HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Strona główna
Wywiady i artykuły
O autorze
Kontakt (i współpraca)
HR ma znaczenie - HR, kultura, efektywność osobista, zespołowa, organizacyjna. Praca, kariera, trendy. O tym jest ten blog.
  • Strona główna
  • Wywiady i artykuły
  • O autorze
  • Kontakt (i współpraca)
Archive
Efektywność indywidualna•Książki•Prezentacje

61. ?Zen prezentacji ? proste pomysły i ważne zasady?

9 marca 2010 Paweł Wydymus 6 komentarzy

Mój ciąg do literatury biznesowej trwa, a ponieważ lektury uznaję za przydatne, to bez wahania opiszę wam pokrótce zawartość kolejnej. Dla uproszczenia pozwoliłem sobie nawet użyć tytułu książki na nazwę dzisiejszego wpisu.

Samemu będąc związanym z prezentacjami przez całość kariery zawodowej, z ciekawością zagłębiłem się na treści podawane przez autora (Garr Reynolds ? polecam stronę). Z książki można wyciągnąć sporo wartościowych rad, które pomogą wam poprawić swoje umiejętności tworzenia prezentacji i samego prezentowania. Główną radą jest prostota.

?Prostota jest najwyższą formą wyrafinowania?
Leonardo da Vinci

Jej osiągnięcie jest możliwe na wiele sposobów. Jednak zacząć trzeba już na etapie przygotowania, poprzez przemyślenie koncepcji prezentacji w sposób analogowy ? czyli z dala od komputera. Rzeczywiście w moim przypadku sprawdza się to wyśmienicie ? już od kilku lat udaje mi się opanować i nie sięgać natychmiast po komputer gdy nadchodzi potrzeba stworzenia prezentacji. Zamiast tego polecam wziąć ołówek i kartkę formatu A4 i poprzez narysowanie trzech linii prostych utworzyć na białej powierzchni 6 jednakowych prostokątów, a w nich szkicować slajdy.

Odnośnie projektu slajdów i ich zawartości w książce pada sformułowanie ?zabijanie przez PowerPointa? ? jakże trafne w przypadku części prezentacji, które widujemy w pracy. Slajdy przeładowane tekstem i dziesiątkami podpunktów albo nieczytelne wykresy z masą danych ? to nie służy komunikacji ani przekonaniu do swojego zdania kogokolwiek. Autor proponuje, by na slajdzie znalazło się nie więcej niż 6 słów. Rada być może i słuszna, natomiast realność tego zalecenia pozostawiam waszej ocenie. Chętnie usłyszę komentarze zwolenników (czy ktoś to przetestował na przykład w prezentacji w prezentacji dla zarządu firmy???) i przeciwników.

Kolejne zalecenie zostanie chyba moim ulubionym i będę starał się do niego dostosować. Autor stwierdza, bez wątpienia słusznie, że slajdy są jedynie elementem wspierającym mówcę. Przytacza też wyniki badań, z których wynika, że jeśli odbiorcy widzą to samo co słyszą, to jest im to znacznie trudniej przyswoić. A więc: slajdy ze swym tekstem i grafiką powinny koncentrować się na prostym przekazie najważniejszego punktu i zaciekawiać do słuchania prezentującego. W międzyczasie warto pamiętać o tym, by ich zawartość składała się tylko z absolutnie niezbędnych elementów. Autor nazywa to wysokim współczynnikiem sygnału do szumu i radzi nawet ? o ile to możliwe ? wyrzucić logo firmy z korporacyjnego szablonu, jako zbędne. Właściwe ?odchudzanie? slajdów jest poparte kilkoma przykładami otwierającymi oczy nawet tym, którzy mają się za doświadczonych prezenterów.

Zazwyczaj jest tak, że mamy do dyspozycji więcej danych niż wymaga pokazania na ekranie ? możemy je wydrukować i rozdać w materiałach po prezentacji. Proste i skuteczne ? ludzie nie będą wytrzeszczać oczu próbując odczytać wykres z dwudziestoma słupkami oznaczonymi cyframi o czcionce rozmiaru 9.

Autor jest też wrogiem samoobjaśniających się (self-explanatory) slajdów, tak lubianych w branży konsultingowej. Według książki, idealny slajd jest całkowicie nieodłącznym orężem prezentera i bez niego nie powinien nic znaczyć. Znowu mogę się ?zgodzić, ale?? W realiach naszych firm, gdzie prezentacja jest często sposobem na skrócony i schematyczny opis jakiegoś projektu, rady z ?Zen prezentacji? nie do końca znajdą zastosowanie.

Zaleceniem Garra Reynoldsa, które najbardziej rzuca się w oczy, jest sugestia by zamiast ?przyozdabiać? slajdy klipartami czy małymi zdjęciami używać obrazów o wyższej rozdzielczości stanowiących tło slajdu. Oczywiście obraz musi korespondować tematycznie z treścią bądź wykresem na pierwszym planie, jednak jest to zasadnicza zmiana w stosunku do aktualnie stosowanych standardów prezentacyjnych. Obrazy nie biorą się jednak znikąd (zwłaszcza te wyższej rozdzielczości) ? i tutaj właśnie ?leży pogrzebany pies, od którego zgrzytam zębami?. Autor właściwie na każdej stronie promuje używanie (czyt. kupowanie) tychże obrazów pobranych z jednego, wskazanego serwisu. W dodatku na końcu książki znajduje się kupon promocyjny, a na jego stronie www można znaleźć zdjęcia w towarzystwie właścicieli owego zachwalanego serwisu. Być może jestem przewrażliwionym na zachowania skrajnie kapitalistyczne dzieckiem epoki PRL-u? Tak czy inaczej moje zęby uratowała strona 150, na której wymienionych jest też kilka innych podobnych serwisów, w tym darmowe.

Na uwagę zasługuje też sama forma książki, z dużą ilością przykładowych slajdów. Zarówno złych jak i ? tuż obok ? dobrych, dla porównania i lepszego zapamiętania. To połączone z treścią książki i możliwością jej praktycznego zastosowania w zdecydowanej większości przypadków przemawia za koniecznością postawienia ?Zen prezentacji? na półce u każdego, kto od czasu do czasu musi coś zaprezentować.

Udostępnij:
Badania•Edukacja•Książki•Psychologia

60. Freakonomics ? szalone ekonomiczne wyjaśnienia socjologicznych zagadek

4 marca 2010 Paweł Wydymus 3 komentarze

Traf chciał, że w tym roku znowu zacząłem czytać książki ?biznesowe?. Wynika to po części z faktu, że mój ulubiony autor ? Andrzej Sapkowski ? mimo iż bardzo płodny w porównaniu do swych kolegów i koleżanek po fachu, to jednak nie wyrabia się z tworzeniem kolejnych przygód Kuby Wędrowycza czy ?Oka Jelenia? tak szybko, by zaspokoić moje możliwości czytelnicze. Także kupiona pod wpływem impulsu ?Moja żona wiedźma? jakiegoś rosyjskiego twórcy fantastyki utknęła mi w połowie. Po części jednak czuję głód biznesowej wiedzy i stąd wzięły się moje aktualne lektury.

Moim prywatnym hitem stycznia mogę ogłosić Freakonomics autorstwa duetu Stevenów: Levitt & Dubner. Szkoda, że polski wydawca postawił sobie za cel dosłowne przetlumaczenie tytułu, bo przyznacie chyba, że ?Freakonomia? ani nie jest słowem polskim, ani potencjalnemu czytelnikowi wiele nie mówi? Gdyby to ode mnie zależało, to nadałbym jej tytuł ?Szaleństwa ekonomii?. Powód jest prosty ? autorzy wprowadzają nas w świat logicznych i opartych na cyfrach lub dowodach przyczyn wydarzeń socjologicznych. Owe wydarzenia są przez nas na co dzień widziane w społeczeństwie i czasem nawet zastanawiamy się ?jak to się dzieje??, tymczasem ci dwaj panowie oprócz zastanawiania się poszli o krok (albo i dwa) dalej, szukając przyczyn i dowodów. W istocie książka jest zbiorem przeróżnych ciekawostek społecznych, które autorzy przedstawiają nam od podszewki.

Opisywane przypadki są przeróżne. Poczynając od niespodziewanego i znaczącego spadku przestępczości w Nowym Jorku i całych Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX wieku, poprzez oszustwa nauczycieli poprawiających swoim uczniom testy, japońskich zawodników sumo ze swymi ?ustawianymi? walkami, czy załamanie Ku-Klux-Klanu, by wymienić te nieco bardziej historyczne. Niektóre bardziej współczesne zagadnienia również rozpracowane w książce to choćby wpływ pieniędzy na prawdopodobieństwo zdobycia urzędu prezydenta USA, piramidalna struktura kadrowa gangów narkotykowych, czy zniknięcie w ciągu roku 7 milionów Amerykanów (skutkujące zresztą kwotą 3 mld dolarów dodatkowych dochodów z podatków).

Musze przyznać, że momentami książkę czyta się niczym powieść detektywistyczną (co mówi samo za siebie o poziomie pisarskim autorów), a momentami jak poradnik na życie. Na przykład w rozdziałach o postępowaniu agentów nieruchomości, wpływu imienia dziecka na jego życie, czy ? kończąc na postawach obywatelskich: czy głosowanie w wyborach ma sens.

PS. Przypomniał mi się książkowy hit grudnia ? ?Sześcioro podejrzanych?. Wyszedł spod pióra twórcy ?Slumdog ? milioner z ulicy?. Jako że tego typu literatura w żaden sposób nie podchodzi pod tematykę bloga, polecam opis i recenzję na empiku.

Udostępnij:
Efektywność indywidualna•Innowacyjność•Trendy•Zespoły i praca zespołowa

59. Antykonferencja ? nowy trend w spotkaniach branżowych

28 lutego 2010 Paweł Wydymus Jeden komentarz

Większość z nas miała już okazję przynajmniej raz wziąć udziału w konferencji, więc wszyscy możemy bez problemu i długiego zastanawiania wymienić główne wady tego typu spotkań. Standard jest taki, że konferencja ma swój temat wiodący, a program podzielony na jeden lub dwa dni ułożony jest wokół sesji tematycznych, bardziej lub mniej związanych z tematem wiodącym. Sesje odbywają się zwykle w formie wykładów, z możliwością interakcji pod sam koniec (o ile nie zabraknie czasu przez nadmiernie rozbudowaną prezentację). Czasem stosowane są też warsztaty, podczas których w domyśle każdy powinien bardziej zaangażować się w uczestnictwo, a przez to też nauczyć się (i innych) więcej. Taki był przez wiele lat standard.

Teraz pojawia się nowy, będący ? jak samo angielskie określenie ?unconference? sugeruje – kompletnym zaprzeczeniem poprzedniego. Mnie najwłaściwsze wydaje się tłumaczenie ?antykonferencja? i takiego będę używał. Ale do rzeczy. Główną cechą antykonferencji jest to, że nie ma dokładnie określonego programu, przez co przed rozpoczęciem nie wiadomo, kto będzie przemawiał ani na jakie dokładnie tematy zostaną poruszone. Można mieć jednak przekonanie graniczące z pewnością, że tematyka sesji będzie trafna, ponieważ to sami uczestnicy na początku antykonferencji określają tematy, które ich interesują i które chcieliby zgłębić. Po takim zbadaniu potrzeb uczestników, ustalone zostają tematy poszczególnych sesji. Co więcej, także osoby prowadzące poszczególne sesje rekrutują się spośród uczestników. Zostają nimi po prostu ci, którzy są w danym zagadnieniu najbardziej doświadczeni. Może być ich kilku. Dodatkowym atutem takiej formuły jest możliwość obniżenia kosztów ? odpadają przecież wydatki związane z zaproszeniem kilku(nastu) prelegentów. To uczestnicy przejmują ich, nieco zmodyfikowane, obowiązki!

Podobno na świecie odbywa się już kilkaset antykonferencji rocznie . Na razie przodują te o tematyce technologicznej i marketingowej, jednak nie ma większych przeciwwskazań, by w ten sposób organizować branżowe spotkania o dowolnej tematyce, na przykład bibliotekarskiej (ciekawa relacja tutaj). Pojawiają się też pierwsze jaskółki w Polsce.

Jestem pewien, że antykonferencje będą się popularyzować, choć w bardziej konserwatywne kręgi nie trafią chyba zbyt szybko. Ich główną zaletą jest szansa na uniknięcie przydługich przemów prowadzonych przez prelegenta, podczas których publiczność ? w najlepszym przypadku – biernie słucha. W nieco gorszych przypadkach telefonuje, esemesuje, przegląda pocztę. A chyba nie o to chodzi? Jedna z zasad obowiązujących podczas antykonferencji mówi, że jeśli podczas sesji nie uczysz się lub nic nie wnosisz do dyskusji, to twoim obowiązkiem jest znalezienie innej sesji, gdzie twoja obecność będzie bardziej użyteczna. Proste i skuteczne!

Podsumowując – antykonferencja to bardzo ciekawy, świeży sposób na organizację spotkań branżowych ukierunkowanych na wymianę wiedzy. Jeśli zostanie spełniony warunek dobrej organizacji i odpowiedniego prowadzącego, który wie co robi ? antykonferencja może przynieść uczestnikom znacznie więcej pożytku niż tradycyjna konferencja.

Pomysł na ten wpis powstał po przeczytaniu artykułu w styczniowym Inc. Zainteresowanym praktyczną stroną tematu polecam: www.unconference.net.

Udostępnij:
Ciekawe miejsca•Edukacja•Efektywność indywidualna•Trendy

58. Ucz się od najlepszych – za darmo

24 lutego 2010 Paweł Wydymus Jeden komentarz

Szczerze mówiąc, o iTunesU miałem zamiar napisać już kilkakrotnie. Jednak za każdym razem otwierałem wspomniany serwis i zostawałem tam na dłuższy czas, zapominając o realnym świecie. Inicjatywa firmy Apple, właściciela serwisu iTunes, nie jest szeroko znana, a z całą pewnością wartościowa. Sam trafiłem tam przez przypadek i ? zachwycony obfitością materiału ? zostałem wielkim fanem.

Ale do rzeczy. W skrócie iTunes University jest projektem przeznaczonym dla studentów z całego świata, a także tych nie-studentów, którzy czują potrzebę dokształcenia się i skorzystania z rzetelnej wiedzy pochodzącej z renonowanej uczelni. Zakres tematyczny jest dość szeroki – od biznesu, poprzez inżynierię, sztuki piękne, zdrowie i medycynę, historię, aż po literaturę i nauki społeczne ? więc każdy może znaleźć coś dla siebie.
Po wybraniu kategorii (np. biznes) na ekranie ukazuje się lista instytucji, które dostarczają wiedzę. Są to w większości renomowane placówki, by wspomnieć choćby Cambridge, Stanford, czy Yale. Każda z takich instytucji oferuje cykl od kilku do kilkudziesięciu wykładów, w formacie audio bądź wideo, na określony temat. Jedne z ciekawszych serii według mnie to: Business Leaders and Entrepreneurs (Stanford), Knowledge@Wharton (199 odcinków!) i Marketing and Strategy (University of Cambridge).

iTunesU Business

Zachęcam gorąco do wypróbowania iTunes University dla swoich potrzeb. Biznes i nauka to nie wszystko, co oferuje. Można też bez problemu znaleźć choćby wideo lekcje gry na perkusji, gitarze czy porady dotyczące odżywiania i zdrowia.

Porada techniczna: na komputerze trzeba mieć zainstalowany program iTunes. Po jego uruchomieniu, kliknij „iTunes Store” i na górnym pasku z prawej strony znajdziesz „iTunes U”

iTunesU

Wszystko to możecie ściągnąć na swojego iPoda/iPhone’a, a przy odrobinie kombinacji też na inny odtwarzacz przenośny lub po prostu nagrać na CD i słuchać w samochodzie.

Dla tych z kolei, którzy chcieliby poczuć się jak na wykładzie, polecam serwis www.academicearth.org, w którym grupa uznanych uczelni udostępnia wideo nagrania z wykładów przeprowadzonych na prawdziwych salach wykładowych, z udziałem żywych studentów. Zakres tematyki również dość rozległy, od biologii, psychologii, po fizykę i chemię. Mnie szczególnie zainteresowała seria wykładów pt. „Communication and Conflict in Couples and Families”. Seria ma 17 odcinków i pokrywa właściwie wszystkie elementy życia w związku. Bardzo życiowe!

Podsumowując, widać że pojawia nam się nowy trend w internecie – udostępnianie wartościowej wiedzy za darmo każdemu zainteresowanemu. Kto będzie potrafił wykorzystać tę wiedzę? Jaką przewagę to da? Zobaczymy.

Udostępnij:
Marketing•Prezentacje

54. Nauka prezentacji od najlepszych – Steve Jobs z Apple pokazuje iPad

30 stycznia 2010 Paweł Wydymus Brak komentarzy

Jeśli interesujesz się choć trochę nowoczesnymi technologiami, to pewnie słyszałeś o nowym produkcie firmy Apple, zaprezentowanym przez szefa firmy 26. stycznia. Jednak nie będę tu zachwalał samego iPada, bo tematyka naszego bloga jest nieco inna. Zajmę się za to samą prezentacją, a w następnym wpisie? strojem prowadzącego.

Niedawno Michał pisał o serwisie ted.com, dzięki któremu możemy obejrzeć dobre jakościowo prezentacje i doskonalić się w trudnej sztuce prezentowania. Można je też wykorzystać jako szeroko pojętą inspirację w dziedzinie dialogu z publicznością. Co prawda prezentacja iPada autorstwa Steve?a Jobsa nie znajduje się jeszcze na ted.com, natomiast można ją znaleźć na stronach Apple. Przedsmak poniższej.

Muszę przyznać po jej obejrzeniu, że jest doskonałym ? ba, wręcz wzorcowym ? przykładem prezentacji wprowadzającej nowy produkt na rynek. Sam jej scenariusz jest dość podręcznikowy i przez to efektywny. Na początku słyszymy, że głównym wydarzeniem prezentacji będzie pokazanie nowatorskiego produktu, na który wszyscy czekają, od tygodni podsycani sterowanymi wyciekami informacji do mediów branżowych. Przed tym jednak kilka innych aktualnych faktów, które w istocie służą tylko zrobieniu odpowiedniego wrażenia potęgą firmy i jej ostatnimi wynikami. Płynne przejście od tych ostatnich do głównego tematu, czyli iPada jest tak naturalne, że oglądającemu trudno nie zgodzić się z tezą prezentującego, że nowy produkt jest dokładnie tym, czego na rynku brakowało: trzecim elementem, pomiędzy telefonem a laptopem.

Po tym wstępie następuje prezentacja iPada w działaniu na żywo. Jobs bierze urządzenie do ręki i stopniowo wdraża widzów w kolejne zastosowania. Przez dobrą godzinę poruszane są wszystkie aspekty, na które potencjalni klienci będą zwracać uwagę. Od czytania gazet, książek, oglądania zdjęć, map, przeglądania internetu, aż po gry i zastosowania biznesowe. W dodatku Apple postarało się zainteresować nie tylko konsumentów, ale też firmy software?owe, dla których też przeznaczony jest fragment prezentacji. To właśnie ich zapał do przygotowywania nowych aplikacji specjalnie pod kątem tego urządzenia jest kluczowy dla powodzenia produktu na rynku. Przy większości z tych tematów Jobs oddaje głos szefom poszczególnych grup produktowych, a nawet firmom współpracującym z Apple, żeby nie dać odbiorcom szansy na znudzenie własną osobą.

Prezentacja przygotowana jest także w zgodzie z jedną z kluczowych zasad sprzedaży ? najpierw przedstawia zalety produktu i korzyści, które z nich wynikają dla konsumentów. Dopiero na końcu ?rozmowa? schodzi na temat ceny. Przez minutę na ekranie widnieje cyfra ?$999? i wszyscy naturalnie zaczynają myśleć, że to własnie jest cena. Tymczasem Steve Jobs opowiada z zapałem o jednym z głównych celów konstruktorów urządzenia – minimalizacji ceny, aby produkt mógł być jak najszerzej dostępny. Nic dziwnego, że gdy prawda wychodzi na jaw ? $499 ? aplauz widowni jest zauważalny.

Jeszcze jeden drobiazg, który często nam umyka przy oglądaniu prezentacji innych, ale na który u siebie samych nie jesteśmy tak wrażliwi ? komunikacja werbalna. Nieskomplikowany język prezentacji połączony z umiarkowanym tempem mówienia pozwala na łatwe zrozumienie osobom, dla których angielski nie jest językiem ojczystym. Zapewne autor był doskonale świadom, że jego wystąpienie zostanie obejrzane co przez miliony takich osób, więc z szacunku (i biznesowej kalkulacji) bardzo starał się być przez nich zrozumiany.

Naprawdę polecam obejrzenie całej prezentacji (choć trwa ok. 1,5 godziny) tym, którzy są zainteresowani tą dziedziną biznesowego warsztatu.

Udostępnij:
Page 7 of 10« First...«6789»10...Last »

Info o nowych wpisach

https://www.facebook.com/HR-ma-znaczenie-139469166081408/

O mnie

Nazywam się Michał Zaborek i od czasu do czasu piszę tu o trendach, biznesie, rozwoju ludzi, kulturze organizacyjnej, efektywności firm, zespołów i jednostek, o pracy i karierze. Zawodowo pełnię funkcję prezesa zarządu Konsorcjum doradczo-szkoleniowego SA, właściciela marek e-learning.pl oraz House of Skills, czołowej polskiej firmy e-learningowej i doradczo szkoleniowej. To o czym tu pisze, w znakomitej większości po prostu mnie interesuje. :-)

Archiwum bloga

Kategorie

  • Badania (33)
  • Bez kategorii (9)
  • Ciekawe firmy (2)
  • Ciekawe miejsca (38)
  • E-learning (10)
  • Edukacja (20)
  • Efektywność indywidualna (48)
  • HR (65)
  • Humor (7)
  • Inne (34)
  • Innowacyjność (17)
  • Kariera (15)
  • Książki (33)
  • Kultura (11)
  • Marketing (7)
  • Prezentacje (13)
  • Psychologia (12)
  • Sprzedaż (3)
  • Travels (3)
  • Trendy (76)
  • Wywiady (19)
  • Zarządzanie ludźmi (18)
  • Zespoły i praca zespołowa (22)

Popularne posty

120. Lumosity. Wytrenuj swój mózg.

30 sierpnia 2011

105. Po zdjęciach ich poznacie, czyli dobre foto do cv

28 marca 2011

92. Zespoły po polsku

8 grudnia 2010

44. Blogi, które powinieneś dodać do ulubionych ? według Inc.com

16 listopada 2009

81. Crowdspring w praktyce

11 września 2010

Tagi

360 AI Apple ben casnocha ciekawe blogi cv e-learning e-learning bootcamp e-learning w Polsce HR HR ma znaczenie Innowacje kariera konferencja kultura narodowa Marcin Konieczny Marek Hyla MBA Michał Zaborek naked company narzędzia web 2.0 ocena 360 ocena pracownicza praca zespołowa prezentacja Prezentacje przywództwo rekrutacja rozwój ludzi samorozwój spotkania studia studia MBA Tim Ferris Trendy trendy HR trendy na rynku szkoleń trendy szkoleniowe trendy w HR trendy w rozwoju ludzi trendy w rozwoju pracowników Web 2.0 zarządzanie Zarządzanie ludźmi życiorys

© 2020 copyright HR MA ZNACZENIE // Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności