HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Edukacja
Edukacja

159. Executive MBA w Polsce. Subiektywnie o tym, czym się kierować przy wyborze studiów.

26 lipca 2013 Michał Zaborek Brak komentarzy

W listopadzie 2012 zacząłem studia Executive MBA na SGH. Dość długo, bo kilka lat zastanawiałem się, czy podjąć się tego wyzwania. W decyzji o tym że jednak aplikuję pomogła mi rozmowa z bliską mi osobą i zdanie, że w życiu żałuje się zwykle tego, czego się nie zrobiło, nie tego, co się zrobiło (nawet jeśli nie jest super-udane). Postanowiłem zatem w tempie błyskawicznym (bo w sierpniu 2012 kończyła się rekrutacja…a był właśnie sierpień 2012), że aplikuję.

O ile decyzję o aplikowaniu podjąłem błyskawicznie, o tyle zagadnieniem wyboru „które MBA” miałem przerobione dość dokładnie dużo wcześniej. Po pierwsze odpowiedziałem sobie na pytanie: czy MBA za granicą, czy w Polsce. Różnice są znaczące, zasadnicze, ale też ważne z punktu widzenia finansów oraz tego, gdzie pracujesz i gdzie siebie widzisz w przyszłości.

Dla menedżerów korporacji międzynarodowych dużo ciekawszą będzie opcja studiów na najlepszych uczelniach za granicą, najlepiej w USA, lub Londynie, ewentualnie w Hiszpanii czy Francji. Pisze o tym szeroko mój kolega, Łukasz Garbowski, który skończył Harvard w trybie dziennym. Więcej na stronie www.omba.pl. Strona jednak nie działa, mam nadzieję że chwilowo, bo była doskonałym źródłem wiedzy o MBA.

Jeśli realizujesz / planujesz swoją karierę w strukturach korporacji, to wartość dobrego MBA za granicą jest wielokrotnie wyższa, niż wartość naszego. Jeśli jednak nie (a ja nie planuję ani korporacji, ani struktur, przynajmniej na dzisiaj ;)), to warto rozważyć nasze kursy. Drugi czynnik jest prozaiczny: pieniądze. Mieszkając w tym samym mieście w którym jest kurs w Polsce (czyli: mieszkam w Warszawie / studiuję w Warszawie), różnica w kosztach pomiędzy zaocznymi studiami Executive MBA tutaj, a w Londynie / USA jest x 10. Czyli 10 razy tyle, zakładając nie-głodowe warunki zakwaterowanie / wyżywienia w Londynie / USA. To wartość przybliżona, ale bliska realnej – policzyłem to rok temu dość dokładnie i właśnie tyle mi wyszło, biorąc pod uwagę czesne, przeloty na każde zajęcia, hotel, jedzenie, podręczniki… O ile najlepsze studia u nas kosztują ok. 60 000 – 70 000 PLN, to pomnożenie tej kwoty przez dziesięć pokazuje skalę dylematu. Czy też wyzwania.

Jeśli Polska – to pytanie „który kurs MBA?”. Tu podzielam zdanie wspominanego Łukasza Garbowskiego, który twierdzi że jeśli MBA u nas, to tylko i wyłącznie jeden z tych topowych. A to oznacza wybór pomiedzy 2-3, w porywie 4 programami. Nie będę wchodził tu w szczegóły, bo po to aby wydać wymierną opinię, trzeba by zaliczyć wszystkie kursy, a to jest niemożliwe. Napiszę co wpłynęło na moją decyzję:

  1. Opinia znajomych, którzy ukończyli wcześniej dany kurs
  2. Rankingi
  3. Dni otwarte

Jeśli planujesz tego typu studia, to warto dobrze przemyśleć co wybrać. Jako, że inwestycja czasowa jest duża, nie warto pakować się w byle co. Mnie, o tym, że nie warto wybrać Politechniki Warszawskiej przekonały dni otwarte. Nie chcę się pastwić, ale po wieczornej wizycie na Politechnice i jej dniach otwartych wyszedłem dość przygnębiony. Potwierdziły to relacje studentów, którzy przerzucili się w trakcie studiów na SGH, które wybrałem.

Pozytywną motywacją były dla mnie opinie innych studentów, którzy ukończyli MBA w poprzednich edycjach. Koniecznie porozmawiaj z nimi. Jeśli nie znasz nikogo – pójdź na zajęcia i porozmawiaj. Zobacz jak wyglądają zajęcia. Naprawdę warto. Mam może dziwną definicję dobrego programu, ale dla mnie dobry to taki, gdzie na egzaminach z poszczególnych przedmiotów część studentów po prostu nie zdaje. Pokazuje to, że szkoła podchodzi poważnie do tematu i że trzeba się napocić. A, że napocić się trzeba, nieziemsko… o tym będzie w kolejnych wpisach o tym co daje MBA. Bo to w sumie pytanie najważniejsze. Nie który MBA, ale po co…

Kolejny ważny element w procesie decyzyjnym to język. IMHO nie ma sensu podejmowania studiów, które nie są po angielsku i które co najmniej w dużej części nie są prowadzone przez obcokrajowców. Oczywiście o ile czujesz się swobodnie w angielskim. Kaleczony angielski w wykonaniu naszych rodzimych profesorów czasem męczy. Tych z płynnym jest jednak całkiem sporo, ale zupełnie dodatkowy wymiar dają native speakerzy, którzy poza językiem dają odmienną (bo nie-naszą, zagraniczną) perspektywę na zagadnienia, których uczą.

Co do rankingów – to co roku najpopularniejszy w Polsce publikują Perspektywy. Aktualny jest tutaj. Szukając programów najlepszych, poza podium bym nie wyszedł.

Jest jeszcze jedno kryterium, które dla mnie było krytyczne, a może oczywiste nie jest. To rozkład zajęć, czyli kiedy będziesz chodziła na zajęcia. Bezsprzecznie wygrała tu SGH. Zajęcia są tu co tydzień (tydzień w tydzień od listopada do stycznia za półtora roku), z wyłączeniem świąt i 6-tygodniowej przerwy na wakacje. Układ jest prosty: piątek 13-17 oraz sobota 9-17. Co tydzień. To bardzo intensywne (ale MBA powinien być intensywny), ale ma to dla mnie taką zaletę, że wpada się w rytm, który nie jest  zakłócony przerwami i wyrwami w kalendarzu co jakiś czas. Nie wyobrażam sobie np. zajęć co kilkanaście dni, które trwają kilka dni. Nie pogodziłbym intensywnej pracy z zajęciami które co kilka tygodni wyrywają mnie na 4-5 dni. Zobacz jak pracujesz, zobacz na rozkład zajęć poszczególnych studiów. Jako, że ewentualnie piszesz się na coś, co trwa dobre ponad-12-miesięcy, to powinnaś znaleźć coś, co maksymalnie będzie odpowiadać Twoim preferencjom kalendarzowym oraz preferencjom Twojej pracy / pracodawcy.

Tyle, tytułem wstępu technicznego, dotyczącego wyboru studiów. O tym, co moim zdaniem daje MBA i co oznacza robienie tych studiów w praktyce – o tym wkrótce. Ewentualne pytania – piszcie, chętnie odpowiem.

Udostępnij:
Edukacja•HR•Trendy

157. Tin Can… czyli o zarządzaniu nieformalnym rozwojem

18 czerwca 2013 Marek Hyla 3 komentarze

Zapewne większość z Was zdaje sobie sprawę z tego, że e-learning pozwala na monitorowanie aktywności osoby szkolonej. Uczenie się przy pomocy e-szkoleń osadzonych na platformie e-learningowej jest procesem zarządzalnym ? można e-szkolenie komuś udostępnić, można nadać prawa dostępu na jakiś okres, można sprawdzić czy dana osoba z e-szkolenia skorzystała, ile w nim spędziła czasu, z jakim rezultatem ukończyła test końcowy, itd.

Za tę możliwość odpowiada jedna ze specyfikacji e-learningu nazwana SCORM (skrót od Sharable Content Object Repository Model). Specyfikacja ta znana jest od ok. 10 lat sama będąc rozwinięciem swojego protoplasty (AICC ? skrót od Aviation Industry CBT [Computer-Based Training] Committee), który wymyślony został jeszcze w latach 70-tych ubiegłego wieku, aby wystandaryzować symulatory lotnicze.

O ile 10 lat w świecie szkoleń i rozwoju to drobiazg, o tyle w świecie nowych technologii (również tych rozwojowych) to bardzo długi okres. SCORM przez ten czas się mocno zestarzał i coraz bardziej odstaje od oczekiwań i potrzeb rynku. Jest tak przede wszystkim dlatego, że pomyślany został jako specyfikacja opisująca 1/ wyłącznie działania rozwojowe 2/ indywidualnych osób realizowane 3/ na polu formalnych e-szkoleń obsługiwanych 4/ za pośrednictwem przeglądarki internetowej poprzez 5/ tzw. platformę e-learningową (LMS). Dużo tych założeń ? nieprawdaż?

26 kwietnia 2013 roku opublikowana została pierwsza wersja nowej specyfikacji pod nazwą Tin Can. Specyfikacji, która ma zrewolucjonizować zarządzanie światem edukacji, szkoleń i rozwoju.

Na czym ta rewolucja ma polegać? Wyobraźcie sobie sytuację, w której każda, najdrobniejsza aktywność wpływająca na Wasze kompetencje jest rejestrowana.

  • Twój kolega wysyła maila dotyczącego nowej funkcjonalności systemu informatycznego w Waszej firmie ? czytasz go i informacja o tym fakcie trafia do bazy danych (baza ta nazywa się LRS ? Learning Record Store).
  • Wysyłasz Tweeta dotyczącego ciekawego artykułu ? informacja o tym trafia do LRS.
  • Ktoś tego Tweeta odbiera – … LRS.
  • Czytasz książkę – … LRS.
  • Przełożony obserwuje kompetencje pracownika na stanowisku pracy ? sięga po komórkę i wprowadza ocenę do LRS.
  • Czytasz artykuł w sieci – … LRS.
  • Klikasz w link opublikowany na LinkedIn sięgając do ciekawej infografiki – … LRS.
  • Twoje dziecko kończy jakiś etap gry ? informacja o tym frunie do LRS.
  • Skanujesz QR Code odwołujący się do jakiegoś opisu ? fakt ten jest notowany w LRS.

Jednym słowem ? permanentna inwigilacja…

Teoretycznie rzecz biorąc ? każda aktywność mogąca w jakiś sposób wpłynąć na nasze kompetencje może być przedmiotem zarządzania poprzez mechanizmy Tin Can. Ciekawe jest to iż mechanizmy te są bliskie językowi naturalnemu ? tzn. systemy informatyczne nie wysyłają do siebie bitów niezrozumiałych informacji, ale sformułowania, które potrafimy interpretować po prostu patrząc na zapisy LRS (?Marek napisał maila o nazwie [X] i wysłał go do [Y]?). Buduje to więc swego rodzaju ?język doświadczeń rozwojowych? realizowanych przez całą społeczność ? język komunikowania się systemów informatycznych na temat tego co robią w nich ich użytkownicy.

Dlaczego tylko teoretycznie? Ano dlatego, że aby było to możliwe niezbędne jest zaimplementowanie tej specyfikacji w różnych narzędziach (skrzynka mailowa, Twitter, agregatory treści, itp.). Jak już jednak tak się stanie ? systemy będą w stanie ze sobą ?rozmawiać? o naszych działaniach rozwojowych, a różne bazy danych (różne LRS) ? przesyłać między sobą swoje zapiski.

Dyskutowanym w tej chwili wyzwaniem jest właśnie ta hiperkontrola (?Wielki Brat?) nad aktywnościami… każdego z nas (wpierw chciałem napisać ?uczestnika procesu rozwojowego? ? ale ten, w kontekście Tin Can coraz mniej jest zauważalny; potem ?osoby szkolonej? ? ale tak naprawdę w wielu aktywnościach, które mogą być obsługiwane przez Tin Can nawet nie zauważamy, że szkoleni jesteśmy). Rozwiązania, które na razie brane są pod uwagę to rozwiązania typu opt-in (wyrażam zgodę na wysyłanie o mnie komunikatów przez dany system nim to nastąpi) lub opt-out (mam prawo do niewyrażenia zgody na wysyłanie komunikatów przez dany system w dowolnym momencie). Ewentualnie ? potwierdzanie każdego wysyłanego komunikatu. To ostatnie rozwiązanie wydaje się być jednak dość uciążliwe…

Tin Can wydaje się być więc odpowiedzią na rosnącą potrzebę monitorowania rozwoju nieformalnego, niezauważalnego, nie pozostającego pod niczyją kontrolą. Potrzebę od dłuższego czasu sygnalizowaną przez środowisko HR choćby z tego względu iż, według szacunków, minimum 70% naszego rozwoju to właśnie działania niesformalizowane.

Więcej informacji o Tin Can w prostej, rysunkowo-opisowej formie znaleźć można tutaj: www.tincanapi.com

O wadze zagadnienia niech też świadczy fakt, iż w prasie o Tin Can ostatnio głośno. Krótkie inspiracje można przeczytać tutaj, tutaj oraz tutaj (wszystko z jednego magazynu…).

Udostępnij:
Edukacja•Inne

153. Learning Battle Cards – Twoje wsparcie wyjątkowego projektu w branży rozwojowej

10 kwietnia 2013 Michał Zaborek Brak komentarzy

Zapraszam do przeczytania wpisu gościnnego, napisanego przez mojego przyjaciela, Marka Hylę. Marek jest autorem doskonałego bloga, pisanego w latach 2008 – 2011, o nazwie Szkolenia XXI wieku.

—

Od półtora roku w gronie kilku pasjonatów (nieformalnego zespołu przyjaciół, ale i konkurentów z branży szkoleniowej – patrz: www.xylearningteam.pl) pracujemy nad opisaniem bogactwa i różnorodności form wspierających rozwój ludzi. Jedną z naszych inspiracji był świat gier [?G ? Game? w talii kart LBC] ? pomysł realizujemy więc w innowacyjnej postaci odwołując się do idei tzw. kart bitewnych. Formę tę nazwaliśmy ?Learning Battle Cards? (LBC).

Learning Battle Cards to z kilku powodów wyjątkowe przedsięwzięcie:

  • Po pierwsze ? tworzone jest w niezwykle żywym, dynamicznym i kreatywnym procesie. Sprawia nam wszystkim ogromną przyjemność praca nad tą ideą, wypełnianie jej treścią, dyskutowanie o różnego rodzaju uwarunkowaniach, które na nią mają wpływ.
  • Po drugie ? ma niezwykły wpływ na ludzi z naszego otoczenia. Nie spotkałem jeszcze osoby z branży szkoleniowej, która po zaprezentowaniu koncepcji przeszła obok niej bez zainteresowania. Dodatkowo osoby takie wyrażają zupełnie spontanicznie chęć wsparcia jej rozwoju…
  • … co sprawia, że ? po trzecie ? idea ta rozwijana jest nie tylko dzięki nam, ale również dzięki kontrybucji, mądrości i doświadczeniu naszego otoczenia. Dość powiedzieć, że karty zaprojektowane zostały za darmo i od zera przez zaprzyjaźnione studio graficzne w oparciu o wkład merytoryczny kilkunastu osób [?Sn? ? Social network w talii LBC], które za darmo, angażując własny czas wolny nam go udzieliły

Z założenia LBC ma być produktem funkcjonującym w sieci (za kilka miesięcy uruchomimy praktyczną, integrującą środowisko witrynę), oraz w „realu”. Już dziś mamy opracowaną talię kart (wspaniale zaprojektowana, inspiracyjna talia składająca się z ponad 100 elementów) przedstawiającą bogactwo metod wspierających rozwój ludzi. Rozpoczęliśmy również pracę nad książką [?B ? Book? w talii LBC] pod tytułem: „Learning Battle Cards: Projektowanie efektywnych procesów szkoleniowych w oczach praktyków”.

Z książką związana jest prośbą, z którą zwracamy się do wszystkich profesjonalistów angażujących się w rozwój ludzi (zwiemy ich ?edukatorami?).

Elementem książki będzie kompendium wiedzy na temat różnych form wspierających rozwój. Są to bardzo różne mechanizmy ? od ?drobnych? i tradycyjnych form jak refleksja [?Rf ? Reflection?] i metafora [?Mp ? Metaphor?], po duże ?produkty rozwojowe? oparte o nowe technologie jak rzeczywistość rozszerzona [?Ar ? Augmented reality?] i wirtualni agentci [?Va ? Virtual agents?]. Każdej z tych form chcemy w książce poświęcić 2 strony. Chcemy by znalazły się na nich jak najpraktyczniejsze, jak najciekawsze i jak najwartościowsze treści. W związku z tym chcę Cię prosić o podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami, przemyśleniami i poradami dotyczącymi poszczególnych form wspierania rozwoju (poszczególnych kart talii LBC).

Czasem jedno, mądre zdanie jest w stanie pomóc innym w doskonalszej realizacji powierzonych im zadań. Szukamy takich pojedynczych myśli i drobnych refleksji; szukamy dłuższych wypowiedzi (limitem jest 500 znaków); szukamy porad, inspiracji, opisów własnych doświadczeń – słowem wszystkiego, co może być wartościowe dla czytelników książki (którymi ma być szeroko rozumiane grono edukatorów).

Co oferujemy w zamian? Niewiele – i sporo zarazem:

  1. satysfakcję z udziału w wyjątkowym projekcie (tak go postrzegam; tak go postrzegają również osoby spoza naszego grona),
  2. promocję w książce eksperctwa osoby, która podzieli się z nami swoją wiedzą,
  3. zostanie współautorem książki – w niewielkim zakresie i bez gratyfikacji finansowych, ale miło jest zobaczyć swoją wypowiedź opublikowaną pod własnym imieniem i nazwiskiem w książce wydanej przez renomowane wydawnictwo,
  4. nagrody dla osób, które podzielą się z nami najwartościowszymi wypowiedziami (nie ma limitów – każdy może napisać dowolną liczbę porad dla dowolnej liczby kart).

 

Zachęcam do sięgnięcia na tę witrynę: http://www.learningbattlecards.com/. Znajdziesz tam więcej informacji, zapoznasz się z pełną listą skatalogowanych w postaci kart metod rozwojowych oraz skorzystasz z mechanizmów, które pozwolą Ci wesprzeć swoją wiedzą naszą inicjatywę.

Zachęcam Cię również do podzielenia się tym linkiem i tym apelem z Twoimi znajomymi z branży. Każda osoba, która ma coś ciekawego do powiedzenia na temat każdej z form jest dla nas cenna, a każde, nawet najkrótsze, mądre zdanie, które znajdzie się w książce stanowi dla nas wyjątkową wartość.

Akcja zbierania porad trwać będzie kilka tygodni. Sięgnij już dziś na witrynę i podziel się z nami swoim doświadczeniem. Pamiętaj również o niej zawsze wtedy, kiedy przyjdzie Ci do głowa warta opublikowania myśl.

Z chęcią odpowiem na wszelkie Twoje pytania i odniosę się do sugestii i pomysłów. Niech tę ideę niesie kreatywność społeczności (crowdsourcing) oraz niech wypełni ją mądrość tłumów (wisdom of the crowd).

Z serdecznymi pozdrowieniami

Marek Hyla, współzałożyciel XY Learning Team

marek.hyla@xylearningteam.com

Udostępnij:
Ciekawe miejsca•Edukacja

115 Pomysły + Energia = Zmiana.

29 czerwca 2011 Michał Zaborek 4 komentarze

Jeden z moich ulubionych cytatów brzmi tak: Great people talk about ideas. Small people talk about other people. (Wielcy ludzie rozmawiają o pomysłach, mali ludzie rozmawiają o innych ludziach). Internet przypisuje go Tobiasowi S. Gibsonowi, XVIII wiecznemu metodyście z Missisipi.

Gdy pisałem Zespoły po polsku, o tym, że pracuję nad książką wiedziała garstka ludzi z mojego otoczenia ? 2 lub 3 osoby poza znajomymi z pracy. Pozwoliło mi to: po pierwsze mieć względnie święty spokój od pytań i komentarzy kiedy skończycie?, a po drugie ? umożliwiło zrobienie kilku miłych niespodzianek najbliższym.

Gdy pisałem pierwszą książkę, która miała roboczy tytuł ?Postaw na siebie? i która nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo była za słaba, wiedzieli o tym wszyscy. Spotkałem się wtedy z naturalną i znaną pewnie Ci motywacją ?jak idzie książka?? (czytaj: nadalnieskończyłeśipewnonieskończyszhehe), oraz z drugą typową reakcją, która pojawiała się po podjęciu decyzji o zakończeniu projektu fiaskiem. Brzmiała ona mniej więcej tak: itakwiedziałamżesięnieudahaha. ;)

Trochę przesadzam, ale w dużej mierze dzięki porażce za pierwszym razem, za drugim udało mi się doprowadzić wspólnie z moimi współautorami projekt do końca. Co więcej ? jeśli kiedykolwiek napiszę trzecią książkę, wyciągnę lekcję z pierwszych dwóch projektów i wiem że będzie ona znacznie lepsza niż druga. Działanie rodzi doświadczenie, wnioski, naukę.

Nie lubię wszelkiego rodzaju poradników, choć od czasu do czasu je czytam. Poradniki efektywności osobistej połykałem na studiach, jeśli coś je łączy, to chyba właśnie zdanie: ?zacznij działać?. Oczywiście, że ważne jest do jakiego muru przystawiasz drabinę, i czy w połowie nie będziesz chciała z niej schodzić, ale to temat na inne rozważania. Akcja ma tą przewagę nad rozmyślaniami, że często przynosi rezultaty ? nawet w formie nauki po porażce. A skumulowana akcja, (np. w formie 10.000 godzin) może dać zaskakujące dobre efekty i doprowadzić do tego, że  staniesz się ekspertem w jakiejś dziedzinie.

Jasne, że rozmyślanie nie jest nic-nie-robieniem, ale już np. oglądanie telewizji, często jest. O wiele lepiej spędzić czas oglądając TEDa, lub coś o czym chciałem napisać w tym wpisie od początku: The Do Lectures.

To w sumie brat TEDa, ale raczej brat cioteczny niż rodzony. Podobieństw jest sporo, ale równie wiele różnic. Najważniejsze: możesz obejrzeć ciekawe wykłady, przemowy, wystąpienia znanych i ciekawych ludzi. Są one zapisem tego, co odbywa się podczas corocznego spotkania The Do Lectures. Idea wydarzenia jest prosta – ludzie, którzy Robią-coś-konkretnego / niezwykłego / dobrego / interesującego, opowiadają o tym pozostałym uczestnikom spotkania. W taki sposób, aby zapalić ich swoim działaniem / wizją / entuzjazmem, tak aby potem oni coś zrobili. Takie sprawcze „podaj dalej”.  Również dla każdego, kto chce włączyć internet i obejrzeć jedno z wystąpień.

Kogo tam spotkamy? Między innymi autora bestsellerowych poradników (a jednak! :P), Davida Allena, kontrowersyjnego Tima Ferrisa, bloggera i wizjonera znanego z Wired, Russela Daviesa. I wielu innych.

W odróżnieniu od TEDa, jest to małe wydarzenie, takie, w którym istotną rolę poza mówcami odgrywa także publiczność. Bilety są na pierwszy rzut oka drogie – 1,500 funtów, ale pokrywają w całości pobyt / udział / wyżywienie / warsztaty. Zatem nie są tak drogie, za to wcale nie ma gwarancji ich zakupu ? jest to możliwe po zaakceptowaniu aplikacji zgłoszeniowej przez organizatorów. Mamy limit – 80 uczestników, przy 30 mówcach. Całość odbędzie się w tym roku w dniach 14-18 września, na farmie fforest, w Walii.

O celu i sensie wydarzenia pisze jego założyciel, David Hieatt: The aim is to spread the knowledge as much and as far as possible. My feeling is that knowledge needs to be shared. Ideas need oxygen. Good ideas spread quickly. Great ideas spread even faster. I believe in ideas. W bardzo skrótowym tłumaczeniu, chodzi o rozprzestrzenianie wiedzy i pomysłów ? tak szeroko i daleko jak to możliwe.

Filmy, które znajdziesz w The Do Lectures są zwykle dłuższe niż te na TEDzie. Zwykle po kilkadziesiąt minut. Do filmów dochodzi bardzo fajna strefa polecanych książek oraz mały sklep z publikacjami propagującymi tematy zabrania się do działania. No i sama strona… jest stworzona z dużym smakiem. TED jest jak korporacja, a The Do jak mała firma. Albo jak butik vs. supermarket.

Znam ten portal od kilkunastu miesięcy i… napisałem tego posta w sumie trochę na przekór sobie. Jestem pomiędzy dwoma urlopami i po zakończeniu dużego projektu książki. W związku z czasem wakacyjnym, jestem też poza swoją strefą Do. Czuję się w niej  trochę dziwnie. Chyba powinienem obejrzeć kolejny filmik z To Do Lectures… ;)

No właśnie – przykład dobrego wystąpienia, pokazującego znaczenie tego jak mówimy to, co mówimy,  mogącego dać podpowiedź, czy Kubica wróci na tor, oraz jak łatwo normalnym ludziom wydostać się ze szpitala psychiatrycznego znajdziesz poniżej. Enjoy.

 

 

Udostępnij:
Badania•Edukacja

114. Studia wyższe niekonieczne

20 czerwca 2011 Paweł Wydymus Jeden komentarz

W czasie testowania nowootwartej knajpki dostał mi się w ręce przedostatni numer tygodnika Newsweek, z bijącym z okładki tytułem ?Nie trać czasu na studia?. Sam artykuł okazał się interesujący i prowokujący do zastanowienia się nad tym, nad czym coraz mniej maturzystów w Polsce myśli, uznając to za rzecz oczywistą ? czy wyższe studia mają sens? 

Według mnie odpowiedź brzmi – nie.

Studia są kiepskim pomysłem, gdy młody człowiek wie, co chce robić ? i nie są do tego potrzebne studia. Tutaj właśnie wesprę się przykładami z Newsweeka: szewc, wizażystka, grafik komputerowy, górnik, przedstawiciel handlowy, mechanik. Bo przecież nie trzeba studiów, by być dobrym w części zawodów i zarabiać bardzo sympatyczne pieniądze.

Studia nie mają też sensu wtedy, gdy maturzysta nie wie, co chce w życiu robić. Co prawda jest jakaś szansa, że przypadkiem trafi na coś, co okaże się pasją jego życia. Z drugiej strony, istnieje też na przykład możliwość, że po roku, dwóch, trzech student dojdzie do wniosku, że ten kierunek to nie jego ?bajka? i zmieni kierunek/uczelnię. Taki wniosek może też osiągnąć wiele lat po studiach, męcząc się w pracy, za którą nie przepada i która przyprawia go codziennie o ból głowy.

Na Zachodzie receptą na niezdecydowanie po szkole średniej jest tzw. gap year. Rok przerwy ? często spędzany na dalekich, zagranicznych wyjazdach, pomaga młodemu człowiekowi nabrać dystansu do siebie i w wielu przypadkach zdecydować, czym chce się w życiu zająć.

W pozostałych przypadkach poświęcenie pięciu (lub sześciu) lat na studia może być dobrym pomysłem.

Ciekawe wyliczenia przeprowadzono na rynku amerykańskim. Porównano w nich hipotetyczną czwórkę młodych ludzi, z których każdy wybiera inną ścieżkę kariery: lekarz, hydraulik i dwaj nauczyciele. Co ciekawe, średni roczny dochód rozporządzalny lekarza i hydraulika są prawie takie same. Jedna z przyczyn to wcześniejszy o przynajmniej 5 lat start pracy ? i zarabiania ? u osób niestudiujących. Pozostałe szczegóły w artykule prof. Kotlikoff.

PS. W wolnej chwili możecie posłuchać rozważań Grubsona o szeroko pojętych perspektywach młodych ludzi u progu dorosłego życia w kawałku ?iloraz inteligencji?.

<

Udostępnij:
Page 2 of 4«1234»

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności