobą zostawiłem też zeszłorocznego Mistrza Europy w Ironmanie.

Wracając do trasy, ostatnie 2,5 km to szok. Gratulacje po trasie od innych zawodników – super dziękuję i wielkie zaskoczenie organizatorów, którzy dają mi medal a szarfę z napisem meta – co ją miałem przeciąć wbiegając na metę biorę sobie po zawodach na pamiątkę, bo z tego wszystkiego nie zdążyli jej założyć.

Co człowiekowi kołacze się w głowie podczas 10 godzin zawodów? Słyszałem, że tego typu pytanie jest szczególnie głupie, i że często odpowiedź na nie to ?nic?. Niemniej jednak, nie mogę się powstrzymać?

Co się kołacze? W trakcie pływanie kołacze się przede wszystkim: dłuuuugie płynne ruchy, nie podpalaj się, niech sobie płyną, jeszcze 3 koła, jeszcze 2, gdzie jest kurcze ta bojka itd.)
Na rowerze jest nuda, więc przez cały czas słuchałem radia. Jechałem w stroju, który ma kieszenie z tyłu, więc wsadziłem komórkę i miałem słuchawkę w uchu. Ale myśli, jakie mi towarzyszyły przede wszystkim to: Boże niech nie strzeli mi guma.
Na bieganiu (wiedziałem już, ze jest dobrze) zastanawiałem się jak zaskoczyć ludzi w firmie, w której pracuję wynikiem. Ale dla mnie bieg to był luz. Euforia

Czy w czasie zawodów było coś szczególnego, coś co zaowocowało takim, a nie innym wynikiem?

Plan i realizacja planu. Wszystko miałem przećwiczone. Wszystko. Płynąłem w odpowiednim tempie, jechałem nie szybciej niż na szybszych treningach, miałem przygotowane odżywki, które mi podchodziły – sprawdziłem na treningach, piłem to, co mi smakuje i podchodzi – przygotowałem 6 litrów własnych płynów trochę wyglądało to tak, jakbym włączył start i działo się to poza mną. Jakby był słabszy wiatr bez problemów złamałbym 10 godzin. Pogoda za to do biegania dla mnie akurat była idealna – zimno i wiatr.

Wierzyłeś że możesz wygrać? Albo inaczej ? stawiałeś sobie taki cel, czy wynik przerósł oczekiwania?

W ogóle nie brałem tego pod uwagę brania udziały w tych zawodach w kontekście miejsca. Na Mistrzostwach Polski w 1/2 IronMan byłem siedemnasty. 2 lata temu, w tym roku dwudziesty pierwszy,  więc znałem swoje miejsce w szeregu. Ale po pływaniu żona krzyczy ?jesteś 10?, po rowerze krzyczy ?jesteś 7?, a w biegu to juz ich miałem. Triathlon ma to do siebie, ze miejsce zależy nie tylko od tego jak ty biegniesz, ale jak szybko odpadają inni ;)

Pierwsza myśl za metą?

Ależ ich wszystkich w firmie zaskoczę!

Co dalej?

Chciałbym wystąpić w Mistrzostwach Świata na Hawajach w moje 40 urodziny. Żeby jednak to zrobić, trzeba wystąpić w oficjalnych zawodach federacji IRONMAN (www.ironman.com) i uzyskać kwalifikacje. Z takim czasem jak w Borównie koło Bydgoszczy, kwalifikacje bym dostał.

A zatem powodzenia na Hawajach za dwa lata!

Start do wyścigu, o którym opowiadał Marcin, możecie obejrzeć tutaj.  Początek biegu ? tutaj. Informacje w mediach o wyścigu: tutaj oraz tutaj.

Meta ? gdzie nie zdążono nawet rozwiesić wstążki dla niespodziewanego zwycięzcy, wyglądała tak:

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Trendy

33. Praca w domu

8 września 2009 Michał Zaborek 5 komentarzy

Według badań CoreNet, 86% firm z listy Fortune500 oferuje swoim pracownikom możliwość elastycznego podejścia do pracy w biurze. 40% z tych firm, takie programy ma już od ponad 5 lat. Elastyczność ta najczęściej oznacza możliwość pracy w domu, przez część dnia / tygodnia. Ciekawie wypada porównanie Europy z Ameryką Północną: 51% respondentów europejskich ma lub wprowadza właśnie taką opcję. W Ameryce jest to 83%. Tu pewno istotną rolę mają odległości dojazdów do pracy.

Nie dokładne liczby są tu ważne, ale skala zjawiska, która jest już bardzo wyraźna. Sam od około 3 lat staram się pracować raz na jakiś czas w domu (zwykle jest to raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie). Zrobiłem sobie takie małe badanie wewnętrzne swoich przemyśleń nad plusami tego rozwiązania, i oto one:

  • Nie tracę czasu na dojazd do pracy (zaoszczędzone ok. 1 – 1,5 godziny dziennie).
  • Jestem bardziej efektywny, zwłaszcza w pracy koncepcyjnej – kontakty społeczne ograniczone są do minimum. Jeśli ktoś dzwoni, lub pisze maila, to wtedy tylko, gdy ma konkretną sprawę, nie gdy akurat zobaczyliśmy się na korytarzu, w kuchni, etc. (i vice versa, ja też kontaktuję się mniej).
  • Mam w pewnym stopniu poczucie „wolności” – choć praca w domu bywa niekiedy bardziej intensywna niż w biurze, to jednak dla mnie z psychologicznego punktu widzenia, dzień pracy w domu ma bliżej jest do dnia wolnego niż do dnia pracy. Nawet jeśli jest niemalże cały „zapracowany”. Dla higieny psychicznej, 4 dniowy tydzień poza domem bywa potrzebny.
  • …nie muszę prasować koszuli poprzedniego dnia ;) mała rzecz, a cieszy.

Co do często przytaczanych oszczędności typu „oszczędzam na paliwie”, to można też popatrzeć z drugiej strony: zużywam prąd w domu, etc. Zresztą, przy pracy raz na tydzień poza biurem, to te oszczędności są niezauważalne.

Ciekawe jest to, że do takiego trybu pracy musiałem się przyzwyczaić. Początki były trudne. Próbowałem ładnych kilka lat temu i po pierwszych 2-3 podejściach zarzuciłem pracę w domu na ponad rok. Byłem nieefektywny, za dużo rzeczy w domu mnie odrywało od tego, co teoretycznie robić powinienem. Co mi pomogło? Kilka sytuacji, w których nawał zadań był tak duży, że nie mogłem pozwolić sobie na rozpraszacze. Po kilku dobrych doświadczeniach, gdy okazało się że „działa”, niejako nauczyłem się funkcjonować w trybie „praca w domu”.

Niebezpieczeństwo? Chyba jedno… nie ma tzw. „unwind”, czyli procesu mentalnego zamykania za sobą dnia roboczego. Zwykle odbywa się on dla mnie w samochodzie, gdy wracam pół godziny do domu. I chyba łatwiej też przeholować z czasem pracy, o ile lubi się to, co się robi.

Udostępnij:
Efektywność indywidualna

32. Zabij email!

24 sierpnia 2009 Michał Zaborek Brak komentarzy

Ile maili dostajesz dziennie? Jeśli pracujesz w korporacji, szanse na to że dużo, albo bardzo dużo są spore. Ile to dużo? Powiedzmy więcej niż 30. Choć wiem, tak, dla niektórych 30 byłoby zbawiennie mało.

Jeśli dużo… jak myślisz, czy możliwe jest życie bez maila? Nie „w ogóle”, ale w pracy. Tej, którą obecnie wykonujesz.

Pozornie – niemożliwe. No bo jak…?

Sieć www (i księgarnie) pełne są poradników na temat „jak efektywnie zarządzać pocztą elektroniczną”. Czasy gdy cieszył nas każdy e-mail raczej minęły bezpowrotnie. Dla wielu ludzi celem-marzeniem jest sprawdzanie poczty tylko 2 lub 3 razy dziennie. Sam próbuję się ograniczać: wyłączam outlooka w ciągu dnia, od dawna mam wyłączone wszelkie powiadomienia o przychodzących wiadomościach. Moim celem na najbliższe miesiące jest zajmować się mailami tylko 2 razy dziennie – raz godzinę, dwie po rozpoczęciu pracy, i drugi raz – pod koniec. Na razie taki system działa tylko w dni w które jestem maksymalnie zajęty czymś innym. Gdy presja jest mniejsza… sprawdzam, sprawdzam, sprawdzam. Brr…

No ale wracając do pytania z początku – jak to jest żyć bez e-maila w pracy? Obejrzyj poniższy film, który pokazuje relację z pierwszej ręki pracownika IBM, który… od 9 miesięcy nie używa e-maila. Co zamiast? Twitter i Facebook. Nierealne? A jednak zadziałało. Bo w końcu… czyje sprawy najczęściej załatwiasz czytając / procesując maile. Swoje? Na pewno? ;)

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Zespoły i praca zespołowa

27. Walcz z głodem, nie z partnerem biznesowym

20 lipca 2009 Paweł Wydymus Brak komentarzy

Przez jakiś czas zastanawiałem się, czy temat, o którym chcę napisać, nie jest zbyt trywialny. I nadal nie jestem przekonany, natomiast ma on wpływ na efektywność pracy, więc napiszę…

Byłem niedawno z wizytą w Pradze, gdzie odbywało się pewne międzynarodowe spotkanie biznesowe. Dyskusja zaczęła się po 11 i bardzo opornie szła do przodu, gdy nagle ? tuż przed 12.00 ? gospodarze przerwali i oznajmili, że mamy rezerwację w pobliskiej knajpie i powinniśmy iść na lunch. Będąc przyzwyczajonym do zgoła odmiennych standardów, z grzeczności tylko nie zaprotestowałem. Miałem jednak spore wyrzuty sumienia podążając za resztą towarzystwa ku jadłodajni; przecież prawie niczego konkretnego jeszcze nie zdziałaliśmy, wszystkie najtrudniejsze kwestie jeszcze przed nami, a sukces wcale nie taki pewien. Podczas konsumpcji (typowo czeskie menu, piwo tylko bezalkoholowe) atmosfera trochę się rozkręciła, za to już po powrocie do biura wszystko szło wręcz idealnie! Nawet punkty sporne okazywały się możliwe do rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. Finał był taki, że sporo przed zaplanowanym czasem spotkanie zakończyło się pełnym sukcesem i część uczestników poszła zwiedzać miasto w poczuciu biznesowego spełnienia.

Powszechnie wiadomo, że dobremu interesowi powinno towarzyszyć dobre jedzenie. Natomiast w firmach, które znałem wcześniej, nie było aż tak silnego ?pociągu? do lunchu jak zaprezentowany przez moich kolegów z Pragi. Zdarzało się nawet czasami, że na ważne spotkania jedzenie zamawiano do sali, aby nie ?tracić? czasu i nie rozpraszać się. Dlatego też, wychowany na takich wzorcach, nie wyobrażałem sobie by tak po prostu trzymać się harmonogramu jedzeniowego, gdy tak niewiele osiągnięto w dyskusji pomiędzy stronami. Do tej pory wydawało mi się to trochę nie na miejscu, by stawiać potrzeby ciała przed potrzebami firmy, natomiast teraz uzyskałem niezbite dowody, że warto najpierw powalczyć z głodem, by nie przeszkadzał w robieniu biznesu.

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Zespoły i praca zespołowa

24. Czy dwie głowy są zawsze lepsze niż jedna?

27 czerwca 2009 Michał Zaborek 3 komentarze

Wyobraź sobie, że masz do rozwiązania istotny problem. Z życia zawodowego (np. na co przeznaczyć budżet na rozwój know-how Twojego działu), albo prywatnego (np. jaki wybrać kierunek studiów podyplomowych).  Zakładasz, że lepiej omówić to w szerszym gronie. Czy dojdziecie do lepszego rozwiązania? Niekoniecznie.

Teoretycznie, więcej osób powinno wyprodukować lepszy rezultat. Ale nie zawsze tak bywa. Grupa może paść ofiarą tzw. myślenia grupowego ? które zawiedzie was na manowce. To efekt między innymi stadnej natury człowieka, chęci do podporządkowania się ogółowi. Chęć dojścia do wspólnego zdania (akceptowanego przez wszystkich), może przeważyć nad zdrowym rozsądkiem. Dzieje się to kosztem krytycznego podejścia, dostrzegania niebezpieczeństw, eliminowania nie-standardowych, nowych, nietypowych (co nie znaczy że gorszych) rozwiązań.

Szansa na wystąpienie myślenia grupowego wspomagana jest przez:

  • Brak jasnych odpowiedzialności co do omawianego tematu / mocy decyzyjnej uczestników spotkania.
  • Odizolowanie od świata zewnętrznego (np. mocno zamknięte organizacje, które mają dodatkowo poczucie nadmiernego bezpieczeństwa i tego, że ?wiedzą lepiej?).
  • Presję czasu ? gdy musisz szybko się dogadać, wymyśleć cokolwiek, dać odpowiedź, etc.
  • Brak zgody na konstruktywny konflikt w grupie ? czyli  wolimy aby było ?miło? i wszyscy czuli się ?bezpiecznie?. Gdy uczestnicy spotkania uwagi i krytykę co do pomysłu biorą do siebie, personalnie.
  • Silnego lidera, który zgromadził wokół siebie podporządkowane jednostki, przyjmujące ślepo jego opinie.

Brzmi znajomo? Być może. Powyższe sytuacje łatwo spotkać w niejednej firmie.

Jak zaradzić złym skutkom myślenia grupowego? Po pierwsze ? miej świadomość, że Ty lub Twoi ludzie możecie paść jego ofiarą. Po kolejne:

  • Przydziel jednej z osób rolę adwokata diabła ? niech krytykuje, podważa, szuka dziury w całym. Niech za każdym razem będzie to ktoś inny (nie przylgnie wtedy do niej / jego łatka malkontenta).
  • Zaproś ludzi z zewnątrz (np. spoza zespołu, z innego działu) do wyrażenia swojej opinii, do analizy wypracowanych przez Was rozwiązań.
  • Stosuj techniki kreatywnego myślenia, wyprowadzające rozwiązania w kierunku ?outside the box?.
  • Wypracujcie zasady konstruktywnego konfliktu na spotkaniach – jak atakować problem, zamiast siebie wzajemnie.
  • Gdy to możliwe ? prześpij się z tematem, daj sobie dodatkowy czas.

W teorii proste. W praktyce ? ile razy zadałeś sobie pytanie ?dlaczego nie zauważyłem(am) tego wcześniej?? ;)

Udostępnij:
Page 8 of 10« First...«78910»

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności